Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘2026.01.18’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dostałem właśnie bana na pewne tematy. Cholera. Ale jak będę cały czas o babci pisał, to mi czytelnicy pouciekają. Zresztą starsza pani nie zawsze podrzuca materiał do nowej blotki. Ot, teraz na przykład śpi już w najlepsze. No i mam kłopot…

Najpierw było, że za dużo literek (przypomina mi się od razu anegdota z życia Mozart – wiem, gdzie mi do Amadeusza, ale skojarzenie się nasuwa i tak. Scenka była w filmie Formana. „Muzyka dobra, tylko… za dużo nut.” – miał kompozytorowi ponoć powiedzieć cesarz, oceniając jeden z jego utworów), teraz, że za bardzo się odsłaniam…

Hmmm… Obawiam się, że i ten tekst podlega już cenzurze. Mam przechlapane.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dziś była u babki koleżanka. Ktoś w jej rodzinie (wnuk? a może chłopak wnuczki? w sumie mało istotne) ma na zbyciu auto: rocznik 1998 – pięciodrzwiowe coś tam nieznanej mi marki (rozpoznaję tylko małe fiaty, syrenki i trabanty :P).
– Może kupimy? Tylko dziewięć tysięcy… – zaczęła babcia
– To musi najpierw babcia zrobić prawo jazdy – byłem brutalny.
– Tak? I co – może bym miała wszędzie cię wozić?
– Jak najbardziej.
– Sam byś mógł wreszcie zrobić. Chyba dałbyś radę. Nie jesteś przecież żaden kaleka, upośledzony…
– Niestety. Jestem upośledzony psychicznie.
– To może powinieneś zacząć się starać o jakąś rentę – babcia zdobyła się na lekką złośliwość.

+

Ciekawe, jak takiemu jednemu panu-komplemenciarzowi poszedł dzisiejszy egzamin na prawko.
O! Jest w skrzynce na Gejowie wiadomość…
Cóż… Następnym razem będzie łatwiej. Jak to mówią – pierwsze koty za płoty :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Czuję się nieszczególnie. Jesienne przygnębienie mnie dopadło albo jakieś grypa zaczyna się do mnie dobierać. Nie ważne.
Po szesnastej babcia rozsiadła się wygodnie w fotelu. Do kolejnego odcinka „Mody na sukces” miała jeszcze dobrą chwilę czasu, więc..
– To Ci opowiem jaki miałam dzisiaj sen – stwierdziła.
– Tak?
– Przyśniła mi się trumna. Była już zrobiona, stała oparta w stolarni. A ktoś chciał, żebym poszła i się w niej położyła. Miałam sprawdzić, czy będzie dla mnie dobra. A ja tak sobie myślę w duchu, ale nic nie mówię – ”Jak się położę do tej trumny, to oni mnie zamkną i już nie wypuszczą”.
– Niezły sen. – podsumowałem krótko
– A wiesz, że już leżałam kiedyś w trumnie? – babci zebrało się na wspominki. I wróciła myślami do odległych lat swojej młodości, gdy szaleniec (szalony z miłości?) zabił w szwalni siekierą jedną z jej koleżanek (wszedł w ciągu dnia – zabił – dał się aresztować).
– Gdy trumna dla Gieni była już zrobiona, stolarz chciał sprawdzić, czy nie będzie za krótka. A kiedy się położyłam do środka, Lutek zamknął wieko, usiadł na nim i pękał ze śmiechu. Aż zaczęłam krzyczeć, że powietrza zaczyna mi brakować. Jak później opowiadałam o tym mamie, to stwierdziła, że ona by chyba umarła ze strachu.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    …bywają bardzo zajęci – bo w przeciwieństwie do mnie pracują – a potem w domu chcą odpocząć i nie mają czasu ani ochoty na rozmowę via GG.

…mają swoje prywatne życie – bo w przeciwieństwie do mnie żyją w jakichś związkach, utrzymują kontakty w realu ze znajomymi, z przyjaciółmi – i mogą nie odczuwać potrzebować codziennego kontaktu ze mną.

…mają różne problemy, a czasem zwyczajnie chcą odpocząć od komputera. I dlatego nie pojawiają się w sieci.

Wiem. Ale to i tak nic nie zmienia. Nie potrafię nie analizować, nie zastanawiać się, nie zamartwiać. Jestem żałosny. Jednak to już tylko mój problem. Hmmm… Chociaż wyglądałoby, że w sumie dość uciążliwy ze mnie znajomy. W sumie wypada chyba się cieszyć, że nie mam telefonu komórkowego. Obserwując reakcję brata wiem, jak mogą wkurzać niechciane, zbyt często spływające SMS-y.

A skoro wspomniałem już młodszego – zaprosił mnie do siebie (tzn. do miałbym go odwiedzić u panny T.). Oczywiście u braciszka nie ma nic za darmo. Najpierw było telefoniczne ble, ble, ble i…
– Mogę zabrać na kilka dni wideo? Na tydzień gdzieś tak.
– Wideo?
– Tak, pooglądam sobie filmy…
Już wiem jak to się skończy. Nic ze sprzętu zaanektowanego przez Pawła nie wróciło już w moje używanie.
– Dobra, jak chcesz to bierz. – zgodziłem się mimo wszystko (nie potrafiłbym powiedzieć „nie”)
– Mama mówiła, że przyjeżdżasz w sobotę.
– Tak. Najprawdopodobniej wpadnę.
– To możesz i do nas zajść. Na kawę. T. upiecze jakieś ciasto…
– Zobaczymy.
– Przy okazji pomożesz mi drzewo wozić. – roześmiał się Paweł. Ale zaraz rzucił uspokajająco. – Żartowałem. Poznasz przy okazji naszego kota.
Panna T. dostała kociaka od matki. Miał pełnić rolę pogromcy mysz, ale coś mu nie za bardzo to wychodzi. Jak na razie jest domowym pupilem mojego brata (a podobno na początku było „Wyrzuć tego cholernego brzydala”). Jak złośliwie zauważyła moja mama:
– Pewnie dlatego, że to jedyna przyjazna Pawłowi dusza w tym domu.

+

Jacorku, dziękuję, że mimo wszystko jesteś gotów być # 1½ :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Nawet nie mogłem poleniuchować, pospać spokojnie po komputerowej nocy (tak czuję, że dziś to bym i do jedenastej poleżał). Jakieś hałasy (zamieszanie) w przedpokoju wyrwało mnie z objęć Morfeusza już o dziewiątej.
– Co tam się dzieję? – spytałem, wystawiając głowę spod kołdry – Gdzie się babcia wybiera?
– Idę na dół chleb kupić i masło.
– Dobra, już wstaję, zaraz zrobię zakupy. Nigdzie nie musi babcia chodzić – warknąłem.
– To w takim razie będę w ogrodzie. Sąsiadka powiedziała, że mogę aronii narwać.
– A jak ojciec się zjawi?
Bo mój stary zapowiedział się z króciutką wizytą (właściwie to mama uprzedziła na wczoraj telefonicznie) – zaplanował na poniedziałek kupno jesiennej kurtki – najwygodniejszy do przyjazdu autobus z D. jest jak raz w Kętrzynie około 9.45.
– Zostawię kartkę na drzwiach – zdecydowała babcia – Zresztą szybko wrócę.
Robiąc zakupy nie zapomniałem o drożdżach. Na popołudnie mamy zaplanowane pieczenie rogalików (ciasto już się mrozi w lodówce) – obok sernika drugiego naszego popisowego produktu. Babka chce podesłać przyjaciółce paczkę, więc znów czeka nas trochę zwijania. Wolałbym spokojnie posiedzieć przy komputerze, ale się nie da. Zwłaszcza że pranie muszę jeszcze dokończyć. I wiadro aronii czeka na przerobienie na soki. Cholera! Opłat za mieszkanie też jeszcze w tym miesiącu wszystkich nie zrobiłem (rachunek za prąd chyba się nawet przeterminował). I butów do szewca nie warto znów nosić – trzeba znaleźć coś nowego na jesień (brudne spodnie i zamszowe półbuty rozłażące się na szwach – nosze się po mieście jak szmaciarz) – przede mną koszmar chodzenia po sklepach. Paskudnie się ten tydzień rozpoczyna.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Babcia wyjrzała przez okno w pokoju (irytujący zwyczaj, bo muszę później poprawiać ściągnięte firanki).
– Ale ładny samochód. Piękny i nowy… jak laleczka. Pan A. zawsze gada „Kija trzeba i pałką po grzbiecie! Po trzy samochody w rodzinie mają i narzekają jeszcze, że ciężko żyć”.
Nie zareagowałem. Znam poglądy babki na temat własnego auta. Chciałaby, żeby jej ulubiony wnuczek zrobił sobie wreszcie prawo jazdy. Wtedy można by kupić samochód i bym mógł robić z jej szofera. Niedoczekanie. O panu A. nawet słuchać nie lubię! Szowinistyczna świnia! Często rankiem, gdy sąsiedzi zbiorą się pod blokiem czekając na mleko, wygaduje – pod kątem babki ewidentnie – różne rzeczy na temat Litwinów-szaulisów. A babka mu jeszcze „Dzień dobry” mówi!
Babcia podreptała do kuchni. Po chwili doleciało mnie jakieś mamrotania.
– Co takiego? – zirytowałem się lekko (nie znoszę takich rozmów przez całe mieszkanie)
– Powiedziałam, że niektórzy po trzy…
– To już słyszałem – przerwałem babce.
– Jak jest, tak jest dobrze. Zawsze odpowiadam, że jeden ma trzy samochody, a drugi i jednego nie ma.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Przygotowałem sałatkę z tuńczyka (tuńczyk nie wiem dlaczego kojarzy mi się przede wszystkim z kocim żarciem), wykąpałem, ogarnąłem w kuchni… Nie mam najmniejszej ochoty na TV. Ani na żadną książkę (na doczytanie czekają cztery tytuły). Po leniwym dniu spędzonym w Sieci znów zasiadłem przy komputerze. Z WMPlayera leci nieprzerwanie płyta zespołu The Waverly Consort „Spanish Music of Travel and Discovery”. Nie mogę się od niej oderwać.

Babka przewraca się z boku na bok. Chyba nie może zasnąć. Podobno w nocy coś mówiłem/śpiewałem przez sen. Na spokojnie było i bełkotliwie, więc babka nie budziła mnie i nic nie zrozumiała. Zastanawiam się, czy nie usiłowałem przypadkiem nucić tego kawałka o Sycylii, co to jest najpiękniejsza na świecie

Ayo visto lo mappamundi
É la carta de naviguari,
Ma Xixilia me pari
La piů bella d’aquesto mundi.

Tydzień temu o tej porze byłem na imprezie u Pumexów, znajomych Palnika. Szwedzki stół (dwa rodzaje sałatek, chipsy i solone orzeszki – a ja zjawiłem się cholernie wygłodniały, bo nie jadłem obiadu), gorzałka i dziewięć osób w jednym mieszkaniu. Szymon (zwany Pumexem – od fryzury – lub Hyaćką – od Hiacynty z „Co ludzie powiedzą”) w pewnym momencie przysiadł się do mnie i próbował pogadać (poczucie obowiązku = gospodarz powinien zabawiać rozmową gości), ale szybko został odwołany przez kogoś… i w sumie przesiedziałem cały czas tak lekko na uboczu, obserwując i przysłuchując się temu co mówią inni. Jakoś ciężko było mi się włączyć do ogólnej zabawy. To nie mój żywioł takie masowe spotkania. W ogóle bezpośrednie kontakty z ludźmi zdają się nie leżeć w mojej naturze. A może odzwyczaiłem się? Tylko czy miałem się od czego odzwyczajać?

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij