Same klęski.
Nie wyspałem się.
Kalendarz zamówiony w EMPiK-u okazał się tak paskudny, że gorszego chyba jeszcze w domu nie miałem. Z miksu wysyłanych losowych wzorów dostałem ten, którego bym nie wziął nawet za darmo.
– Patrzcie, kupiłam ten kapelusz! [powiedziała Lidia] Nie bardzo mi się podoba, ale pomyślałam, że ostatecznie można go kupić. Popruję go na kawałki zaraz po powrocie do domu i zobaczymy, czy nie potrafię z niego zrobić czegoś ładniejszego!
A kiedy siostry krzyknęły, że to obrzydlistwo, dodała zupełnie tym nieprzejęta:
– Och, w sklepie były jeszcze dwa czy trzy o wiele brzydsze.¹
Tu brzydszych nie było.
Będę musiał wziąć przykład z najmłodszej z sióstr Bennet, wykorzystać nagłówek ze starego kalendarza, a z nowego jedynie kartki z miesiącami. Innego wyjścia nie ma.
Po siedemnastej trzydzieści zostawiam w garnku ryż, żeby spokojnie dochodził do obiadu², a sam wychodzę do pobliskiego bankomatu wpłacić dziesięć złotych, których nie chcieli ode mnie rano w sklepie. Bo zbyt użyte, naddarte, podejrzane? Sklepowa poprosiła o inny banknot. No nic, podałem inny. Bankomat kasę przyjął (ucieszyłem się!), pomemłał… i wypluł mi wydruk, że zostawia banknot do weryfikacji. Przyjdzie pracownik, obejrzy, oceni i jeśli nie zakwestionuje, kasę dostanę na konto. Kiedyś tam.
Dobrze, że to tylko dziesięć złotych.
Kalendarz szczęśliwie też kosztował niewiele ponad dychę.
_______
¹ Jane Austen, Duma i uprzedzenie, z angielskiego przełożyła Anna Przedpełska-Trzeciakowska
² Na obiad? Co nie wybrać brzmi dziwacznie.




²obiadokolację? :-)
Nie, nazwa posiłku nie ulega wątpliwości. Na obiad jadłem ryż z jabłkami, bo mam otwarty słoik tych prażonych i powinienem go wykończyć przed kocem tygodnia.
Ryż był już ugotowany, stał w garnku i dochodził (tj. nabierał ostatecznej miękkości)
… do obiadu – czyli tutaj by chodziło o czas
… na obiad – określa posiłek
Jak teraz patrzę, najrozsądniejszą wersją byłoby gołe „Po siedemnastej trzydzieści zostawiam w garnku ryż, żeby spokojnie dochodził, a sam wychodzę do pobliskiego bankomat…”.
Mówiłem, same klęski.
Przy pisaniu też.
Nieskładny bełkot.
:-)
” ryż z jabłkami”
eee 🙄
Na szczęście ja lubię.
Jabłek w słoiku jeszcze zostało na jeden taki obiad.
Tak jak zwykle filozofuję czy wydziwiam, tak tutej mi pasuje, że ryż ma do obiadu dochodzić, tak by -w założeniu – doszedł i -domyślnie – na obiad był zjedzony. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie dodał, iż być może użycie tu przysłówka „spokojnie” warte jest namysłu. O ile ryż w opinii czyjej może „spokojnie dojść” (forma dokonana, oceniamy szanse na pozytywne zakończenie ochodznia jako bardzo wysokie, jako rzecz pewną), o tyle nie wiemy raczej nic o stanach psychicznych ryżu, gdy dochodzi (forma niedokonana), a same obserwacje wskazują na brak jakiejkolwiek wenętrznej dynamiki w procesie dochodzenia ryżu do stanu miekkości, gdy nie ma już wrzenia w garnku. Zatem oczywistem jest, że dochodzenie to „niespokojnem” być nie może, z czego wynika, że jest tutaj to słowo zbędne.
:D
Masz rację.
Kalendarz to tylko kalendarz, a „do obiadu” jednoznacznie określa do czego ten ryż miał dochodzić. Zrozumiałe dla mnie – więc jakie klęski?
Skoro nie zgłaszasz zastrzeżeń… :)
Pieprzyć konwenanse.
Ja nie wiem, jak to się tu ukazało. Bo miało być odpowiedzią na „przecież nie będę się upominał o prezenty”. Ech życie. Masz rację. Same klęski. Zbudowałeś tą energię i twoja wina.
Ps. Jedna z moich firm drukuje kalendarze ale takie motywacyjne lub zdrowotne. Więc na 2025 ci wyślę InPostem. Już dodałem cię do listy dystrybucyjnej i pracownicy w odpowiednim czasie dostarczą. Może cię zmotywują, a może nie.
:D domyśliłem się, że chodziło o prezenty z tymi konwenansami.
Po analizie komentarzy stwierdzam, że faktycznie możesz”spokojnie”:) robić kalendarze.
Może kiedyś.
Mógłbyś zamieścić zdjęcie tego kalendarza, bo ciekawość mnie żżera… 🙄 Ja w zeszłym roku miałem na ścianie olbrzymie czarne gówno z młodymi skoczkami. Z tym że ja nie zapłaciłem za to ani grosza. Jestem w grze o bodaj dwa kalendarze, ale wątpię czy kalendarz od firmy zajmującej się wyrobem mąki będzie lepszy od tego co sam wybrałeś…
Trzeba było kliknąć w odsyłacz w tekście. Ale pewnie o tej czwartej w nocy byłeś jeszcze tak zaspany, że nawet linka nie zauważyłeś :D
Fakt, odsyłacza nie zauważyłem… Zaraz zerknę cóż to za cudo…
Zerkaj, zerkaj :)
Nigdy nie zdarzyło mi się żeby sklepowa odmówiła przyjęcia banknotu, ale jeśli nie jest w gównianym stanie to zamiast odmawiać mogła przyjąć i wymienić w banku albo wcisnąć innemu klientowi. Nie raz dostawałem w reszcie kiepsko wyglądające, naddarte banknoty.
Ja raz dostałam banknot (10 zl), który był całkowicie przedarty i sklejony taśmą bezbarwną, ale ktoś je skleił odwrotnie. Przyjęłam w niewiedzy i któregoś dnia wydałam w niewiedzy :-)
Grunt że udało się go pozbyć 😉😅
Pozbyłam się tylko dlatego, że zapomniałam, że go mam w portfelu :-)
Też powinienem był tak zrobić, spróbować wydać gdzie indziej. Będę miał nauczkę na przyszłość.
Mam od ciebie wiele wymyślnych pocztówek. Mogłeś sam sobie zrobić równie wymyślny kalendarz. Albo trzeba było pisać, dostałbyś od nas, na gwiazdkę.
Lubię plastikowe banknoty. Nie tak dawno wyprałem kilkadziesiąt funtów i nic im się nie stało. Wymiana na plastikowe była cudownym pomysłem. To samo australijskie dolary, są plastikowe. Najgorsze są nepalskie rupie. Jak podarte szmatki. Ale tam przynajmniej nikt nie robi problemów z przyjmowaniem.
Przecież nie będę upominał się o prezenty :D
jasne, że kalendarze Hebius mógłby robić!!
A według Ciebie, coś z tym banknotem było nie tak? U mnie przyjmują nawet lekko potargane.
Nie, wyglądał tylko na mocno zużyty.
nie kupuję rzeczy wysyłanych losowo bo własnie można się naciąć
Tak, teraz będę miał już tego świadomość.
Gdybym chciała uznać niewyspanie się za klęskę, to moje życie byłoby jednym pasmem klęsk 🤣
:D