Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2005

Północ minęła, dzieci śpią, można (dopiero teraz, bo w końcówce padają „wyrazy”) opublikować kolejną część opowieści „Jak to z anonimem było”.

– Poznaję to pismo – rzuciła pani Marysia (która swego czasu pracowała z Ireną w jednym biurze) uderzając dłonią o kopertę – Jej litery! Drukowane, ale można rozpoznać bez wzywania grafologa!
– Może jednak to kto inny – wstawiłem się za sąsiadką. Bo jakoś tak zrobiło mi się mało przyjemnie. Przecież ile razy było trzeba pomagałem kobiecie, a tu taki tekst ze starym koniem… Cholera! Skoro babcie nie przeszkadza, że przejadam jej emeryturę, to Ci pieprzeni „życzliwi” mogliby się ode mnie od tentegować!
– To na pewno Irena! – babka poparła koleżankę w jej przypuszczeniach. – Jej charakter!
A później zadzwoniliśmy do panny D. i już nie było żadnych wątpliwości co do autorstwa niespodziewanej korespondencji. Dziewczyna rankiem też dostała anonim. Oprócz pogróżek (bo wypełnia ludziom rozliczenia podatkowe i się na tym bogaci) był też mało przyjemny kwiatek, że chodzi do mojej babki, bo zamierza jej wnuka wyruchać.
– Moja siostra – relacjonowała panna D. przez telefon – strasznie się tym listem przejęła! Przecież to tylko wariatka takie coś mogła napisać! A skoro nienormalna, to jeszcze nóż w plecy człowiekowi wsadzić może, jak ją spotkam na korytarzu.
– Irena to naprawdę na punkcie seksu dostała jakiegoś fisia – stwierdziła pani Marysia. – A wie pani, pani Gieniu, co o pani do mnie kiedyś mówiła? – „Jak na koniec miasta ganiać do swojej Zosi na imieniny to zdrowa jest, ale do kościoła, chociaż dwa kroki tylko ma, to w niedzielę nie pójdzie. Bo nogi ją bolą. A do Zosi to specjalnie idzie nad jeziorem, bo myśli, że ją ktoś tam dopadnie i wypierdoli”

Read Full Post »

Anonim był krótki:

PANI B. !!!!
PRZESTAŃ ZARABIAĆ PIENIĄDZE NA MARYSI S. I INNYCH KOLEŻANKACH.
MASZ BARDZO DOBRĄ EMERYTURĘ.
WNUKA STAREGO KONIA GOŃ DO PRACY.
JAK NIE PRZESTANIESZ ZAWIADOMIĘ URZĄD SKARBOWY (IZBĘ SKARBOWĄ)
ZAPŁACISZ PODATEK I ZUS.
ŻYCZLIWA OSOBA.

Wymienione „zarabianie pieniędzy” to oczywiście krawiecka działalność babki, która swego czasu pracowała w szwalni, a i teraz – mimo 81 lat na karku – nadal od czasu do czasu coś tam uszyje czy przeszyje znajomym.
Wspominana w tym jakże sympatycznym liście pani Marysia jak raz była u nas z wizytą. Przyniosła babce nową bluzkę, w której chciała skrócić rękawy.
Obie panie – ochłonąwszy z początkowego zaskoczenia – pilnie nachyliły się nad kopertą i skrytą w niej kartka.
Wyciągnięty wniosek – nikt inny tego nie napisał tylko nasza najbliższa sąsiadka – Irena Moherowy Berecik (klasyczna postać w swoim podgatunku – wyznawczyni Ojca Dyrektora i zażarta antysemitka).
Czy dać ciąg dalszy (mam już opracowany) jeszcze się waham, bo to jednak nieciekawe, przykre i w sumie obrzydliwe, chociaż babka jest bardziej sytuacją rozbawiona (zawsze to jakaś atrakcja, o której można pogadać z przyjaciółkami) niż przejęta.
Zresztą pani B to osoba pokojowo usposobiona i niepamiętliwa1, więc i do sąsiadki nie żywi żadnych pretensji.

_____________
1 – Jak to kiedyś ujęła, przytaczając słowa prababki Franciszki:
– Moja mama zawsze mi mówiła „Dziecko, tobie chyba na głowę by nasrali i nic byś nie powiedziała”)

Read Full Post »

Ciasto na bułki rosło, babka podejmowała koleżankę, a ja wyskoczyłem szybciutko do sklepu po chleb. Po drodze zauważyłem, że w skrzynce pocztowej, oprócz stałego zestawu reklamowego śmiecia, leży jakaś brązowa koperta (typ niegdysiejszych kopert urzędowych). „Ki czort? Czyżby Kris zgodnie z obietnicą przysłał coś ze swojego zagranicznego wyjazdu?” – przemknęło mi przez głowę.
Okazało się jednak, ze koperta była zaadresowana do babki. Pismo niewprawne (drukowane litery), stempel pocztowy z Kętrzyna.
„Ha! Pewnie któraś z jej nie posiadających telefonu koleżanek chciałaby się z babcią spotkać – pomyślałem sobie – więc coś napisała. Ciekawe tylko kto.”
– Jest do babci list. – powiedziałem wracając do mieszkania.
– Znowu ktoś chce pieniądze? – zniecierpliwiła się starsza pani. – Spokoju człowiekowi nie dadzą!
Bo przeważnie każda nieoczekiwana przesyłka to jak nie ksiądz-kustosz z Lichenia zbierający na wykończenie świątyni, to Księża Chrystusowcy z Poznania ciułający na swoich misjonarzy.1
– No babciu! – zażartowałem (Ha! Ha! Ha!). – Tym razem to co innego. Dostała babcia anonim!
Babka się roześmiała, pani Marysia też.
A ja otworzyłem kopertę, wyciągnąłem złożoną kartkę (A4), rzuciłem okiem na podpis… i przeszło mi rozbawienie.
Pod tekstem listu (drukowane litery) stało jak byk – ŻYCZLIWA OSOBA.
_____________
1 – Dwie kościelne instytucje dotowane od kilku lat przez panią B.

Read Full Post »

Brak mi pomysłu na nową blotkę. Wtorek był tak przeciętnie zwyczajny, że nie ma o czym napisać. Babka też nie chce podrzuci żadnego tekstu. Siedzi zaczytana w „Nędznikach” i prawie na nic nie zwraca uwagi. W sobotę oderwała się do powieści dopiero o drugiej w nocy. Teraz pilnuję, żeby nie męczyła oczu dłużej niż do 22, bo narzeka mi później, że ją bolą.
– I chce jej się to znowu czytać? – mama była lekko zdziwiona.
– Znowu? Po pięćdziesięciu latach chyba można wrócić do powieści – oponuję. – Zresztą poprzednio czytała po rosyjsku, a teraz ma polski przekład.
Po obiedzie odwaliłem swoją prasówkę. W najnowszym „Nie” jest cała strona poświęcona Michałowi Witkowskiemu (wywiad i jakaś quasi recenzja). Facet faktycznie promuje się na potęgę. Ale co by nie myśleć, to jego prawo. A konkluzja:

Krytycy pocieszający się, że „Witkowski pokazał zamierające zwyczaje komunistycznych ciot” są w grubym błędzie, egzorcyzmują problem… To nie jest pogrobowiec komuny. Na Zachodzie też istnieje „ta odmiana pedalstwa” – z dworca, z parku, pełna teatru, gry i przebieranki. I wcale się nie kończy.

jest chyba jak najbardziej prawidłowa.
W marcowym „Filmie”¹ tylko trzy teksty Bartosza Żurawieckiego. Szkoda, że tak mało. Zwłaszcza, że w felietonie znów wzniósł się na wyżyny. Mam nadzieję, że zapowiadana na kwiecień powieść Żurawieckiego ukaże się bez problemów.
„Wampira Armanda” na razie odłożyłem na bok (te sceny homoerotyczne – nawet nie wiedziałem, że zaserwowałem taką lekturę matce). Wieczorem obejrzę w „Mroczne widmo” (Star Wars: Episode I – The Phantom Menace. 1999). I może końcówkę „Fahrenheit 9/11” Michaele Moore’a.

A teraz idę się wykapać² i okutany kocem siadam przed telewizorem.
Dobranoc Państwu.

Redakcja tekstu z 2016.03.01
Przedruk z Onetu, blotka 0371. Zwyczajny dzionek.
(razem z 63 komentarzami)

____________
¹ Na okładce miesięcznika Keanu Reeves. Co babka skonstatowała zwięzłym:
– Ale na tym twoim żurnalu ładny chłopiec .
² Chociaż coś mi się wydaje, że zdążę przed filmem najwyżej umyć zęby.

Read Full Post »