Po dwóch dniach przerwy na nocny spacer wybieram dłuższą trasę.
Któregoś dnia będę musiał przejść się tymi ulicami w dzień, bo wydaje mi się, że miejscami od czasów sprzed covidu zaszły tam spore zmiany.
W słuchaniu mam „Klechdy sezonowe” i kolejne przygody żelaznego karła Wasyla (PR3 z czasów PRL-u i audycja satyryczna „Nie tylko dla orłów”). Dawno tego nie słuchałem, ale niektóre wypadki z Wasylem pamiętam całkiem dobrze (ten z opowieści, jak chciał zostać kuśnierzem na przykład). I nadal mnie bawi ten rodzaj absurdalnego humoru.
„Klechd…” wystarczyło mi akurat na całe pięć kilometrów, ale miałem wolniejsze tempo niż proponowane przez GOOGLE i przysiadłem na chwilę w połowie spaceru, więc w sumie byłem poza domem prawie dwie godziny (półtorej na pewno).




Ja naprawdę Cię podziwiam, bo mi by się nie chciało chodzić dla samego chodzenia… I tak dobrze że każdego ranka się motywuję by przejść dwie ulice do sklepu 😉
Ja tam chodzę i sobie głowy nie zwracam tym, czy chcę czy nie chcę.
Jednak ten Kętrzyn to nie jest takie zadupie jak myślałem, skoro nawet restauracje macie… 😉
Zadupie, ale takie bardziej miejskie, skondensowane, niż twój Szczebrzeszyn, do którego dolepiono chyba wszystkie okoliczne wsie, że on taki duży . Porównałem dane na Wikipedii – u mnie mieszka 2669,5 os./km², u ciebie tylko 170,5 os./km².
😅😅😅 Po prostu macie większy ścisk, a to wcale nie lepiej 😉
Nie ma żadnego ścisku. I nie ma też udawania, że zagroda z chlewikiem, kurnikiem i kawałkiem pola, to miasto :D
Złośliwiec!!! 😂 U nas nie ma chlewików! Choć kurniki są…😅
U ciebie akurat nie ma chlewika, ale jestem pewien, że w tych innych wioskach włączonych do Szczebrzeszyna ludzie jak trzymali świnie i krowy, tak nadal je trzymają :D
Nie przeczę 😂
Byłoby trudno :)
Przydałoby Ci się coś do mierzenia tych spacerów.
Ale po co? Mam trzy ustalone trasy, więc wiem, ile przechodzę za każdym razem. A czas mógłbym sprawdzać na zegarku, gdyby mi się chciało. Zauważyłem już, że gdy słucham muzyki tempo mam szybsze. Audiobooki mnie spowalniają.
Fajnie ze się ruszasz. Trzeba.
Być może :)
ho ho ho Panie jaki spacerek zacny ;)
zapraszam Pana na kolejną odsłonę u mnie ;)
Już?
Chyba takiego tempa w opisywaniu wyjazdów jeszcze nie miałaś :D
no faktycznie nie przypominam sobie :D
Chyba tylko w pierwszym roku blogowania pisałaś tak często :)
Zaczynam zazdrościć…
„Nocny spacer” to które godziny?
Z wczorajszego wróciłem przed pierwszą. Ale przeważnie wychodzę około 22:00, więc jestem w domu jeszcze przed północą.
Konkretne te spacery.
Czy ja wiem. W sumie to nie jest jakieś zbytnio wyczerpujące. I wydaje się nie mieć najmniejszego wpływu na moją wagę.
Lepszy taki ruch niż żaden.
Możliwe.