10°C i nadal przeważnie pochmurnie.
Rano mama relacjonuje rozmowę ze szwagierką, którą zdążyła odbyć tuż przed telefonem do mnie. Wieczorem dzwoni spytać, jak mi minął dzień, a ja mógłbym odpowiedzieć jedynie, że minął, więc coś tam ględzę o pogodzie zniechęcającej do wyjścia z domu i że może w niedzielę w południe… A mogłem chociaż poszukać numeru Nowej Fantastyki z debiutanckim opowiadaniem Żulczyka. Bo powinienem gdzieś mieć egzemplarz. Tylko czy bym się przemógł i poszedł z gazetą po autograf? To jednak nie Żurawiecki, choć teraz pewnie i przy Bartoszu bym się tak żenująco nie zachował.
Dzień dwieście dziewięćdziesiąty ósmy (sobota)
2 marca 2024 Autor: Hebius




Skoro już zamówiłeś książkę to chyba problem tego gdzie sie podpisze masz z głowy? Z gazetą faktycznie nie wypada, lepiej już sie wykosztować i kupić książkę na spotkaniu autorskim…
Jesteś…
Tu niestety zabrakło mi adekwatnego przymiotnika na określenie kogoś, kto jest ograniczony i trwa bezmyślnie przy konwenansach, a kolega Gemini (głupi jak wszystkie inne AI, z którym miałem do tej pory styczność) nie pomógł.
W każdym razie nie spodziewałem się, że się tak przejmujesz opinią innych, tym co wypada, czy nie wypada :D
Jakoś nie mogę się do Żulczyka przekonać.
Kupiłam ostatnio na prezent „Ślepnąc od świateł” i „Dawno temu w Warszawie”
Przejrzałam i to chyba wystarczy.
Chciałam się upewnić, to książka na marzec?
https://www.znak.com.pl/ksiazka/hanka-opowiesc-o-awansie-maciej-jakubowiak-265685
Tak, autor opowiadał ciekawie o tej książce, gdy niedawno był w radiu.
Dobrze
Do piętnastego pewnie jeszcze ci podrzucę inne tytuły :)
😉
Dwa z oferty Znaku mam już upatrzone.
Dawaj namiary
Teraz już kupię 😁
Miało być do 15! :D
„Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam” 😏
(zasadniczo nie wierzę, ale nie zawsze o tym pamiętam)
Ale i pamiętaj też ,że bywają wyjątki. 😉
Bywają raczej.
No muszą chyba być.
Tak mi się wydaje ,że bywają.
Ale nie jestem pewna 😁
Żenująco czyli jak?
Poprosiłem kiedyś Bartosza Żurawieckiego o dedykację na gazecie (dodatek Wysokie Obcasy?), w której był jego (z nim) wywiad. Widziałem, że uznał to za dziwactwo i podpisał się bez większego zapału.
Myślisz, że Bartosz Żurawiecki jest tak ograniczony, żeby sobie myśleć „cóż za dziwactwo?” (może po prostu bolał go ząb?)
Nie wiem, mógł pomyśleć: „Już go całkiem popierdoliło! Po powrocie do domu ciśnie gdzieś gazetę w kąt, a za jakiś czas wyniesie na śmietnik, a chce na niej dedykacji!”.
Tak szczerze, to wolę się nawet nie zastanawiać, co on wtedy o mnie myślał, bo to nie mogło być nic pochlebnego :D
Poważnie sądzisz, że myślałby takie złożone zdanie o osobie, którą widział przez chwilę? No nie wiem.
Aaa…
:D
Sam nie wiem, czy cię wyprowadzać z błędu…
Można powiedzieć, że przez moment byliśmy znajomym :) Jeździłem do Warszawy na spotkania autorskie Żurawieckiego. Raz wybraliśmy się wspólnie do muzeum (to akurat jest na blogu, ale jeszcze nie zrekonstruowałem wpisu, który po przenosinach z Onetu stracił zdjęcia). To była znajomość czysto towarzyska wynikła trochę z żartu, bo w okolicach debiutu literackiego Bartosza ogłosiłem się na forum jego największym fanem i zacząłem prowadzić stronę z przedrukami jego tekstów :) Już nie pamiętam szczegółów i raczej na blogu o tym nie pisałem, ale o ten autograf na gazecie poprosiłem przy spotkaniu na kawie. Zdjęcie z tego spotkania jest przy biogramie Żurawieckiego w Wikipedii.
Wtedy go już dobrze znałeś? Czy przy pierwszym spotkaniu? Tak czy siak, takie rozkminianie z detalami kto sobie co o mnie pomyślał, jest mi bardzo obce. Ale widocznie jest to po prostu Twoja jakaś bardzo ważna cecha.
Przecież ja też tego nie rozkminiam. A w każdym razie nie wtedy, gdy trzeba.
Coś może wypłynąć po latach przy jakiejś innej okazji, ale w sumie też nie ma za bardzo wpływu na moje postepowanie.
Wolę własne łóżko. Z Bartoszem Żurawieckim rozmawia Anna Luboń (Wysokie Obcasy, 2007.11.24)
Strona Dedykacje i autografy zarchiwizowana w Web.Archive:
Jakaż to była żenada? 😁
Odpowiedź masz wyżej.
Nie chce mi się sprawdzać, co to za gazeta, ale myślę, że właśnie „Wysokie Obcasy”, bo egzemplarz trzymam gdzieś w teczce A4. Dodatek „Duży Format” by się do takiej teczki bez składania na pół nie zmieścił, a tamto weszło.
nigdy nie czułam tego klimatu zbierania autografów. Podobnie w zasadzie mam z robieniem zdjęć ze sławami. Miałam okazję kilka razy ale jakoś mnie to nie kręci.
Selfie ze sławami też nie robię, bo nie lubię. Autografy to co innego.
autografy to była era przed selfie. Ale też nie czuję po co miałabym je zbierać
Mnie interesują tylko autografy pisarzy, których lubię, czytam, ewentualnie zamierzam przeczytać w książkach, które chcę mieć w domu. Ewentualnie jeszcze na płytach. Nie że same podpisy ludzi znanych.
tak, wiem ale i tak nie wiem po co.
Po nic.
Żeby mieć.
Komentarz Stasia Marudy zostawiłeś bez odpowiedzi.
Wiem, spieszyło mi się na spacer.