Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘2025.11.11’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Coś dla odmiany od codziennej porcji smętów. Chociaż znów cudzym słowem.

Tytułem wstępu.

Skomentowała mnie kiedyś kilkakrotnie Mała Mi. Zastanawiałem się – kto zacz. Jednego mogłem tylko być pewny – że to nie młodsza siostra Mimbli we własnej postaci :P

Niedawno wśród innych blogów polecanych przez Gio (ciągle nie mogę zrozumieć dlaczego na szczycie listy jest „niebanalny świat Hebiusa, czyli pokój z widokiem na…”) zauważyłem też skrót do strony Małej Mi – z określeniem „świetne lekarstwo na Duże Smutki”. Zajrzałem powodowany ciekawością. Akurat autorka zamieściła tekst „Po co są blogi”. Zmroził mnie lekko feministyczny kawałek o facetach (OK, staram się nie plotkować, ale czy o jakimkolwiek geju można powiedzieć, że jest prawdziwym mężczyzną? Co to w ogóle za kategoria – „prawdziwi mężczyźni”? Dla mnie nieodparcie kojarzy się od razu z umięśnionym, zarośniętym gościem w skórach, który przyniósł właśnie jakąś ubitą zwierzynę swojej kobiecie do jaskini :P) ale dziś poczytałem sobie tekst na spokojnie. I zajrzałem do artykułu Michała Parzuchowskiego „Gdy trwoga pisz bloga” opublikowanego w „Charakterach”, którym posiłkuje się Mała Mi.

Bloguję od kilku miesięcy. Jak to miło dowiedzieć się wreszcie, dlaczego to robię. I że nie jest to wbrew pozorom takie godne potępienia.

Blog to ogromne targowiskio online, na którym każdy co chwilę pokrzykuje: „Czy słyszysz, jak bardzo cierpię?! Czy mnie zauważasz?!”, a stawką jest liczba odwiedzin oraz liczba stałych czytelników bloga. Użytkownik takich serwisów, jak nlog.pl czy blog.pl, ma do dyspozycji pełną statystykę odwiedzin swojej domeny, dzięki której może na bieżąco śledzić liczbę gości odwiedzających jego stronę. Może również zamieścić spis adresów, tzw. linków do stron swoich znajomych, co zapewnia powstawanie specyficznych sieci społecznych podbijających popularność strony. Inni użytkownicy serwisu mogą pozostawiać swój ślad w księdze gości lub komentować poszczególne notki autora pamiętnika, co skrzętnie wykorzystują bardziej zdesperowani czytelnicy, odwiedzając wszystkie możliwe blogi i pozostawiając wpis: „Cześć jestem x, masz fajny blog. Zapraszam do mnie na x.blog.pl”.

Hmmm… Pokrzykiwanie – niech będzie. Na liczbie czytelników też mi jednak – co by oficjalnie nie głosić – trochę zależy. Szczęściem do tego stopnia desperacji jeszcze nie dojrzałem, żeby reklamować się po cudzych blogach. Bo zależy mi przede wszystkim na komentarzach kilku osób mniej lub bardziej znajomych.

Kiedy jest ciemno, nie widzimy wyrazu twarzy osób, z którymi przebywamy, do których adresujemy swoje wypowiedzi. Nie musimy zatem starać się maskować, ukrywać naszych emocji. Wielokrotnie takie warunki zmniejszają skłonność do samokrytycyzmu, nieśmiałości czy zakłopotania. Przestajemy mieć się na baczności i otwarcie mówimy o naszych sekretach. Komunikując się za pomocą komputera, nie posiadamy społecznego kontekstu wymiany informacji, który towarzyszy każdej wypowiedzi w rzeczywistym świecie. Czujemy się pewniej, nie przejmujemy się ewentualną krytyką naszych wypowiedzi. Pisząc anonimowego bloga, pozostajemy w zupełnej ciemności. Pisanie o sprawach bardzo intymnych, bolesnych, lub wręcz wstydliwych nie jest rzadkością na polskich blogach.

W moim przypadku odnosi się to w pełni do komunikacji via GG. Mój kontakt z Palnikiem (przede wszystkim) to takie właśnie „rozmawianie w ciemności”. Dlatego trochę się obawiam kolejnego spotkania w realnym świecie. Może lepiej nie wybierać się na żadne weekendy do Warszawy? Przecież nie zdołam przenieść tej absolutnej otwartość do rozmów oko w oko.

Badania naukowe potwierdzają, że pisanie o emocjach zmniejsza między innymi częstość wizyt u lekarzy, ciśnienie krwi i rozmiar odczuwanego stresu po przeżyciach traumatycznych. Naukowcy dowodzą również, że 20 minut dziennie poświęconych pisaniu na temat problemów dnia codziennego może znacząco wpłynąć na polepszenie zdrowia fizycznego i psychicznego.

Czyli dochodzimy do plusów blogowej pisaniny. Wszelkie te nudne dołujące marudzenia mają niezaprzeczalną wartość – przynajmniej zdrowszy będę. Że czytać się tego nie daje, to drobny problem, bo według naukowców…

…. w tej metodzie autoterapii najwięcej zyskują osoby, które tworzą dobre opowiadania, używają jasnej narracji, precyzują swoje doświadczenia emocjonalne i swój stosunek do nich. A zachowując anonimowość, możemy sobie pozwolić na przekazywanie głęboko skrywanych uczuć i pragnień, co – jak dowodzi badacz – zmienia wiele czynników psychofizycznych. Bloggerzy mogą więc być jedną z najzdrowszych grup w Internecie.

Niestety nie jestem w pełni anonimowym blogerem, więc nie mogę sobie pozwolić na pełną jawność… Aaaa, no tak – to też załatwiam w czasie rozmowy via GG z Palnikiem. W nocy nawet zaczął sobie żartować, że robi u mnie za księdza. Złośliwość usprawiedliwiona jedynie faktem, że był pod wpływem alkoholu. Przecież nie oczekuję od faceta żadnego rozgrzeszenia. Wystarczy, żeby był i pogadał ze mną od czasu do czasu (czyli przynajmniej raz dziennie :P).

Publikacji treści prywatnych w Internecie nie można traktować jedynie jako ekshibicjonizmu jednostek ku uciesze publiczności. Pisanie o przeżywanych emocjach i prowadzenie sieciowego pamiętnika zaspokaja potrzebę autoprezentacji i jest dobrym sposobem na pozbycie się dręczących nas frustracji.

Z frustracjami niestety nie tak łatwo. A moja autoprezentacja nie może niestety doprowadzić do niczego dobrego. Nie ma co liczyć, że pojawi się książę na białym koniu. Nie ta bajka.

A na zakończenie, dla okrasy coś bardziej osobistego (bez najmniejszego związku z głównym tematem) – w punktach:

1. Seks to jednak (przez pewien czas żywiłem ułudne przekonanie, że jest inaczej) ważna sprawa. Chciałbym znów wylądować z jakimś facetem w łóżku.

2. Nie interesują mnie żadne przelotne, jednorazowe przygody.

3. Nie jestem facetem, z którym można by budować coś trwałego. Tak – podstawowa przeszkoda to moja niezaradność, brak samodzielności, czyli mówiąc zwyczajnie – brak pracy (albo kasy zapewniającej niezależność). Dlatego nie chcę zawracać nikomu głowy i ładować się w nowe znajomości.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na koniec – bo jutro powinienem już pojawić się w sieci i powrócę do pisania na bieżąco – coś… O! Niestety, z „Beatryks Cenci” wynotowałem sobie same cytaty o miłości. To mi się już raczej w tym życiu nie przyda. :)

Małe prawdopodobieństwo bym zakrzyczał kiedykolwiek:

    Na Boga, oczy me znalazły
Cel zapatrzenia się na cała wieczność
I już z uczuciem zaczęły rozmowę
O niezliczonych wdziękach tej dziewicy…
Odtąd…to będzie moim zatrudnieniem…

Nawet po korekcie i zamianie dziewicy na młodzieńca. :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dziś też cytat. Dla odmiany ze Strindberga.

Moja wrodzona skromność nie pozwala mi wierzyć, że mówi pani prawdziwe komplementy komuś takiemu jak ja, dlatego też pozwoliłem sobie przypuścić, że pani przesadza, czyli jak to się nazywa, pochlebia.

Jestem niczym ten Jean. Szczęściem ludzie nie przesadzają zbyt często w tych pochlebstwach względem mnie :)

Podpowiadam Moim Drogim Czytelnikom, że przez przekorę mogliby właśnie pod tym postem obsypać mnie komplementami. :) Przy okazji może dowiem się, komu właściwie chce się tu zaglądać w miarę regularnie. Na razie jeden osobnik z Torunia przyznał się do tej aberracji :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Sięgam ponownie do zbioru wypisów z moich lektur:

Spotkał go po raz pierwszy w życiu – ale poczuł od razu do szlachcica niczym nie wytłumaczoną awersję.¹

Można i tak. Mam nadzieję, że nie czeka mnie nic podobnego w Warszawie. Tzn. bardziej obawiam się, że to do mnie ktoś mógłby poczuć uczucie zbliżone do wyżej wymienionego.

___________
¹ Jarosław  Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na początek coś dla miłośników pewnych milusich :P futrzaków:

Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie.

Czyż Terry Pratchett nie włożył w usta Esmeraldy Weatherwax wyjątkowo trafnej charakterystykę tych zwierząt. :)

Ostatni koci domownik u moich rodziców – Maciek – to wypisz wymaluj postać z kart Pratchetta:

Wyliniałe bydle! Trzynaście lat tylko spał, paskudził i czekał, żeby mu podać żarcie. W całym swoim tłustym życiu nie biegał nawet pół godziny.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Długi weekend spędzam u rodziców, odcięty od komputera. Ale nie martwcie się, Moi Drodzy Nieliczni Wierni Czytelnicy, nie ogłaszam – wzorem Palnika – przerwy technicznej na blogu. Przygotowałem kilka drobiazgów, które dzięki możliwości ustawienia czasu publikacji pojawią się na stronie (mam nadzieję) w południe każdego z tych weekendowych dni. Więc życzę miłej lektury. W poniedziałek będę z powrotem w Kętrzynie, dostępny – dla znających numer – na GG. Taki mam plan. Realizacja… Cóż… Się okaże. O szesnastej mam dziś pogrzeb znajomego. Chłopak miał dwadzieścia parę lat, planów zapewne sporo… niestety niespodziewanie pękł tętniak. Koniec.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Zastanawiam się nad krótkim wypadem do Warszawy. Mam zaproszenie na weekend (któryś na przełomie czerwca/lipca) od poznanych na Gejowie osób. Z jednej strony Palnik z Jerzykiem, z drugiej Robertus namawiają do spotkania i urealnienia naszych dotychczasowych netowych kontaktów. Właściwie „zastanawiam się” to niedokładne określenie. Chciałbym pojechać i jestem już prawie na to zdecydowany. Jedyne, co mnie powstrzymuje od realizacji zamierzeń, to konieczność wymyślenia jakiejś legendy uzasadniającej moją kilkudniową nieobecność w domu. Nienawidzę takiego kombinowania, ale nie mogą powiedzieć otwarcie ani o celu wyjazdu (ze względu na rodzinne powiązania ze stolicą. Bo niby jak – będę w Warszawie i chrześniaczki nie odwiedzę, do stryja nie zajrzę? Nie do przyjęcia!), ani podać powodu („Kochani, jadę się spotkać z poznanymi przez Internet facetami” „Tak? A może to jacyś bandyci?” „Nie. To wszystko same porządne pedały.” :P). No i wyłazi mi teraz bokiem ten wizerunek porządnego, spokojnego człowieka, jaki budowałem przez całe swoje dotychczasowe życie. Braciszek by powiedział tylko – „Jadę na kilka dni do znajomych” i żadnych pytań czy problemów. Matka najwyżej kazałaby mu zadzwonić z komórki po dotarciu na miejsce. W sumie sytuacja jest nawet trochę zabawna i sam jestem ciekaw, jak uda mi się z niej wybrnąć. Na razie zero pomysłów. Dzięki temu nie zastanawiam się w ogóle nad samymi konsekwencjami warszawskiego weekendu, nad tym, jak będzie przebiegała konfrontacja oczekiwań moich gospodarzy z rzeczywistością, czyli gościem który do nich zawita. W sumie skorą sami dążą do tego spotkania (mnie by starczyła na razie znajomość czysto wirtualna), to ewentualne (wysoce prawdopodobne) rozczarowanie, jakie przeżyją nastąpi niejako na ich własne życzenie. :P Tylko trochę przykro, jeśli dojdą w rezultacie do wniosku, że „Panu już dziękujemy. Jest pan najsłabszym ogniwem” i się skończą wszelkie poGGaduszki.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij