Jak to przy piątku – po obiedzie ubrałem się na wyjściowo, przyczesałem, wziąłem etui¹ z okularami, aparat fotograficzny² i tuż przed siedemnastą podreptałem karnie do zamku. Na dziedzińcu było już gwarnie i tłumnie. Ze sto osób przynajmniej rozsiadło się w siedmiu rzędach nadal dostawianych przez obsługę krzeseł. Ciepła (21°C), słoneczna pogoda po tygodniu ochłodzenia zapewne miała lekki wpływ na tak ładną frekwencję (publiczność 50+ już raczej dba o zdrowie), ale głównym wabikiem zdecydowanie była osoba wykonawcy, znanego doskonale obecnym³ Jana Kondraka, barda z Lubelskiej Federacji Bardów, który w programie „Ataman” przez półtorej godziny grał, śpiewał i mówił, bawiąc zgromadzonych. Muzycznie nie powiem, to był jeden z lepszych koncertów sezonu. Zaczęło się melodyjnym „Wstań przyjaciółko moja”, później była kolejna wersja przeboju „Donna, donna” (na swoim lipcowym koncercie Dmitrij Maklakov prezentował własną i uprzedzał, że pewnie będziemy to mogli porównać z kondrakową), zabawna „Rakietę”, tytułowy „Atamana” i wiele innych, nagradzanych sprawiedliwie rzęsistymi brawami. Miałbym jednak lekkie zastrzeżenia co do konferansjerki i tekstów Kondraka na temat toczącej się na wschodzie wojny. Dokładniej do widzenia we wszystkich Rosjanach jedynie wroga, specyficznej nacji, która całą przyjemność w życiu czerpie z przysparzania nieszczęść innym. Pomijając ten przykry zgrzyt, wieczór był całkiem przyjemny.
_________
¹ Etui poniekąd nowe, tzn. jedno ze starszych babki (nie od jej ostatnich okularów, tylko poprzednich), bo moje było już tak odrapane, że wstyd było się z nim nosić po koncertach.
² Zbędna fatyga. Nawet nie wyciągnąłem cyfrówki z futerału.
³ Oczywiście byłem tym jedynym (a na pewno jednym z nielicznych) wyjątkiem, który poznawał artystę i jego twórczość dopiero na koncercie. Obecne panie z zapałem śpiewały refreny razem z Kondrakiem, a gdy przyszło do bisów, domagały się głośno konkretnych tytułów.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Obserwacje dodatkowe:
Duńczyk ma chyba słaby pęcherz. Znów korzystał z toalety w trakcie koncertu (tym razem w muzeum, bo było jeszcze otwarte). I nie dotrwał do końca.
A Czarna Arogancka ubrała się elegancko. Na czarno. I była świeżo farbowana. Podejrzewam.




Jako patriota lokalny (żarcik, po prostu lubię wiedzieć, co się dzieje w pobliżu, by mi nikt nie zarzucał, że cudze chwalimy…), trzymałem kontakt z dokonaniami Lubelskiej Federacji Bardów, Orkiestry pod wezwaniem św. Mikołaja, Marka Dyjaka i oczywiście Siekiery i DHM oraz grupy Bambus. Budka Suflera, Urszula i Bajm interesowały mnie mniej, bo wszędzie ich było pełno i niekoniecznie tak, jakbym chciał.
Wracając do Kondraka, za szczytowe jego osiągnięcie uważam „Piosenkę w samą porę”, z której prawdziwe flaki wypruł wspomniany Dyjak (wersja autorska nie porywa mnie aż tak bardzo) i do dziś słuchając jej myślę o tych wszystkich znajomych, przyjaciołach i bliskich, którzy codziennie walczą z wypracowanymi w pocie czoła przez siebie samych problemami. Szczególnie zaś o tych, którzy przegrali i z pozycji kilku stóp pod ziemią nic już z tym nie mogą zrobić.
O proszę.
A „Piosenka w samą porę” też była na piątkowym koncercie. Po frazie „żołnierz mieszka w czasie przeszłym” rozpoznałem.
I chyba jednak wolę wykonanie Kondraka. Głos Dyjaka średnio do mnie przemawia.
Ten głos nie zawsze taki był, zniszczył się po próbach samobójczych i latach picia oraz palenia.
Rozumiem. Ale dla mnie to niczego nie zmienia, bo Dyjaka nie znam, nie słyszałem go wcześniej, za młody, gdy był u szczytu fizycznej formy.
To jest ta sama piosenka nagrana przez Dyjaka kilka lat wcześniej:
Aha.
W innym życiu pewnie mógłbym go polubić i sluchać takiej muzyki :)
Nie wiem dlaczego do lubienia różnych rzeczy potrzebne jest aż inne życie :)
Bo łatwo dostępna oferta kulturalna jest teraz zbyt bogata, by wystarczyło czasu na ogarniecie wszystkiego, co warto ogarnąć. Zwłaszcza jak ma się słabość do rzeczy dziwnych, niekoniecznie najlepszych. W nocy na przykład zamiast oglądać ciekawą wizualnie i solidną od strony muzycznej inscenizację „Koronacji Poppei”, która jest dostępna na Arte z polskimi napisami włączyłem na moment zadziwiającą „Alcinę” wystawianą chyba siłami uczniów i pedagogów, czy jakichś innych amatorów przez Conservatorio Juan Crisóstomo de Arriaga de Bilbao, w której wszystko szwankowało, od zmiętej jak szmata do podłogi marynarki dyrygenta, przez muzykę, śpiew z recytatywami po hiszpańsku, grę aktorską, scenografię, po realizację samego nagrania (chyba tym też uczeń się zajmował) włącznie. I nie mogłem się od tego oderwać przez półtorej godziny :D
Jeśli zacznę lubić coś nowego, to się odbije na tym, co lubię już teraz.
Od ponad roku i ja widzę we wszystkich Raszystach wroga i naprawdę nie dziwię się ludziom że mają podobny stosunek do tego narodu. Gdy się codziennie, od ponad roku widzi co robią na Ukrainie to trudno ich kochać.
Człowiek w miarę ogarnięty powinien sobie zdawać sprawę z tego, że to niesprawiedliwe i niebezpieczne uogólnienia.
Dmitrij Głuchowskiego (taki pisarz od kilku lat mieszkający na zachodzie) był ścigany międzynarodowym listem gończym za protesty przeciw wojnie na Ukrainie, a teraz zaocznie moskiewski sąd skazał go na osiem lat więzienia. Skoro to wróg i na dodatek przestępca, to każde praworządne państwo powinno go deportować do Rosji, co nie? A jak kogoś tam na miejscu zaaresztują za antywojenne protesty, to też się chyba trzeba cieszyć, że się bydlaki same wykończają?
Jednak większość Raszystowskiego społeczeństwa popiera tą wojnę, a już szczególnie popierali zanim zaczął się pobór na dużą skalę, bo później części faktycznie zmiękła faja i zmienili zdanie. Może nie wszyscy są źli, ale i nie miej pretensji że ludzie tak na ruskich patrzą.
A większość Polaków popiera PiS, kocha Rydzyka z jego obrzydliwym antysemityzmem, wybrała sobie Dudę na prezydenta i nie przeszkadza jej, że na granicy z Białorusią giną ludzie. Nie jesteśmy w niczym lepsi od Rosjan. Ba! Jesteśmy od nich gorsi, bo Rosjan może jakoś tłumaczyć wielowiekowy ucisk, najpierw despotyczny carat, później totalitarny komunizm, ale my byliśmy otwarci na zachód i teoretycznie jesteśmy krajem demokratycznym. Kaczyńskiego nikt nam nie narzucił siłę.
Nie wiem skąd takie dane masz. Tu gdzie teraz jestem, w Gruzji, wszyscy których poznałem (poza Gruzinami) to Rosjanie, którzy uciekli przed wojną i przymusem walki. A poza tym co, którzy tam zostali jedzą papkę z TV
No właśnie. Nie mamy pojęcia co myślą Rosjanie, którzy zostali w Rosji, bo i niby skąd mamy to wiedzieć. Z równym powodzeniem można twierdzić, że północni Koreańczycy kochają Kim Dzong Una i wszystko to, co tam u siebie mają, dziwacy tacy, bo kto nie kocha dyktatury i głodu to przecież mógł uciec.
Nie wiem czy większość.
Na pewno jakaś część.
Wystarczająco duża, by zapewnić władzę Kaczyńskiemu na kolejne cztery lata.
Zdjęć na FB jeszcze Miasto Kętrzyn nie wrzuciło. Podobało ci się?
Tak. Raczej.
Koncert organizowało muzeum, więc nie wiem, czy będą zdjęcia na stronie miasta. Widziałem, że gość z KCK pstrykał sporo, ale może tylko dla siebie.
Czekaj, a to etui, a raczej okulary to do czego Ci były potrzebne na koncercie? To nie są do czytania?
Zasadniczo one są do czytania, ale jak siedzę i coś oglądam, to też się przydają.
Ciekawe atrakcje Wam oferują w tym zamku. Tak jest przez cały rok czy tylko w sezonie?
Przez wakacje. W roku jest spokojniej, wyjścia do muzeum mam najwyżej raz w miesiącu. Spotkania w bibliotece bywają częściej, ale nie chodzę na wszystkie (na „Teatr przy stoliku” zwłaszcza nie chodzę, bo nie lubię o nic prosić, a o wejściówkę bym musiał).
Lubelska Federacja Bardów
Znani mi są
Jeżeli chodzi o Atamana
To momentalnie słyszę Żannę Biczewską
A jeżeli Donna,Donna
To Jedzie Mojszele
Rodzicielka na grzybach muszę „chałupę ogarnąć” 🤨
Tak, w „Donna, Donna” jedzie Mojszele, ale to co się dzieje później jest różne w różnych polskich wersjach.
Tak, u mnie w piątek też tak było, z aktywnym udziałem żeńskiej części publiczności przy śpiewaniu refrenu.
O! W tej wersji piosenkę wykonywał Dmitrij Makliakow (Дмитрий Макляков). Ale już na przykład Jacek Beszczyński ma własne tłumaczenie:
Oryginał piosenki pochodzi z 1940, tekst napisał i śpiewał Aaron Zeitlin .
Nie mogę znaleźć tego wykonania
Ale chyba to by było najbliższe pierwowzorowi
Jeszcze jako- Dana,dana
Wygląda na to, że jest melodia do której każdy sobie tekst ułożył
A tu chyba najbardziej „światowe” wykonanie
Joan Baez
I chyba do tej pory znałem właśnie tylko Joan Baez.
Lubię Kondraka i jego „Atamana”! :)
Mnie akurat „Ataman” nie zachwyca. Już choćby wspominana w relacji otwierająca koncert „Wstań przyjaciółko moja” podobała mi się bardziej.
zdarzyło mi się chyba 3 razy słyszeć Kondraka na żywo, raz był z innymi wokalistami z Lubelskiej Federacji i to chyba oni bardziej przypadli mi wówczas do gustu
O proszę, kolejny. To chyba tylko ja jestem tutaj taki kulturalnie zapóźniony.
Zostaw Dunczyka i Aroganca w spokoju! Nie dość Ci wirtualnych wrogów? W realu tez szukasz?
Bez obaw, staram się być dyskretny w obserwacjach widowni koncertów zamkowych. I nikogo nie zaczepiam, nie zagaduję :)
fajnie, że chodzisz na te koncerty
Nie wiem, może i fajnie.
Pewnie, że fajnie! Masz o czym pisać ;)
A to tak, fakty.
I znowu zainspirowałeś mnie do poszukania czegoś w sieci. O Lubelskiej Federacji Bardów nawet nie słyszałam, bo to w sumie nie moja bajka, ale zawsze ciekawie poznać coś nowego. A ploteczki na temat innych stałych bywalców letnich wydarzeń są super zabawne :D
Zwróciłaś uwagę? :D
Duńczyk wziął się od tego, że facet jest lekko podobny aktora z duńskiego serialu o wyzwolonej czterdziestoletniej nauczycielce (Rita).
Niech sprawdzę… aktor to Carsten Bjørnlund (w wersji z zarostem).
Uuuu, wyzwolona czterdziestoletnia nauczycielka :D Oglądałabym! Aktor też niczego sobie.
Na Netflixie pewnie nadal jest. I w szarej strefie źródeł nielegalnego dostępu do kultury też :D
Dwa pierwsze sezony polecam.