Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for 6 listopada, 2023

Ciepło (10°C), wilgotno (mży), ponuro.
Zmieniam pościel, robię pranie, sadzę pelargonie do drugiej skrzynki.
Ten telefon Mai, co go nie odebrałem w niedzielę¹, nie okazał się niestety nieistotną pierdołą. Sąsiadka dzwoniła, żeby powiedzieć, że jej mama zmarła w sobotę. Zwinęła się szybko i nieoczekiwanie, zanim zdążyli wypisać ją ze szpitala. Wracając z zakupów, pukam do Janiny z naprzeciwka spytać, czy już słyszała nowinę. Słyszała, okazuje się. I już nawet zaliczyła rozmowę z resztą najbliższych sąsiadów z klatki na temat kupna wieńca (po trzynastej brodacz z pierwszego piętra przychodzi po składkowe 25 złotych).
Na obiad odgrzewam ostatnią porcję kapuśniaka, a że cieniutki, smażę dodatkowo placki z dwóch (bardzo dużych) ziemniaków.
O dziewiętnastej wychodzę na spacer. Widzę po drodze, że Maja siedzi jeszcze w pracy, więc zachodzę pogadać (posłuchać, gdyby miała chęć pogadać), dotrzymać jej towarzystwa. W kwadrans po mnie zjawia się Julia i w sumie mógłbym już się zbierać. I nawet mówię, że „To ja już będę leciał”, ale nie spieszy mi się² i w rezultacie przeciągam wizytę do dwudziestej.
Z resztą spaceru uwijam się w godzinę. Może trochę dłużej. W połowie trasy coś mi zaczęło strzykać w prawej nodze i się wlokę dość wolno, rozglądając (nadaremno) za suchą ławką, na której mógłbym zalec i odpocząć.
Pogrzeb sąsiadki w czwartek, jutro pożegnanie w kaplicy. Przez te rowery wypada chyba i do kaplicy się wybrać.
________
¹ Tradycyjnie wyszedłem z domu bez komórki i dopiero głęboką nocą sobie przypominam, że powinienem sprawdzić, czy nikt nic ode mnie nie chciał, gdy byłem na spacerze.
² Pośpiech – wydaje mi się – byłby nieelegancki.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij