Po jedenastej Mistrz Jan i zieleniak (zapomniałem o koncentracie pomidorowym, więc w czwartek znów czekają mnie zakupy¹).
Po dwunastej bank i salonik RUCH-u (chyba popatrzyłem niedokładnie i podwójny numer „Kina” 1/2 wziąłem za grudniowy).
Obiad łączę z kolacją, a finalnie dochodzę do wniosku, że placki ziemniaczane już mi się przejadły.
„Ptak dodo” Rusinka nadal leży niedoczytany. Chyba nie powinienem wypożyczać z biblioteki więcej niż jeden tytuł naraz.
____________________
¹ Zaplanowałem na obiad fasolkę po bretońsku i zdążyłem już namoczyć fasolę.



