Temperatura spadła do – 3°C. Zaniosłem do szewca zimowe buty. Najpierw prawy, żeby zszył pęknięcie przy palcach. Później lewy, żeby mógł na obu nalepić identyczne skórzane łatki, maskujące usterkę. Buty będą do odbioru w piątek. Śniegu na szczęście można się spodziewać dopiero za tydzień.
Posts Tagged ‘szewc’
Dzień tysiąc siedemset osiemnasty (środa)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged pogoda, prognoza, szewc on 28 listopada 2018| 10 Komentarzy »
Nad tytułem jeszcze się zastanowię
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged babka, buraczki z papryką, dialog, EEK, korekta (a), przetwory, R/ZT, szewc on 8 listopada 2005| 20 Komentarzy »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Po obiedzie wybrałem się wreszcie po buty od szewca.
W zakładzie oprócz majstra siedziała jakaś kobieta. W pierwszej chwili pomyślałem – klientka, ale nie, bo to ona właśnie zajęła się obsługą (więc pewnie żona).
– Po odbiór? – spytała.
– Tak.
– Pozna pan które?
Rozejrzałem się po półce. Sytuację miałem ułatwioną, bo oprócz moich pantofli stało na niej same czarne obuwie.
– Te brązowe.
– Łatka, szycie… Osiem złoty.
– Zapłaciłem już.
– Zenek – nie odhaczyłeś, że zapłacone.
– Widocznie zapomniałem – rzucił szewc nie podnosząc głowy znad swojej roboty.
Zabrałem buty, wyszedłem. Zza zamkniętych drzwi doleciały mnie jeszcze słowa faceta.
– Osiem złotych – nawet jeśli nie zapłacił, to sam się nie wzbogaci, a ja nie zbiednieję.
Wrrrr!!!!
Wieczorem pomogłem (jednak) babce przy zimowych przetworach – od samego rana przygotowywała buraczki z papryką, ale coś marnie szła jej ta robota. Pokroiłem paprykę i cebulkę, zagotowałem zalewę…
A teraz walczę z bólem głowy. I jest OK, bo przynajmniej o niczym innym nie myślę. Jest tylko „Cholera! Kiedy wreszcie przestanie ten łeb tak napierniczać!” i pragnienie jak najszybszego położenia się do łóżka.



