IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Moje opóźnienie sięga już 12 godzin. Sobotnią kąpiel wziąłem dopiero w niedziele, tuż przed śniadaniem. Szczęściem babka zaabsorbowana telewizyjną transmisją mszy inaugurującej pontyfikat Benedykta XVI niczego nie zauważyła i uniknąłem irytującego śledztwa.
* * *
– …migrena.
– Co takiego? – spytałem. Bo początek babcinej wypowiedzi umknął mojej uwadze.
– Przypomniała mi się rozmowa z kierownikiem, tym który odrąbał głowę dziewczynie. Mówił o migrenie, a ja nie znałam tego słowa. „Co to takiego ta migrena?’ – spytałam. „Migrena: jeść się chce, a pracować nie”.
– To głowa babcię boli?
[Jak zwykle dowiaduje się przez przypadek, że coś babce dolega. Dziś trochę nietypowo, bo przeważnie wychwytuję takie sprawy z jej rozmów telefonicznych]
– Trochę.
– Łyknie babcia aspirynę. Na pewno nie zaszkodzi.
– Wczoraj wypiłam napar z młodych pędów sosny i…
* * *
Brat był dziś u żony z teściami, więc darowałem sobie wizytę w szpitalu. Przesiedziałem spokojnie cały dzień w domu pogadując od czasu do czasu via GG z Pinokiem. Że też facet ma jeszcze do mnie cierpliwość! Bo nie ulega wątpliwości, że potrafię być (i bywam) cholernie marudny i monotematyczny z tym swoim użalaniem się, że taki ze mnie żałosny popapraniec.



