Maja zadzwoniła po piętnastej.
– To jak, nie rozmyśliłeś się? – spytała.
– Nie.
– To Sławuś przyjedzie po ciebie około siedemnastej piętnaście i pojedziecie po rowery.
– Dobrze, będę czekał.
– To na razie.
O siedemnastej na dworze jest nadal ponad 30°C, ale słońce nie świeci już intensywnie, na niebie nie brak chmur. Mieszkanie miałem rozgrzane do 29°C, więc pobyt w czterech ścianach bloku nie niósł żadnego wytchnienia.

Sławek przyjechał z lekkim opóźnieniem.
– Powiedziałem im, że są nienormalni – stwierdził, zabierając mnie do auta.
„To w sumie ja też – pomyślałem – skoro się zgodziłem bez żadnych oporów na udział w tej rowerowej wycieczce”.
Ale w sumie jazda rowerem, mimo wysokiej temperatury, okazała się nadzwyczaj przyjemna, pęd powietrza chłodził i w ogóle nie było czuć upału.
W sobotę była mowa o wypadzie w okolice Nakomiad, ale Marek był na tej trasie kilka dni wcześniej i zaproponował wypad w stronę Gierłoży. Tzn. dał nam trasę do wyboru, ale że do zmroku nie zostało zbyt wiele czasu (ciemno zaczyna się robić już po dwudziestej) zwyciężyła krótsza (ze 20 km wszystkiego; leśnych dróg nie ma na mapie Google, więc nie mogłem wyznaczyć i wymierzyć dokładnej marszruty).
Ekipa wyjazdowa była stała (Marek, Maja, Julia, Sławek i ja na doczepkę). Jedziemy do Gierłoży przez Wopławki i Czerniki, momentami polną drogą, by uniknąć długiego, a stromego podjazdu w Czernikach.


Później jest wygodny kawałek asfaltem przez Parcz i Mażany i kilka kilometrów leśnymi duktami nad jezioro Mój, gdzie na niewielkiej plaży z pomostem rozbijamy się o dwudziestej na krótki postój i zjedzenie wałówki. Wracamy już po zachodzie słońca, w coraz mocniej gęstniejącym mroku.


W domu jestem po dwudziestej pierwszej trzydzieści, wykończony, ale zadowolony. Sympatycznie było.






Podziwiam. Ja dziś po 17tej kosiłem trawnik a koszulkę można było wyrzymać! Pierdolone lato!!! Nie pamiętam kiedy ostatnio jechałem rowerem… Kilka lat minęło, a na moim rowerze stojącym w piwnicy zalega metr kurzu… Ale przy obecnej formie do furtki bym nie dojechał, więc niech czeka na lepsze czasy…
Przecież ty rowerem codziennie byś mógł jeździć po zakupy do miasta zanim kupować w tym sklepiku u siebie.
Boże cóż za pozytywny wpis.
♡(> ਊ <)♡
To przez te obłoczki zapewne i zachód słońca nad jeziorem :D
O, super wycieczka, fajne zdjęcia! Tylko nie jeździj tyle, bo jeszcze schudniesz!!!
Od takiej czysto rekreacyjnej jazdy schudniecie raczej mi nie grozi. Zresztą to będzie chyba już ostatnia wycieczka, że nie czuję się komfortowo z korzystaniem z cudzego roweru.
rower, nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz na jakimś jechałem :> wolę spacery, choć może warto by było odświeżyć jazdę na rowerze, bo jeszcze okaże się, że zapomniałem jak się jeździ :D
Tego się nie zapomina.
ooo u mnie już się robi ciemno przed 20:00 ;) najważniejsze że się podobało :)
Hmmm… To ciekawe, bo według danych z netu zachód słońca mamy o tej samej porze (19:52). Tylko u ciebie szybciej się robi całkiem ciemno (22:02, w Kętrzynie dopiero o 22:24).
Aktywny miałeś dzień :)
Od 17:30 niewątpliwie.
Daaaaawno mnie nie widziano na rowerze…. szkoda, bo to fajna aktywność. Krótsze dystanse pokonuję pieszo, dłuższe…nie wybieram się na dłuższe.
A masz rower? Ale nie, pewnie już nie masz. Skoro nie widziano cię na nim od dawna, to pewnie się załapał do tych rzeczy do wyrzucenia, bo nie korzystałaś z niego przez rok :D
mam dwa swoje rowery w garażu u teścia. Jeden miałam w firmie w poprzedniej pracy, tam czasami przesiadałam się z samochodu na rower, zwłaszcza latem.
Drugi, holenderski, miałam w domu – taki z koszykiem, miejski.
Bardzo dużo, bo praktycznie cały czas jeździłam na rowerze z dziećmi – oni na biegowych. Było to dla mnie najlepsze rozwiązanie na przemieszczanie się po mieście – bez pakowania w spacerówki, bez wpinania do fotelików samochodowych… Mile wspominam…
Rozumiem :)
U mnie takim miejscem składowania przed wyniesieniem na śmietnik jest piwnica.
u mojego męża też…
Z tym, że z piwnicy niczego nie wynoszę dopóki nie muszę. W tej chwili do obu wchodzę bez problemów, więc nie mam żadnej motywacji, by cokolwiek wyrzucać :)
Ale jak to? Czy leśne drogi nie są zaznaczane jako takie ścieżki? Niedawno z tego korzystałam, gdy szukałam pomnika gajowego 😁
Ale fakt, że to były mapy.cz a nie google…
PS. Fajna wycieczka!
Niestety ma mapie Google takich polnych, używanych przez okolicznych rolników, czy w lasach przez leśników przeważnie nie ma.
Zerknęłam u siebie na Las Wolski i wygląda na to, że są. Czyli zależy gdzie 😁
Sprawdziłem. Las Wolski pełni funkcje rekreacyjne. Czyli tam są jakieś specjalne dróżki do spacerowania, czy jazdy wytyczone. My jechaliśmy przez las gospodarczy, w którym drzewa rosną w najlepszym wypadku na deski.