Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2005

Wczoraj odebrałem wreszcie swój radiomagnetofon. Znów mogę się umuzykalniać. Sprzęt przywieźli już w środę, ale telefon ze sklepu był po moim wyjeździe na wieś.

    – Proszę wszystko dokładnie sprawdzić. – powiedział sprzedawca wręczając mi pudło – Mam nadzieję, że odtwarzacz będzie działał bez zarzutów.

    – Też mam taką nadzieję.

Jutro zgram kilka ze ściągniętych płyty (przy okazji odciążę trochę przepełniony dysk) i urządzę babce tydzień operowy.

Gdyby ktoś wiedział ile odcinków liczy kultowy brazylijski serial „Niewolnica Isaura” – moja babka byłaby wdzięczna za informacje. Tak swoją drogą zastanawiam się teraz jak mogłem swego czasu (w 1987 roku?) oglądać z zainteresowaniem coś podobnego. W głowie się nie mieści!

    

Reklamy

Read Full Post »

Wróciłem.

A teraz powoli nadrabiam netowe zaległości (samych maili do przejrzenia mam 361).

    – Zatęskniłeś za… za… – babka kiwnęła głową w stronę biurka z monitorem

    – Za komputerem?

    – Tak. Zatęskniłeś za komputerem przez tyle dni? Nie smutno było?

    – Nie.

    – A co robiłeś?

    – Czytałem

    – Do lasu nie chodziłeś na spacery?…

Tu szczęśliwie skończyła się przerwa reklamowa w TV. Starsza pani porzuciła śledztwo i powróciła do śledzenia losów niewolnicy Isaury.

A o weekendzie na wsi można napisać tylko, że był upalny i ciut nerwowy. W czwartek wracający z ryb stryj zasnął za kierownicą (tak to jest jak się jedzie cała noc z Podlasia żeby moczyć przez kilka godzin wędki na zachodnim skraju Mazur) i skasował auto na przydrożnym drzewie. Szczęściem obyło się bez ofiar i nawet większych obrażeń u pasażerów. Po złożeniu niezbędnych zeznań na komisariacie rodzina zwaliła się do nas, bo wypadek był kilka kilometrów od rodziców. Trzeba było nakarmić dodatkowe pięć osób, przenocować a później wyprawić do domu. Stryja dopiero dzisiaj odebrała żona z córką.

   

Read Full Post »

A ja nawet nie będę mógł złożyć mu życzeń :(

Rok temu Palnik napisał w tym dniu (tj 30 maja) na swoim blogu:

Dziś są moje urodziny

Tytuł ściągnięty z przedstawienia Kantora. Ale chyba najlepiej pokaże to co chcę napisać w tej notce.

Stało się, 35 lat temu był też 30 maja, i wtedy to ja przyszedłem na świat, dziś powinienem zrobić przegląd tych minionych już lat, których nie odda nikt. Dzieciństwo – jakże urocze, jakże piękne w jakże dziwnym okresie lat 70-tych, za którymi część osób marzy dziś, a część wspomina ze zgrozą, a oto to, co utkwiło mi w pamięci:

Pamiętam jak wracając z ojcem z przedszkola wstępowaliśmy do sklepu mięsnego i bez problemów kupowaliśmy parówki, które później na kolację jadłem.

Pamiętam też jak będąc na wczasach Ojciec kupił bez problemu klocki lego w normalnym sklepie.

Pamiętam też, jak wspólnie z ojcem poszedłem przejść się Trasą Łazienkowską przed jej otwarciem.

Pamiętam defiladę z okazji 22 lipca z czołgami i samolotami

Pamiętam jak grzebiąc w szufladzie ojca wyciągnąłem jego brzytwę i nie czując nic ciachnąłem sobie palec, gdy zobaczyłem krew, podniosłem krzyk i obudziłem ojca smacznie drzemiącego po pracy. Strachu więcej niż strat.

Pamiętam jak codziennie przez jakiś czas chodziłem z Babcią do kościoła Św. Jakuba przy Placu Narutowicza, dzięki temu poznałem chyba wszystkie pieśni religijne z tamtego okresu. A później chodziłem z nią do kum.

Pamiętam przedszkole niedaleko filtrowej – czasem przejeżdżając w okolicy spoglądam na tamten budynek.

Pamiętam blok, w którym mieszkaliśmy, Aleje Jerozolimskie niedaleko Spiskiej.

Pamiętam święta z jedną i drugą babcią – niestety dziadkowie nie doczekali wnuka.

Pamiętam prezenty jakie dostawałem pod choinkę, od jednej z babć zawsze jakaś rzecz ręcznie zrobiona, skarpetki, sweter, szalik, poza tym wiele, wiele innych prezentów.

Pamiętam Choinki organizowane przez zakład pracy mojej mamy, gdzie co najmniej dwa razy dostałem wóz strażacki w paczce.

Pamiętam rok 1976, gdy przeprowadziliśmy się do nowego większego mieszkania na Mokotowie. Ten rok był szczególny, po raz pierwszy odczułem utratę kogoś bliskiego, wtedy to odeszła babcia z którą chodziłem wcześniej do kościoła codziennie, która jak zepsuła się winda i ja z babcią utknęliśmy w niej, to nie tracąc zdrowego rozsądku babcia otworzyła drewniane drzwi od kabiny (wewnętrzne drzwi windy) coś tam gdzieś pogrzebała, zamknęła drzwi i pojechaliśmy dalej.

W tym też roku poszedłem do szkoły, nowe znajomości, nowi ludzie.

Pamiętam wyjazdy do NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna), gdzie głównie jeździło się na zakupy, ale zawsze moja mama znalazła chwilę na to, aby coś ciekawego mi pokazać, wieżę telewizyjną w Berlinie, Bramę Brandenburską, pałac w Dreźnie …

W zasadzie tak minął okres lat 70-ych

Lata osiemdziesiąte rozpoczęły się dla mnie dobrze, razem z mamą pojechałem na wczasy do Jugosławii, miasteczko zwało się Biograd i było o tyle zabawne, że mieszkańcy Jugosławii wiele razy nam tłumaczyli, że źle jedziemy, bo to w odwrotnym kierunku niż do Belgradu. Tam też był odczuwalny kult marszałka Tito, który chwilę wcześniej zmarł. Wracając do Polski, czuło się niepokój, to był pamiętny sierpień 80. Gdy zbliżaliśmy się do granicy Polskiej, po Czechosłowackiej stronie było widać wagony z czołgami, nie wiem, może los tak chciał, że były to jakieś ćwiczenia wojskowe, a może słynny pokaz siły.

Pamiętam z tego okresu kolejki, kolejki za wszystkim, wtedy to już nie był okres beztroskiego dzieciństwa, tylko wracając ze szkoły miałem za zadanie zajrzeć do sklepu i zobaczyć, czy czegoś nie rzucili.

Pamiętam jak stałem po słone masło w sklepie osiedlowym i jak każdemu odmierzano jego kawałek. Słynne puste sklepy z octem i musztarda najwyżej.

Pamiętam jak czasem wracałem ze sznurem rolek papieru toaletowego, dumny jak paw, ze kupiłem.

Pamiętam liceum i pierwsze kontakty z innym światem, nie tym oficjalnym. Oazy, czarne harcerstwo, wszystko niczym z innej bajki, słynne piosenki Jacka Kaczmarskiego odtwarzane na magnetofonie Grundig.

Pamiętam stan wojenny, ten 13 grudnia, gdy w telewizji był tylko Wojciech Jaruzelski oraz mundurowa telewizja. Pamiętam ojca, który rano wyszedł i sami z mamą siedzieliśmy w domu. Wieczorem wrócił.

Pamiętam skota stojącego na pętli autobusowej w małej mieścince na granicy dawnego województwa warszawskiego. Zdziwiony byłem, po co tam taki wóz bojowy.

Pamiętam zamkniętą ulicę Racławicką pomiędzy dawną Komarowa (dziś Wołoska), a Żwirki i Wigury, tylko ludzie o specjalnych przepustkach mogli tam przejeżdżać, czyżby obawa o milicyjny klub sportowy Gwardia, którego stadion tam się mieści ?

Pamiętam też ten ciężki czas, jeśli coś można było kupić, to tylko w pewexach (przedsiębiorstwo wewnętrznego eksportu) czy też Baltona ze słynnym marynarzem, ale tam mogli robić zakupy tylko ci, co mieli twardą walutę, ewentualnie bony towarowe.

Pamiętam pierwsze wybory, gdzie choć w części można było decydować o tym, kogo chce się na posła. Słynny OKP i fascynacja solidarnością.

Pamiętam dyskusję telewizyjną pomiędzy Wałęsą i Miodowiczem – ówczesnym szefem OPZZ i późniejsze zebrania okrągłego stołu.

W tym dziesięcioleciu skończyłem dwie szkoły a rozpocząłem trzy.

W tym dziesięcioleciu straciłem drugą babcię, pożegnałem mojego chrzestnego.

Następne dziesięciolecie – lata 90-te, jakże inne studia praca …

I znowu pożegnania osób mi bliskich

Co tu można pamiętać ? Beztroskie życie studenta, a później pracę po nocach. Fascynację giełdą. Coraz większe zmęczenie polityką i coraz większa niechęć.

Pamiętam Stana Tyminskiego i jego czarną teczkę

Pamiętam Jacka Kuronia i jego słynny termos, część osób znajomych twierdziła, że tam zamiast kawy miał alkohol.

Pamiętam, pamiętam, pamiętam – ale w tym przypadku dużo osób też pamięta już te czasy.

W tym dziesięcioleciu wkopano mnie w bycie ojcem chrzestnym – okazało się, że nie można odmówić jak proszą rodzice.

Pamiętam wyjazd do Australii i w zasadzie pierwszy ruch w innym kierunku

Pamiętam miłość, która przeminęła i bolące rozstanie.

No i najnowsze dziesięciolecie

Znowu odchodzą ludzie …

Ale to już w zasadzie współczesność.

Moje pojawienie się na jednym z portali [chodzi o Gejowo], poznanie fajnych osób i jednej osóbki [czyli pana P] … ale to już zupełnie inna historia.


[…] moje przypisy

 

Read Full Post »

Tekst z 18 czerwca 2004 roku.

Pepeka

Czyli Prawdziwa Polska Katoliczka.


W swoim blogu Hebius opisuje wizytę Prawdziwej Polskiej Katoliczki.

Poniżej zamieszczam opis mojego spotkania z Prawdziwą Polską Katoliczką, które miało miejsce parę miesięcy temu:

– Weźcie, weźcie, i jeszcze to. Podajcie dalej. Weźcie więcej – zwraca się do grupki młodych chłopaków kobieta w średnim wieku z biało-czerwoną chorągiewką w ręku.

– Niech pani weźmie więcej. Rozda je Pani. No niech Pani trzyma – te słowa kobieta z chorągiewką kieruje do siedzącej obok emerytki. Emerytka, zajęta czytaniem jednej z rozdawanych ulotek, rozkojarzonym wzrokiem patrzy na patriotkę. Odmawiająco potrząsa głową, mówi, że najpierw musi przeczytać to co już ma w ręku.

Na ulotce złowrogo stylizowana menora zdaje się puszczać z dymem kontur Polski.

– A na odwrocie przeczytajcie co z Polską zrobią masoni! – pokrzykuje kobieta z chorągiewką.

Pasażerowie zgromadzeni w autobusie – warszawskim zwyczajem nie okazując głębszych emocji ani zainteresowania – patrzą przez okna na szare ulice.

Emerytka kończy czytać ulotkę i oddaje ją zaskoczonej patriotce: „Proszę, ja tego nie chcę”.

– No co Pani?! Niech Pani weźmie. Przekaże innym. – nie ustępuje chorągiew.

– Nie, to jest nawoływanie do nienawiści.

Uwaga emerytki wywołuje furię patriotki: „A to stara Żydówa!” woła na cały autobus.

Emerytka wykonuje minimalny ruch dłonią mogący wyrażać zarówno lekceważenie jak i niemożność znalezienia właściwego sposobu reakcji na atak.

Nie wytrzymuję popisów patriotki, jej świdrującego w uszach głosu.

– Ale dała Pani popis kultury godny prawdziwej Polki. – rzucam przez ramię.

– A ty gnoju czego wtrącasz się. Popatrz co Żydzi z Polską wyprawiają.”

– Nie jesteśmy na „ty” – zauważam.

– Nie pouczaj mnie żydowski gnoju – uparcie drąży temat.

Wzruszam ramionami nie widząc celu w dyskusji z wariatką.

Dwie lub trzy osoby z dyskretnym zdziwieniem przez chwilę przejawia zainteresowanie incydentem, reszta zajęta własnymi sprawami pogrąża się w myślach niedostępnych postronnemu obserwatorowi.

 

Read Full Post »

Tekst z 6 czerwca 2004 roku.

De fumo in flammam

Czyli: „Z dymu w ogień” lub „Z deszczu pod rynnę”.

Wczoraj stoję sobie na przystanku tramwajowym, a tam – jak to bywa w sobotni wieczór – grupka zalanych chłopaków. Wrzeszczą, bekają, klną, pierdzą, rechoczą, wskakują na tory, puszczają pawie, drą mordy, śpiewają sprośne przyśpiewki, o swoich dziewuchach mawiają „szmaty” i wykonują przy tym dwuznaczne ruchy. O dziwo nie wyglądają bynajmniej na dresów czy kibiców; nie, nie, wygląd mają bardzo cywilizowany, mógłbym się założyć, że to studenci.

Nadjechał tramwaj. Bezmyślnie wsiadłem do tego samego wagonu co oni. A w zasadzie to oni wsiedli do tego samego wagonu co ja. Jeden powie „beee” a wszyscy ryją ze śmiechu, drugi powie „meee” a inni zrywają boki i radościom nie ma końca. I głośniej, i głośniej, i rechot i wrzask. I coraz bardziej się nakręcają i ośmielają swoim towarzystwem. Mówię sobie: na następnym przystanku przejdę do drugiego wagonu. Jak postanowiłem tak też zrobiłem.

Wchodzę do drugiego wagonu, drzwi się za mną zatrzaskują. Najpierw poczułem podejrzaną woń oparów przetrawionego alkoholu zmieszanego z potem oraz innymi cielesnymi wyziewami. Patrzę a tu trzy razy większa grupa naprutych w trzy dupy studentów. Ci już przechodzili samych siebie. Od samego zgiełku robiło się niedobrze, o treści tego zgiełku nawet nie wspominając. Były nawet wyjątkowo obleśne sceny symulowanego seksu z kasownikiem. Dopiero na Placu Konstytucji zrobiło się ciszej, bo wsiadła tam grupa wyrośniętych dresów wyglądających na płatnych morderców z Pruszkowa lub Zielonki. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwrzeszczani studenci otrzeźwieli i zamknęli japy.

A ja się zastanawiałem: jak zachowanie tej heteroseksualnej młodzieży ma się do niby potencjalnie niemoralnego, obraźliwego i agresywnego zachowania uczestników Parady Równości. Szkoda że Kaczyński nie jeździ nocą tramwajami.

Przez rok tekst nic nie stracił na aktualności.

 

Read Full Post »

Procesje i te sprawy. Wszyscy świętują, manifestują swoją katolicką przynależność.

Pewnie i tak nikt by tu dziś nie zajrzał, więc nie będzie nawet cytatu.

   

Read Full Post »

Upał od samego rana.

Przed śniadaniem wyskoczyłem szybko na cmentarz podlać pelargonie. Przy okazji zrobiłem zakupy – brat chciał żebym przywiózł mu kilka rzeczy z miasta – w wiejskich sklepikach wszystko jest cholernie drogie.

Za chwilę kąpiel, pakuję się i wybywam na wieś do rodziców.

Wracam najprawdopodobniej dopiero w poniedziałek. Jak babka posiedzi przez kilka dni sama w mieszkaniu bardziej doceni fakt, że z nią mieszkam :P


 

„Całe to moje blogowe pisanie wydaje mi się głupim gęganiem. Równie dobrze można by wklejać znaczki albo nonsensowne ciągi przypadkowych liter. Lepiej oddać głos mądrzejszym. Pora więc na moje ulubione cytaty”

(Sojuz na własnym blogu)

 

Blogowa rozpiska na czas mojej nieobecności:


Czwartek – Boże Ciało.

Piątek     – wyimek z bloga Sojuza

Sobota    – wyimek z bloga Sojuza

Niedziela  – wyimek z bloga Palnika

 

Z ostatniej chwili:

Zaczyna boleć mnie głowa. A przez blogowanie chyba nie wyrobię się z kąpielą.

 

Read Full Post »

Older Posts »