
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Od rana w kuchni. Przed ósmą Barbara podrzuciła mi wiaderko ładnych, dojrzałych śliwek, które od razu myję, pestkuję (robaka nawet jednego), rozgotowuję, odparowuje i na koniec wekuję w postaci dżemu upchanego do siedmiu słoików. Skończyłem o 22:15. Nie żebym pracował nad tym dżemem non stop. Między trzynastą a osiemnastą mam dłuższą przerwę na herbatę z Barbarą (poczęstowałem bratową babką), leniwe netowanie, zakupy w Gamie (musiałem wyjść po cukier) i własny obiad (końcówka babki).
Winogron w tym roku od brata chyba nie dostanę, bo dobrały się do nich szpaki i korzystają z owoców, za nic sobie mając obecność gospodarzy na podwórku.
Dzień sto dwudziesty pierwszy (czwartek)
7 września 2023 Autor: Hebius
Napisane w Lepszy rydz niż nic | Otagowane Achim, Baleary, Barbara, Bazyli, Cala Ratjada, dżem, Majorka, Mallorca, pocztówka, śliwki | 20 Komentarzy
Komentarzy 20
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

-
Ostatnia siódemka
Najnowsze komentarze
-

Archiwum
- Follow Pokój z widokiem on WordPress.com


Podziwiam 😁 Powidła śliwkowe mamy uwielbiałam, ale żebym tak sama coś spróbowała robić z przetworów, to nie. Jestem na sto procent pewna, że jakoś by to nie wyszło 😂
Przecież to nic skomplikowanego, głównie siedzi się przy garze i miesza, żeby śliwki nie przywarły do dna i się nie przypaliły :)
U mnie przy winogronach wisi kruk, może ochroni?
Zapomnij. Myślę, że szpaki aż tak głupie nie są :D
Czas pokaże… :)
Niewątpliwie. Chociaż wydaje mi się, że takie sztuczne drapieżniki nawet na gołębie nie działają :)
Ja dopiję kawę, biorę drabinę i pójdę zerwę swoje śliwki. Szkoda żeby obleciały a tak rodzicielka będzie miała zajęcie i nie będzie oglądała szczujni :-) Wyjdzie jej to tylko na zdrowie.
Jeśli będzie chciała, to przerwie pracę i obejrzy.
Wizyta Barbary dwa razy tego samego dnia? :)
Za pierwszym przyjściem tylko zostawiła śliwki i wyszła załatwiać swoje sprawy. Po dwunastej miała czas posiedzieć trochę dłużej, czekając na autobus (odjazd o 13:30).
Rodzicielka dzisiaj grzyby w słoiki wkłada.
Najpierw oczywiście musiała je sobie w lesie znaleźć.
Grzybki w occie?
Tak
W zalewie octowej
Lubię.
podziwiam Twoją swobodę w podejmowaniu aktywności w dowolnych porach dnia i nocy. Jednego dnia śniadanie po 13, drugiego stanie przy garach o 8 rano
Do dojrzałych śliwek zaraz jak nie osy, to przynajmniej muszki owocowe by się zleciały, więc musiałem od razu brać się za przerób.
Powidła śliwkowe uwielbiam.
Słowo babka, pojawiło się w ostatnich wpisach, chyba celowo, naprawdę wielokrotnie.
Hmmm…
Miałżebym chwalić się własną pracowitością? Bo inny cen podkreślania obecności babki ziemniaczanej w domu („Patrzcie! Tyle napiekłem, że przez tydzień można jeść!”) nie przychodzi mi do głowy, a od tego bym się raczej odżegnywał.
Chodzi mi raczej o słowo i jego wibrację. Pojawiało się latami w innym znaczeniu. Babka była osobą. Dawno nie było tego słowa tutaj.
Tak też podejrzewałem :D ale nie miałem pojęcia, co mógłbym tu odpowiedzieć, więc poszedłem w innym kierunku.
Termin babka zawsze był używany jedynie na blogu i po śmierci Gieni (bo w ostatnich latach chyba już częściej mówiłem do niej po imieniu, niż per babciu) miałem przez pewien czas problem z dalszym pisaniem o niej w ten sposób. Ale chyba już mi ta blokada przeszła, więc nie wykluczone że znów pojawią się tu jakieś teksty niekoniecznie o babce ziemniaczanej.