Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2005

* * *


Ten drugi*

Mniej ważny.

Nieważny.

Niepotrzebny.

Ten… nikt.


Marudny.

Nudny.

Uciążliwy.

Po co sobie nim w ogóle głowę zawracać?


* * *

Bo pozazdrościłem Sojuzowi jego haiku.

I akurat wpędziłem się w odpowiedni nastrój do dopracowania i rozszerzenia czegoś napisanego kilka dni temu


____________________

* Drugi? Cóż za zarozumiałość z mojej strony. Raczej któryś tam, jeden z wielu…

   

Reklamy

Read Full Post »


I znów nic nie napiszę.

Czekam.

Aż nadejdzie noc i będzie się można położyć spać.

 

DODATEK: W telegraficznym skrócie.

Blogownia. Porządkowe.

W nocy, gdy zauważyłem, że Sojuz wykasował swój blog, byłem już na tyle śpiący, że zdołałem jedynie odnotować ten fakt, bez jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania. Dopiero rano zacząłem zastanawiać się na sojuzowym posunięciem. W głowie kłębiły mi się różne scenariusze ewentualnej rozmowy

Ja:

  Dlaczego?

Sojuz:

  Nie twoja sprawa. Mój blog – mogłem z nim zrobić co chciałem.

Ja:

  Fakt – blog był teoretycznie twój, ale nie tylko. Skoro zdecydowałeś się na publikację w sieci, blog należał też do twoich czytelników. Zaglądałem prawie codziennie na jego strony żeby sprawdzić, czy nie wrzuciłeś niczego nowego. Czy to się nie liczy?

W sumie teraz to już nie ważne co powodowało Sojuzem – czy decyzja była przemyślana, czy działał pod wpływem impulsu. Blog został skasowany, koniec. Nie ma już tego jednego, specjalnego miejsca w sieci, gdzie mógłbym się z nim spotkać. Czy w ogóle mogę mieć o to pretensję? Przecież nikogo nie zdołam zmusić (czy przekonać) do utrzymywania znajomości ze mną jeśli sam nie jest zainteresowany.

Z mojej linkowni wypadł kolejny adres.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi przykro.

    

Read Full Post »

Dzionek był ciepły, słoneczny i całkowicie suchy. Dyngusa nie widziałem nawet w TV – darowałem sobie wszelkie informacyjne programy. Po południu odprowadziłem rodziców na przystanek – bratowa wytrzymała u swoich starych tylko trzy dni i już wczoraj wieczorem wróciła do domu. W zaistniałej sytuacji mama też musiała skrócić pobyt u babki. Można by spokojnie zapominać już o świętach, gdyby nie pewien drobiazg – malowanych jajek zostało tyle, że będziemy musieli z babką żywić się nimi najmniej do końca tygodnia. Koszmar!

    

 

Read Full Post »

0401. Wielkanoc

Przy porannej kawie.

Ojciec:

     Nikt mnie nie uprzedził, że będę musiał transmisję z Watykanu oglądać*. Bym się zastanowił dobrze nad przyjazdem.

Mama:

     A co za atrakcji się spodziewałaś? Może babcia miałaby tańczyć nago na stole?


________________

* Babka wolała obejrzeć mszę w TV niż pofatygować się te kilka kroków do kościoła.

    

 

Read Full Post »

Nie mam czasu. Na nic. Nawet na doczytanie wszystkich ostatnio dodanych komentarzy Anonimowej Be. Niech te święta wreszcie miną i wróci normalny niespieszny bieg wydarzeń.


Rano znów było krótkie spięcie z babką (ciężko mi już zapanować nad tym przedświątecznym rozdrażnieniem) – nawet nie pamiętam o co poszło tym razem.

    – Robisz się coraz bardziej przemądrzały – stwierdziła pani B.

    – Pewnie dlatego, że z babcią mieszkam. Im dłużej – tym bardziej się upodabniam.

    – No nie wiem. Szybciej już przez to przesiadywanie przed komputerem. Pamięć też ci się od tego popsuła *


Miał być dzisiaj cytat z Davida Lodge’a – kilka miesięcy temu przygotowałem sobie wypis z „Myśląc…” i cieszyłem się, że wrzucę tekst w Wielką Sobotą. Niestety właśnie okazało się, że w pliku z cytatami do wykorzystania mam samego Mendozę. Jasny gwint! Że też nie przeniosłem wcześniej tego tekstu do kompa! Bo oczywiście kartki z fragmentem nie mogę teraz nigdzie znaleźć.

 

____________________

* Delikatne (ewentualnie – lekko złośliwe) nawiązanie przez babkę do wydarzenia sprzed kilku dni. Zadzwoniłem do jej przyjaciółki, żeby spytać o imię synowej (dane potrzebne przy adresowaniu kartki z życzeniami świątecznymi. Nie mogłem przecież napisać „Madzia i Kazimierz”). Pogadałem przez chwile, uzyskałem potrzebne informacje… a po odłożeniu słuchawki nie pamiętałem jakie.

     

Read Full Post »

 

Rano ostatnie* przedświąteczne zakupy. Niepotrzebnie odkładałem to (na przykład zakup alkoholu**) do ostatniej chwili. W sklepach kłębią się tłumy, gorąco, ja nadal w zimowej kurtce. Wróciłem mokry jak szczur, z silnym postanowieniem – „Nigdy więcej podobnego błędu. Następnym razem obkupię się tydzień wcześniej i z politowaniem będę patrzył na nieszczęśników, którzy nie byli przewidujący i teraz stają w kilometrowych kolejkach do kasy”

Po obiedzie wyjaśniła się wreszcie sytuacja z bratową. Pojechała do swoich rodziców. Dzięki temu starzy mogę przyjechać do Kętrzyna. Czyli święta tak jak w ubiegłym roku spędzamy w czwórkę u babki :)



____________________

* No prawie. Jutro jeszcze wyskoczę kupić chleb… i może coś dodatkowo. Zastanowię się przed wyjściem z domu :)

** Butelka Martini i jakiegoś czerwonego bułgarskiego półsłodkiego wina (jeszcze białe by się przydało, ale nie będę wpędzał babki w koszta). I cztery Żywce.



DODATEK. Z archiwum Hebiusa.

 

Pomyślałem – skoro sam nie mam żadnych głębszych przemyśleń (nic do druku) przypomnę ubiegłoroczny tekst Palnika (w sieci już się tego nie znajdzie skoro autor skasował bloga). Żeby nie było Wielkiego Tygodnia bez śladu nawiązania do sedna sprawy – czyli religijnej strony świąt. Sam teraz z przyjemnością przeczytałem ponownie tę blotkę. Odbiór był trochę inny niż za pierwszym razem, bo zdążyłem poznać i autora, i osoby kryjące się pod niektórymi inicjałami: P to druga połówka autora, R – ROBERTUS.


   Taki sobie blog – Wielki Piątek.


Wczorajszy dzień był jakże inny od tych codziennych, z początku nic nie zapowiadało tego. Wczesnym porankiem byłem już na nogach i napisałem notkę do bloga, później próbowałem załatwić jedną ważną sprawę dla mnie, ale unikanie mnie przez Pana MW doprowadziło tylko do stanu emocjonalnego niezbyt przyjemnego. Na szczęście poczta polska udowodniła, że działa wyjątkowo sprawnie i list polecony wysłany poprzedniego dnia z miasta X do miasta Y dotarł w terminie.


Później wyprawa do centrum handlowego, gdzie wspólnie z P postanowiliśmy zjeść pizzę wegetariańską tak aby nie naruszyć do końca zasad Wielkiego Piątku, a równocześnie nie być głodnym. Tam spotkaliśmy się z Panem R, z którym wspólnie obżeraliśmy się pizzami (serowa i wegetariańska), a także innymi bezmięsnymi posiłkami. Po tej uczcie dostaliśmy w programie lojalnościowym ponad 1150 pktów. Dzięki spotkaniu z Panem R, dowiedzieliśmy się o pomyśle pójścia na drogę krzyżową startującą sprzed kościoła Św. Anny na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W ten oto sposób dzień, który zacząłem w iście laicki sposób miał kończyć się jakże pięknie.


Umówieni na 19:45 przybyliśmy na miejsce zbiórki przed terminem, odczekaliśmy 7 – 8 minut ponad ustalony czas, w końcu wysłałem sms do Pana R stylizujący na rzymskie stwierdzenie: Veni Vidi Vici, byliśmy, czekaliśmy, poszliśmy. W ten sposób dotarliśmy wspólnie z P, na początek drogi.


Jakie przeżycia, jakie przemyślenia ?? No cóż, po filmie „Pasja”, inaczej spojrzałem na całą ceremonię drogi, mimo swojego nie najlepszego nastawienia do instytucji KK (kościół katolicki), nie byłem tym razem tak sceptyczny, słuchałem to co mówili ludzie przez głośniki, ich przemyślenia dotyczące stacji ich, tak myślę, świadectwa wiary.


W pewnym momencie mijaliśmy na ul. Miodowej kościół Ojców Bazylianów, greko-katolicki i w tym momencie przypomniałem sobie, że to jest ten z nielicznych czasów, gdy termin świąt wielkanocnych zarówno w kościołach protestanckich, katolickich i prawosławnych jest ten sam.


Krocząc wśród tłumu zastanawiałem się nad tym, że jednak dziwnie jest iść wśród tylu osób, pomyślałem o małżeństwie N, którzy wierzą w Boga tak jak ja bym chciał, a nie obchodzą w taki sposób świąt, oni w każdym momencie wielbią Boga, w każdym momencie są z Nim. Dla nich nie są potrzebne święta kalendarzowe. Doszło do mnie, że nie wszyscy chrześcijanie muszą obchodzić święta, a i tak będą bliżej Boga niż wielu z nas – „wierzących”.


Jakie największe przeżycie z drogi ?? Chyba słowa o siedmiu grzechach głównych.


Po wszystkim powrót do domu, czy z nowymi postanowieniami ? Tak, ale czy będę je realizował ?? Będę się starał.


PS. kilka razy widzieliśmy wspólnie z P Pana R wraz z trzema innymi osobami, ale … każdy sam musi przejść swoją drogę krzyżową, każdy niesie swój krzyż, i chyba tym razem tak trzeba było, aby nie robiąc z tego następnej okazji do spotkania iść i przemyśleć swoje postępowania, wysunąć wnioski i postanowienia.


Palnik (10 kwietnia 2004 godz. 08:22)

Read Full Post »

 

Przedświąteczne rozdrażnienie pogłębia się.

Rano przyjechała Owiczowa – znajoma babki*. Przywiozła 60 jajek. OK. To rozumiem. Skoro Wielkanoc potrzebne są jajka. Kobiecina posiedziała chwilę, wypiła kawę, pogadała z babką, zabrała koszyk i wróciła na wieś.

„To odpalę na moment komputer – pomyślałem, przygotowując sobie śniadanie – Sprawdzę co w poczcie i na blogu, a potem zabieram się za sprzątanie kuchni i pieczenie sernika”

A takiego wała! Ledwo zdążyłem zagadać do Sidika, a licho przyniosło panią Marysię i wszelkie plany wzięły w łeb. Baby rozłożyły się przy stole, rozpaplały w najlepsze, a ja nic nie mogłem zrobić! Wrrrr!!!! Kto to widział przyłazić z wizytą tuż przed świętami!? Jeśli koniecznie chciała złożyć życzenia świąteczne, to mogła zatelefonować. A informacja, że Moherowy Berecik chwalił się komuś na cmentarzu, że napisał dwa anonimy („B. [czyli moja babka] jest taka durna – mówiła ponoć – że się nigdy nie domyśli, że to ja.”) spokojnie poczekałaby do poświątecznego czwartku.



______

* W związku z czym zajrzała też do nas przed dziewiątą Zabiegana – znajoma Owiczowej. Leżałem jeszcze w łóżku. Dobiegały mnie z kuchni strzępy rozmowy babki i pani Z czekających przy herbacie na pojawienie się Owiczowej z jajkami.

Zabiegana:

    Miałam jechać do Józefa [19 marca; Józef to mąż Owiczowej] na imieniny, bym panią zabrała. Ale dopadła mnie grypa i zapalenie oskrzeli, Nie dałam rady ruszyć się z domu.

Babka:

    Też nie czułam się najlepiej. Grypa i mnie męczy [o ile jest taka bezgorączkowa, bez bólu gardła i jakichkolwiek widocznych dla postronnych osób – czyli dla mnie – objawów. U babki brak kataru, kaszlu, nawet chrypki. Ale niech jej będzie, skoro się uparła, że to grypa, a nie dolegliwości związane z wiekiem. I reakcja organizmu na fakt, że cała zimę praktycznie przesiedziała w domu]

Zabiegana:

    Poszłam do tej nawiedzonej lekarki, Abczykowej czy jak jej tam. A ona do mnie, że trzeba się modlić to wyzdrowieję. Modlić się!

Babka:

    To trzeba było jej odpowiedzieć, że nasz proboszcz tak się dobrze modlił, a wylewu mimo wszystko dostał. Ojcu Świętemu też nawet najszczersze modlitwy nie pomagają.

     

Read Full Post »

Older Posts »