Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 30 października, 2025

Przed śniadaniem mam telefon ciotki. Dzwoni przeprosić, że nie wpadła z rodziną choć na chwilę, gdy byli ostatnio na grobach. Czasu im zabrakło, bo potrzebowali jeszcze zajechać na Podlasie.
– Sto dziewięćdziesiąt kilometrów w jedną stronę… A Anka wyszła z domu i nawet na herbatę nas nie zaprosiła! Taka kurwa! Nie to, co twoja mama. Przyjechaliśmy, to od razu chciała obiadem częstować, a ja jej mówię „Dziewczyno, nic nam nie trzeba. Byliśmy po drodze w Św. Lipce na obiedzie i jesteśmy…”.
Nie bardzo rozumiem, która Anka, bratanica czy szwagierka, potraktowała krewnych tak niegościnnie, ale nie dopytuję o szczegóły, tylko słucham z rozbawieniem.
Na cmentarz wychodzę po jedenastej. Rozpogodziło się i jest w miarę ciepło 10°C, więc w sumie niepotrzebnie nakładam flanelową koszulę pod kurtkę. Tylko się zgrzałem ganiając między targowiskami chryzantem i później przy sprzątaniu. Do domu wracam przed czternastą, zmęczony i niezadowolony, bo takie chryzantemy, jakie mi się najbardziej podobały (rozmiarowo), kupiłbym za 35 złotych w ogrodniczym, który mam pięć minut od domu, ale zobaczyłem to dopiero po robocie. Dziadkom tym razem postawiłem dwa mniejsze kwiatki (15 zł/sztuka), jasnożółte, ładne, ale przesadzone do dużej donicy okazały się jednak nie mieć takiego uroku, jak jeden okazały bukiet. Trudno. Na przyszłość będę mądrzejszy i nie popełnię podobnego błędu. Być może. Klon w rogu ogródka zrzucił już wszystkie liście, więc jutro rano tylko wpadnę zapalić znicze i po południu mogę spokojnie jechać na wieś. Znicze (latarenki) na szczęście postawiłem przy samej pionowej płycie, więc wiatr (z wieczorem się zerwał dość ostry, ale alertów RCB nie było) raczej ich nie zdmuchnie.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij