Wizyta Pawła była krótka, ale bardzo wyczerpująca. Mama prawie w tym samym czasie miała u siebie ukochaną synową, która po dwóch tygodniach przerwy zaszła zepsuć trochę krwi teściowej. Wieczorem powoli dochodzę do siebie przy powtórce „Lepiej być nie może” (1997) z Jackiem Nicholsonem i Helen Hunt.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Celem uniknięcia komentarzy na temat blotki, kolejna porcja zdjęć z niedzielnego spaceru i przegląd miejsc na Powstańców Warszawy (d. Wilhelmstrasse; po 1938 roku Strasse der SA).
Tu było, tu stało (V)
ul. Powstańców Warszawy 9
Budynek z 1910 roku. Po pierwszej wojnie światowej siedziba któregoś ze stowarzyszeń byłych żołnierzy, weteranów wojny (Stahlhelm, Bund der Frontsoldaten?). Po 1945 w lokalu po lewej działał sklep papierniczy, a później ogrodniczy.
ul. Powstańców Warszawy 9
Przed nastaniem obecnego biura podróży Mazur Travel przez kilka miesięcy działał tu niewielki antykwariat, jak się okazało przedsięwzięcie zbyt ambitne jak na powiatowe, dwudziestopięciotysięczne miasto.
ul. Powstańców Warszawy 7
Ten niski pawilon był kiedyś zwykłą budką z goframi. Kawałek z oknem po lewej to oryginalny fragment budki rozrosłej do obecnych rozmiarów sklepu obuwniczego. Wysoki budynek po sąsiedzku to dom parafialny małego kościoła (św. Katarzyny).
Po parzystej stronie Powstańców Warszawy, naprzeciwko domu parafialnego, stoi XIX-wieczny ratusz. Tu elewacja boczna – front jest od strony placu Piłsudskiego (do 1945 Wilhelmplatz, w PRL-u plac Wolności).
W piwnicach ratusza po kapitalnym remoncie otworzono restaurację Kardamon, lokal gastronomiczny kulturalny, w którym gościłem kilkukrotnie przy okazji oprowadzania po mieście znajomych.
To tutaj przy którejś wizycie, pilnując złodziejaszka przyłapanego przez kelnerkę z ręką w kasie, przekonałem się, że jestem nielitościwy i mało podatny na wdzięki młodości.
– Puść człowieku! – błagał mnie złodziejaszek, młody, niebrzydki i nawet na szyi wydziarany. – Dopiero co z więzienia wyszedłem. Puść człowieku! Zlituj się!
A ja nic! Jak głaz!
Za to mój towarzysz, który został przy stoliku i przyglądał się całej sytuacji z oddalenia, stwierdził później, zdradzając słabość do żulików.
– Taki młody, ładny… trzeba było go puścić.
Pamięć usłużnie podsuwa mi taką wersję. I jeśli nawet nie do końca wszystko tak wyglądało to, o ile nie opisałem wcześniej tych wypadków, wersja obecna będzie jedyną obowiązującą.
ul. Powstańców Warszawy 3
W wyższym budynku w latach 1947-1967 (do momentu odbudowania zamku), mieściło się lokalne muzeum. Niska siwa przybudówka to salonik RUCH-u (mniejsza część z lewej), w którym kupuję prasę (ostatnio już tylko miesięcznik „Kino” i „Książki. Magazyn do czytania”) oraz kwiaciarnia (3/4 pawilonu). Kiedyś (w czasach PRL-u i przez moment w latach 90.) było prawie pół na pół – z jednej strony salonik z prasą, z drugiej sklep filatelistyczno-numizmatyczny.
ul. Powstańców Warszawy
W głębi wieża kościół św. Katarzyny, przez starszych mieszkańców nadal zwyczajowo zwanego małym kościołem, co jest pozostałością z czasów PRL-u, gdy parafie rzymskokatolickie były w mieście tylko dwie – jedna z zabranym ewangelikom dużym gotyckim kościołem św. Jerzego i druga z niewielkim neogotyckim św. Katarzyny. Teraz kościoły są cztery, a wiernych coraz mniej.




Dawno Pawła u Ciebie nie było… Co do psucia krwi przez synową, wystarczy jej nie wpuszczać 😉 Żartuję oczywiście, nie podejrzewam że Twoja mama była by w stanie nawet męczącą synową tak potraktować 😉 Teraz kościoły są cztery i parafie cztery?
Cztery rzymskokatolickie i do kompletu greckokatolicka cerkiew św. Bazylego Wielkiego., niewielki dom zakonu Bazylianów i Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny.
Świątyń innych wyznań nie wymienię, a jest sporo.
Pobożne miasto! 😉 Tylko katolików ubywa, ale może to i lepiej bo w zatłoczonym kościele trudniej wysiedzieć 😉
Nie mój problem.
W znaczeniu, że gdy chodziłem do kościoła nie było dla mnie najmniejszym nawet problemem przestać całą mszę.
Ja jak chodziłem do kościoła to głównie na msze o 7 i 17tej i na tygodniu. Wadą był brak organistki, ale wielką zaletą jest to że na te msze chodzi kilkanaście osób 🙄 Idealne dla kogoś kto w tłumie czuje się źle.
Dla mnie tłum jest równie dobry, jak całkowity brak ludzi.
” wersja obecna będzie jedyną obowiązującą”
Ewentualnie może ulec małej modyfikacji
Ewentualnie. Jeśli ktoś wniesie jakąś korektę. A może to zrobić przyłapany żulik (mało prawdopodobne), albo znajomy, z którym wtedy byłem w Kardamonie (możliwe, bo zagląda na blog i czasem komentuje moje teksty).
Jest też opcja, ze korekty dokona któryś z wiernych, a pamiętliwych czytelników :D Bo jest możliwe, że zamieściłem na blogu świeżo po zajściu relacje z tego wydarzenia, ale po nocy miałem za dużo zajęcia z opisywaniem zdjęć i już nie chciało mi się tego szukać i sprawdzać.
Lokal był praktycznie pusty. Kelnerka przyniosła nam zamówienie na chwilę zniknęła na zapleczu. Wykorzystał ten moment jakiś młody żulik, który niepostrzeżenie wszedł do restauracji i sięgnął przez ladę do kasy. Na nieszczęście gościa kelnerka w tym momencie wróciła i wykazała się refleksem łapiąc gościa za tę dłoń i wzywając pomocy. Złodziejaszek był drobnej postury i nie zdołał się jej wyrwać. Podszedłem, przytrzymałem go, a dziewczyna wyszła na zaplecze po kucharza (zmienił mnie przy pilnowaniu złodzieja) i zadzwonić po policję.
W sumie już nawet nie pamiętam, czy siedzieliśmy w Kardamonie na tyle długo, by doczekać przyjazdu radiowozu, czy wyszliśmy wcześniej.
nie pamiętam kucharza, pamiętam, że do lokalu weszło chyba dwóch ludzi, których zapamiętałem jako właścicieli czy szefów, którzy podziękowali Ci za pomoc. Policjantów też musieliśmy widzieć, bo musieli zabrać tego chłopca występnego. Po całym zajściu dokończyliśmy przecież nasze rożki i pewnie kawy czy herbaty. Ty ze stoickim spokojem, ja zamartwiając się, co tu się jeszcze może wydarzyć…
Pamiętasz więcej ode mnie :D
Ba!
Jednak sprawdziłem, czy mam to wydarzenie opisane na blogu i cóż… Moja obecna wersja podsunięta przez pamięć jest barwna i ogólnie trzymająca się faktów, ale w ocenie diametralnie różna od tej zanotowanej na gorąco.
Wzmianka o wizycie brata niepokojąca. Wydawało mi się, że wasze relacje nie są najgorsze. Jeśli chodzi o historię z pochwycenien na gorącym uczynku złodziejaszka, to wspominaliśmy o tym na forum. Zapewne upłynęło od tego wydarzenia nieco ponad 10 lat, więc i ja nie pamiętam dokładnie, jak sytuację skomentowałem. Do całego stresu, jaki i tak przeżywałem (sam fakt spotkania z kimś pierwszy raz, do tego przyjazd służbowym samochodem trasą nie do końca zgodną z celem wyjazdu), to zdarzenie było jak fajerwerk jakiś diabelski i kompletnie mnie zamurowało. Pamiętam, że zamówiłeś rożki z ciasta francuskiego z jabłkiem, podane na gorąco, doskonałe. Podano do nich sztućce i chyba jadłem posługując się nożem i widelcem. O czym rozmawialiśmy, nie mam pojęcia. Założę się, że niewiele mówiłem.
Jeśli to było omawiane na forum, to ciekawe, w którym temacie i czy mam zarchiwizowane teksty.
Nie zapamiętałem przedłużających się, a niezręcznych czy uciążliwych momentów ciszy, więc raczej nie było źle z naszą konwersacją.
Znalazłem.
10 stycznia 2014. Szmat czasu.
A ileż komplementów :D
I do tego bohater.
:D
Gdybym nie był już dokładnie zasmarkany z powodu ataku alergii byś się teraz zasmarkał od śmiechu.
:D
Pewnie alergia na leszczynę.
Całkiem możliwe.
Chciałem kiedyś do Św.Katarzyny wejść ale drzwi były zamknięte na głucho.
Niestety w tygodniu to chyba normalna sytuacja. Nie jestem pewny, czy nawet latem mają otwarte. U św. Jerzego są bardziej nastawieni na udostępnianie kościoła do zwiedzania turystom.
A św. Katarzyna ma ładny neogotycki wystrój.
Jakaś mania z zamykaniem kościołów. Czasem przedsionek jest udostępniony i zwiedzanie przez widok zza kraty…
Mania ma proste wyjaśnienie. Chrześcijaństwo ogólnie przyjęło się w Polsce słabiutko, a jednym z przykazań, które przyjęło się najsłabiej jest siódme, nie kradnij.
Znaczy się „Naród kradnie na potęgę” także w kościołach
Zawsze kradł, byle tylko było co i gdzie upłynnić.
Paserstwo ma się w Narodzie znakomicie
Bo nikomu to nie przeszkadza. Ani ludziom, ani władzom.
biedna mamcia :D
Ano nie ma czego zazdrościć.