Noc jest ciepła. Temperatura nie spada poniżej 20°C. Ze wschodem słońca zaczyna się powoli podnosić, do 33°C przynajmniej. Szczęściem niebo nie jest przejrzyście błękitne, chmurzy się lekko, co chroni mieszkanie przed nadmiernym przegrzaniem i pozwala utrzymać w pokoju średnio przyjemne, ale nie tragiczne 27°C. Wiatr w którymś momencie późnego popołudnia przywiewa nawet krótki, nieintensywny deszczyk, więc w sumie upał nie daje się zbyt mocno we znaki.
Po obiedzie (przysmażone ziemniaki, zsiadłe mleko) ucinam sobie dłuższą drzemkę. Na spacer wychodzę dopiero przed północą i wracam później, niż powinienem, bo na wysokości miejskiego targowiska zostałem zaatakowany przez spragnioną towarzystwa trójkolorową kotkę. Tak mi się stworzenie plątało pod nogami, że musiałem zrobić postój na najbliższej ławce i głaskać ją przynajmniej przez kwadrans. Obawiałem się deko, że młoda tricolorka zechce mi towarzyszyć aż do domu, bo po solidnej porcji karesów nadal za mną drepcze, ale zostałem porzucony po dojściu do bramy ogrodów działkowych, więc widocznie tylko przez kawałek szliśmy w tym samym kierunku. Już pod blokiem mam jeszcze jedno niecodzienne spotkanie. Przechodzący ulicę młody mężczyzna z wiadrem¹ zatrzymuje się na mój widok i zaczepia mnie pytaniem:
– Ma pan może chleb?
– Chleb? – powtarzam zaskoczony.
– Albo bułkę.
– Mam jeszcze w domu trochę chleba.
– A mógłby się pan podzielić? Bo mam coś smacznego do chleba.
– Podzielić się…? Dobrze. Proszę zaczekać.
Kawałek chleba w chlebaku jest jeszcze mniejszy, niż myślałem, właściwie to trochę grubsza piętka, ale jeśli człowiek jest autentycznie głodny…
– Niestety więcej nie mam – mówię, wręczając nieznajomemu przyniesioną kromkę.
– Dziękuję. A nie wie pan, czy można gdzieś teraz kupić frytki? – człowiek zaskakuje mnie po raz kolejny.
– Frytki? O tej porze raczej wątpię.
_________
¹ Dokładniej z białym dziesięciolitrowym pojemnikiem, opatrzonym jakąś nieczytelną w świetle latarni etykietą. W sumie młodość zaczepiającego też bardziej słyszę w głosie, niż widzę i facet z równym powodzeniem mógł mieć lat dwadzieścia, jak i czterdzieści.




Dziwny pan.
Mnie jak zaczepiają panowie, to przeważnie tacy znani.
W celu konkretnym „szefowa dołoży” (do piwa)
Czemu nie.
„Czemu nie” to twoja odpowiedź na takie pytania? :D
Noc to idealna pora na dziwne rzeczy. Może zacznij spacerować w dzień, bo kiedyś naprawdę zostaniesz napadnięty…
Jak zostanę to może zacznę, ale nie wcześniej.
Kusisz los! 😉
Kętrzyn jest spokojnym, całkiem bezpiecznym miastem. A ja jestem dużym facetem.
Brzmi jak opowiadanie satyryczne z czasów PRL… tylko frytki trochę nie pasują
Ale tak było. Absurdalnie całkiem :)
Wydawałoby się, że w dzień widać więcej… a tu proszę! Jakie przygody!
Koty do mnie się nie garną, choć chodzimy tymi samymi ścieżkami.
Facet z wiadrem. Ja bym zapytała, co ma takiego dobrego do chleba :-)))
Też mnie to trochę ciekawiło, ale się nie zdobyłem na pytanie.
Może chciałby się podzielić, poczęstować…. więc lepiej nie pytać. :-)))
Zwłaszcza, że chleba miałem tylko tyle, co dla jednej osoby :)
Musiałbyś smakować bez chleba, a chyba się nie da, skoro poprosił o pieczywo :-)))
:D
Prośba o chleb trochę się kłóci z zakupem frytek, no ale nie nam to oceniać. 🙂
Po północy cokolwiek do jedzenia to już chyba tylko na stacji paliw można by u mnie kupić.
Dziwne spotkanie… przyznam się, że bałabym się chyba iść do domu po ten chleb, że za mną gość pójdzie, wejdzie do mieszkania…
Gość został pod blokiem, a drzwi wejściowe na klatkę schodową przecież się zatrzaskują jeśli mieszkańców chroni domofon. U mnie chroni :)
powoli kończą się czasy dorzucania na piwo i inne takie. Ja od długiego już czasu praktycznie nie mam przy sobie gotówki. Ostatnio jak zerkałam nawet nie miałam 10 zł. Wszędzie już płacę kartą. Zupełnie nie korzystam z bankomatów.
Ale takie prośby o jedzenie rzadko się zdarzają w sumie i takim też bym nie odmówiła.
No właśnie, u siebie też widzę, że większość ludzi przy zakupach korzysta z kart. Wygodniejsze to, niż korzystanie z gotówki.
dokładnie i odpada problem sklepikarza pt: nie mam wydać
Ano.