21°C. Pochmurnie.
O dziesiątej rozmowa z mamą. Później od razu idę do Biedronki. Po śniadaniu mam czas na radio (PR2) i leniwe netowanie. O piętnastej wychodzę do Gamy po sól i ocet, odgrzewam obiad (porcja leczo została jeszcze na niedzielę) i biorę się za szykowanie papryki do słoików. Mycie, krojenie, przygotowywanie słoików, wekowanie, wylepianie etykiet… – zeszło mi do dwudziestej pierwszej. Najgorsze (bo najmarudniejsze) było oczywiście końcowe pasteryzowanie, robota, którą zawsze zostawiałem babce, gdy była jeszcze na chodzie. Przy piętnastu słoikach nawet z kotłem do bielizny proces trzeba było przeprowadzać w trzech turach. Niestety nie przemyślałem sprawy zawczasu. Do kotła wchodzi swobodnie siedem słoików. Gdybym paprykę upychał ciaśniej, pewnie bym zawartość tego piętnastego rozdzielił na czternaście pozostałych i uwinął się z pasteryzowaniem w dwóch podejściach.
Dzień czterysta pięćdziesiąty dziewiąty (sobota)
10 sierpnia 2024 Autor: Hebius
Komentarzy 25




Czemu najmarudniejsze? Wystarczy od czasu do czasu na zegarek zerknąć 😉 Ja pasteryzuje w brytfannie, a tam mieści i mi się 4 litrowe, więc pierdzielenia mam jeszcze więcej 😉 Ale nie mam nic lepszego… 🙄
Nie macie żadnego dużego gara, kotła do bielizny? A jakbyś potrzebował wiadro kartofli dla kur ugotować, to w czym ugotujesz?
Mam duży gar, ale i w nim pięć słoików litrowych z trudem sie mieści. Jest za to wysoki. A kurom kartofli nie gotuję 😅
Jeśli się robi dużo przetworów dobrze jest też mieć spory gar ułatwiający wekowanie.
O matko! Ale robota!
Cale szczęście, że mogę żyć bez marynowanej papryki 😂
Pomyślałam sobie dokładnie to samo 😀
Kwestia przyzwyczajenia. U rodziców zawsze był duży ogród i warzywa i owoce, których się nie dało rady zjeść na bieżąco, więc się je przerabiało na przetwory na zimę. Te domowe smaki wg sprawdzonych domowych receptur pasują mi bardziej od tych dostępnych w sklepie.
A poza tym lubię mieć w piwnicy coś, co w każdej chwili będzie do obiadu zamiast surówki. Nie żeby za każdym razem ganiać do sklepu i kupować.
Mnie właśnie przetwory różnie smakowały. Ogórki małosolne zawsze, natomiast przetwory na zimę już różnie, i nie mam sentymentu.
No i OK. Jakby mi nie smakowało, to bym pewnie też nie robił.
za dzieciaka lubiłem przetwory w occie, za to omijałem kiszonki. teraz jest odwrotnie. Ale na robienie samodzielne przetworów nikt mnie już nie namówi. Zostanę przy tych kilku prostych ciastach i daniach jednogarnkowych, które potrafię sam przygotować. (Może jeszcze nalewki).
Po tym jak mama przestała gotować pościel (?), kocioł służył wyłącznie do trzymania warzyw okopowych w piwnicy. Chyba ciągle tam stoi.
Ja kocioł babki trzymam na strychu.
Z kiszonek lubię kapustę, ogórków nie jestem zbyt wielkim fanem. Kiszone szły u nas kiedyś głównie na zupę i jako dodatek do babki ziemniaczanej.
Trochę papryki mamy już w słoikach.
Teraz tylko jeszcze papryka z burakami i cebulą.
Jeśli będą tanie buraki, to też zrobię. W zeszłym roku nie było okrągłych, tylko te podłużne, do których nie mam przekonania. U mamy na ogródku niestety swoich nie narosło tyle, by się mogła podzielić.
Te podłużne lepiej się trze.
Przy ugotowanych burakach to nie robi żadnej różnicy.
Świetnie, że robisz przetworzy na zimę. Brawo za to, że Ci się chce:)
Brawa w sumie nie wiem za co. Lubię, jem to i robię.
Też robię. Na ch… kupować coś w sklepie skoro można zrobić samemu
Dla oszczędności czasu niektórzy wolą kupowanie. I jak ktoś ma dużo kasy, a smakują mu kupne przetwory, to rozumiem taką motywację.
Na Św.Rocha motywacji szkoda
Być może. Ale jeśli nawet, to przecież tylko jeden dzień w roku.
mądry Darek po szkodzie. Podziwiam że Ci sie chce. Ja sie za wekowanie nie biore. Za leniwa jestem
A twoja mama robi przetwory?
a coś Ty. Miastowa baba ? w życiu. Ona sama mieszka zupełnie to sie nie opłaca jak jesteś sam. Nie ma tego potem kto jeść. Jak kojarze to miała kilka zrywów w młodości typu wekowanie ogórków i papryki i jakiś epizod z dżemami ale nie padło na podatny grunt. Ja idealnie jak mama nie lubię też grzebania w ziemi. Jak przesadzamy z mamą kwiaty to w rękawicach a moja siostra jak ojciec grzebie, sadzi pomidorki w ogródku i jakieś warzywa. Ona może nawet coś tam wekuje.
Aha.