6°C. Pochmurnie, wilgotno.
Przed piętnastą wychodzę do biblioteki. Przeglądam jedynie regał z nowościami i wybrawszy dwie (jednak), ruszam w miasto załatwić sprawy mamy. Mży lekko, więc po opłaceniu związkowej składki rezygnuję ze spaceru do zegarmistrza¹. Zachodzę tylko do saloniku RUCH-u sprawdzić, czy jest nowy numer „Kina” (nadal nie ma), a później do zieleniaka po kiszoną kapustę i rozmienić dwadzieścia złotych w pawilonie (Gama, d. Nemezja)².
W domu czekają na mnie obrane ziemniaki (uwinąłem się z tym już po śniadaniu), pełny gar. Tarkuję wszystkie, doprawiam czym się da (sól i całkiem bez umiaru: bazylia, estragon, oregano, majeranek, pikantna papryka), dolewam szklankę mleka dla rozrzedzenia masy i nastawiam do pieczenia, zmieniając metalową brytfankę na ciut większe żaroodporne naczynie (a i tak babka ledwo się w nim mieści i trochę tłuszczu mi wycieka). Piekę wszystko półtorej godziny, a po przestygnięciu zjadam kawałek, bo pachnie mocno i wygląda apetycznie. Nadal nie wyszło tak, jak powinno, ale już tego nie przeskoczę, bo to zdecydowanie sprawa ziemniaków używanych do pieczenia.
________
¹ Zegarek spieszy mi się deko i wymaga wyregulowania.
² Płacę za kapustę gotówką i zabrakło mi 1,10 zł.
– Odda pan kiedyś przy okazji – mówi sprzedawczyni.
– Postaram się pamiętać – obiecuję. Ale że nie lubię takich długów, zachodzę do Gamy i biorę mleko, rozmieniając przy okazji dwadzieścia złotych. Złotówkę z drobnego bilonu reszty odnoszę od razu do zieleniaka.
Dzień dwieście sześćdziesiąty siódmy (środa)
31 stycznia 2024 Autor: Hebius




Ale bym sobie zjadła takiej babki! Poproszę ojca, żeby zrobił, jak będziemy w Polsce :D
Przecież możesz i w Anglii sobie upiec, to nic skomplikowanego.
Może i mogę, ale ojciec robi najlepszą babkę na świecie!
Aaa… to jasne, że nie ma co wcinać i wyręczać go w robocie :D
Hebius, mieszkając w tak wielkim mieście chyba masz dostęp do różnych odmian ziemniaków? 😝 Dodatkowo jeździsz na wieś, a tam też przecież ludzie sadzą. Nie jesteś skazany na ziemniaki z Biedronki 🙄
Stanleyu kupić dobry ziemniak nawet na bazarkach nie łatwo bo albo Irga albo Irys albo po prostu pyra. Kiedyś jedna z sieci próbowała rozróżmać kartoszki a to na piure, a to sałatkę a to na fryteczki i szybko im zdaje się przeszło.
Albo jak Walduś Kiepski kupić dwa kilogramy kiwi 😉 Hebius ma rodzinę na wsi, więc i dostęp do kartoflowych dilerów 😉
Ruskie pierogi z kiwi zamiast kartofli … brzmi zachęcająco
Sraczka pewna 😉
A może taka pycha, że co niedzielę by się robiło
Irga czy Irys były całkiem dobre, ale teraz u siebie widuje głownie jakieś odmiany, których w ogóle nie znam.
Nie kupuję ziemniaków w Biedronce, bo tam podają jedynie kraj producenta (ewentualnie z jakimś przymiotnikiem: ziemniaki sałatkowe, jadalne, myte), a nie gatunek.
Na wsi ludzie też są już wygodni i częściej wolą ziemniaki kupić niż własnoręcznie uprawiać.
Po kilkunastu ziemniaczanych klęskach przerzuciłem się na ryż i kluchy
Można i tak.
Przeczytałem wszystko na raty, a potem znów całość. Nie wiem jak można nie lubić wiśniówki. W sumie chciałbym nie lubić, bo piję dużo za dużo, według moich wytycznych.
A tak w ogóle, to po co przechowujesz rzeczy w takiej ilości. Nie da się tego sprzedać/oddać?
Ogólnie nie jestem zbyt wielkim fanem alkoholu, a za kolorowymi wódkami, nalewkami, koniakami i innymi takimi wręcz nie przepadam.
Hmmm… Najprostszą odpowiedzią będzie chyba, że zwyczajnie lubię rzeczy :D Jak się trafi jakiś chętny do kupna, czy zabrania, to się bez problemy rozstaję z tym, czego nie potrzebuję. Ale samemu szukać chętnego nie bardzo mi się chce. Szkoda fatygi, skoro mam strych i pojemne piwnice, gdzie przedmioty przydatne, a chwilowo zbędne mogą sobie spokojnie leżeć.
Experymentowałem niegdyś z kiszoną kapustą do farszu na babkę plus skwarki. Całkiem była. Ale takiej pysznej jak siostra dziadka piekła w życiu nie zrobię
Kiszoną kapustę jem do babki jako normalny dodatek, surówkę.
w temacie zegarków to jeśli to taki na rękę to ok ale jeśli taki podłączony do sieci to nic nie zrobisz. Ja mam budzik z radiem podłączony do gniazdka i Łukasz sobie zerka na niego jak wstaje do pracy bo mamy go w sypialni. I ten zegarek od jakiegoś czasu (może już rok nie wiem) spieszy. Ale tak mocno, że prawie 40 minut. Ciągle go nastawiam a po kilku dniach jest to samo. Już się zastanawiałam co jest nie tak kiedy uświadomił mnie pan który nam naprawiał ostatnio piekarnik. Gość powiedział, że to samo się może dziać z zegarem na piecyku. I jest to ponoć wina fotowoltaiki bo podobno przez te różne oszczędnościowe umowy i różne godziny przesyłu taryf prądu w gniazdku puszczają jakieś zmienne napięcie które powoduje że zegarki szaleją. Dokładnie tego nie skumałam ale facet powiedział, że wszystkie nie na baterie ale podłaczone do sieci mogą tak mieć i sie z tym nic nie zrobi.
Chodzi o zegarek na rękę. Już raz zegarmistrz mi go przestawiał i nawet kasy za to nie chciał, bo to drobna usługa na poczekaniu.
a to ciekawe czemu musisz to znowu robić
Zegarek wiekowy jest (mam go chyba od 1987 roku i już wtedy nie był nowy) i widać coś mu się przestawiło.
aaa to już wnet antyk :)
Taaa… prawie jak ja :D
A boczku na wierzch nie dajesz?
Nigdy. Babka też nie dawała.
U nas zawsze boczek lub kiełbasa
Co kto lubi.
Wszystko zależy od tego jakie przepisy w rodzinie zostały przekazane
To też.
A 10 groszy?
Obiecałem oddać kiedyś przy okazji.
A u nas się nie mówi deko, tylko deczko 😂
Hmmm… Nie, żeby deczko chyba nigdy nie słyszałem.