Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘przerwa’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

— Co dalej? — spytał szczur wodny po dłuższej pauzie.

— Nic. To już koniec — odparła makolągwa.

— Ale co się stało z młynarzem? — spytał szczur.

— Ach! Tego doprawdy nie wiem — odparła makolągwa — i nic a nic mnie to nie obchodzi.

— Już to widać, że współczucie nie leży w twojej naturze — zauważył szczur.

— Zdaje mi się, że wcale nie podchwyciłeś morału tej historii — odcięła się makolągwa.

— Czego? — zapiszczał szczur.

— Morału.

— Czy chcesz przez to powiedzieć, że w historii tej tkwi jakiś morał?

— Naturalnie — potwierdziła makolągwa.

— No wiesz— wybuchnął szczur tonem bardzo rozdrażnionym — w takim razie powinnaś mnie była o tym uprzedzić, zanim zaczęłaś opowiadać. Gdybyś to była zrobiła, nie byłbym się wcale przysłuchiwał, lecz z góry byłbym ci powiedział: „phi!” tak samo jak ów łysy krytyk w błękitnych okularach. Na szczęście mogę to jeszcze powiedzieć teraz. — I szczur najcieńszym swym głosem pisnął: „phi!” zakręcił ogonem i na powrót uciekł do swej dziury.

— Jakże ci się podobał szczur wodny? — zagadnęła kaczka, w parę minut później podpływając ku brzegowi. — Niewątpliwie posiada on pewne zalety, ale co do mnie, to mam tak silne instynkty macierzyńskie, że nie mogę się powstrzymać od łez na widok zatwardziałego starego kawalera.

— Mam wrażenie, że trochę się obraził — odparła makolągwa. — Chodzi o to, że opowiedziałam mu historię z morałem.

— Ach! To zawsze jest niebezpieczne — rzekła kaczka.

Zgadzam się z nią w zupełności.

KONIEC

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    Jakże szalała burza! Noc była taka ciemna, że mały Hans zaledwie mógł rozeznać drogę, a wiatr dął tak silny, że trudno było utrzymać się na nogach. Mężnie jednak szedł naprzód, a po trzygodzinnym borykaniu się z wiatrem i burzą stanął u drzwi doktora i zapukał.

„Kto tam?” — zawołał doktor wysuwając głowę przez okno.

„Mały Hans, panie doktorze.”

„Czegoż ty chcesz, mały Hansie?”

„Synek młynarza spadł z drabiny i mocno się potłukł, więc młynarz prosi, by pan doktor zaraz do niego przybył.”

„Dobrze!” — odparł doktor polecając osiodłać konia i podać sobie grube obuwie. Po chwili z latarnią w ręku zszedł ze schodów i pojechał w kierunku młyna, mały Hans zaś biegł za nim, wśród ciemności.

Burza jednak wzmagała się z każdą chwilą, a deszcz lał strumieniami, tak że biedny mały Hans nie widział już, dokąd idzie, i nie mógł zdążyć za koniem. Wreszcie zupełnie zgubił drogę i zabłąkał się wśród trzęsawiska bardzo zdradliwego, pełnego głębokich dołów, gdzie też biedak utonął. Zwłoki jego zostały nazajutrz znalezione przez kilku pastuchów, którzy zobaczywszy, że coś pływa po czarnej kałuży, podeszli bliżej i, poznawszy biednego Hansa, martwe jego ciało zanieśli do chałupki w ogrodzie.

Mały Hans był ogólnie lubiany, toteż tłumy ludzi odprowadziły go na cmentarz, a na czele orszaku żałobnego kroczył młynarz.

„Byłem najlepszym jego przyjacielem —mówił młynarz — słusznie więc, bym miał najprzedniejsze miejsce w pochodzie.” Szedł więc na czele orszaku w długim, czarnym płaszczu, od czasu do czasu wycierając sobie oczy dużą jaskrawą chustką.

„To wielka strata dla wszystkich, że mały Hans nie żyje” – powiedział kowal wiejski, gdy po pogrzebie cała gromada wygodnie rozsiadła się w karczmie, gorącym winem zapijając słodkie pierniki.

„Wielka strata dla mnie w każdym razie — odparł młynarz. — Miałem bowiem odstąpić mu starą taczkę, a teraz nie wiem doprawdy, co z nią począć. W domu mi tylko zawadza, a tak jest zepsuta, że nikomu nie mógłbym jej odprzedać. W przyszłości nigdy już nie będę nikomu robił podarków. Człowiek tylko cierpi z powodu swej wspaniałomyślności.”

CDN.

* * *

Zniecierpliwionych uspokajam – został jeszcze tylko jeden odcinek :P

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    Biedny mały Hans bał się cokolwiek powiedzieć i następnego dnia wczesnym rankiem młynarz stał już przed jego chałupą z dużym stadem owiec, z którym Hans niebawem ruszył w góry. Strawił cały dzień na wypędzaniu owiec na paszę i zapędzaniu ich na powrót do obory, a gdy wieczorem wrócił do swojej izdebki, był tak znużony, że zasnął na krześle i zbudził się dopiero nad ranem.

„Śliczną będę dziś miał pogodę” — rzekł do siebie, szybko zabierając się do roboty w ogrodzie.

Wszelako nigdy już nie miał czasu zająć się naprawdę kwiatami, gdyż jego przyjaciel młynarz co dnia wysyłał go za swymi sprawami do miasta lub posługiwał się nim przy młynie. Biedny Hans był chwilami bardzo strapiony i obawiał się, czy jego kochane kwiaty nie pomyślą, że o nich zapomniał, pocieszał się tylko tym, że młynarz jest jednak najlepszym jego przyjacielem. „Poza tym— powtarzał sobie — daje mi taczkę, a to już dowodzi czystej wspaniałomyślności,” Tak więc mały Hans dalej pracował dla młynarza, a młynarz wygłaszał rozmaite piękne zdania o przyjaźni, które Hans notował w notatniku i odczytywał wieczorem, będąc bardzo obowiązkowym uczniem.

Pewnego wieczora zdarzyło się, że mały Hans siedział właśnie przed kominkiem, na którym płonęły drzazgi, gdy za drzwiami rozległo się głośne pukanie. Noc była bardzo burzliwa, a wiatr tak świszczał i wył straszliwie, że w pierwszej chwili Hans pomyślał, iż to wiatr tak trzaska drzwiami. Niebawem jednak pukanie ozwało się po raz drugi i trzeci, silniejsze niż poprzednio. „Zapewne jakiś biedny podróżny” — szepnął mały Hans biegnąc ku drzwiom. Otworzywszy je, ujrzał młynarza z latarnią w jednej, a dużą laską w drugiej ręce.

„Mój drogi Hansie — zawołał młynarz — jestem w wielkim kłopocie. Mój najmłodszy syn spadł z drabiny i potłukł się tak mocno, że muszę wezwać lekarza. Ale on mieszka daleko, przy tym noc taka okropna; i właśnie mi przyszło do głowy, że lepiej będzie, jeśli ty pójdziesz zamiast mnie. Wiesz przecie, że ci oddam taczkę, więc jest rzeczą słuszną, byś się w jakikolwiek sposób odwzajemnił.”

„Ależ tak! — żywo potwierdził Janek. — Prawdziwy to zaszczyt, że się z tym do mnie zwracasz; natychmiast ruszam w drogę. Tylko musicie mi pożyczyć swej latarni, bo noc jest tak ciemna, że mógłbym wpaść do rowu.”

„Bardzo mi przykro — odparł młynarz — ale ta jest nowa latarnia, i wielka byłaby szkoda, gdyby się zepsuła.”

„W takim razie obejdę się bez niej” — rzekł mały Hans i włożywszy duży kożuch i ciepłą szkarłatną czapkę, obwiązał szyję ciepłym szalem i ruszył w drogę.

CDN.

* * *

A w wirtualnym świecie pewnie zaczynają już o mnie powoli zapominać. :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    Nazajutrz wczesnym rankiem młynarz przybiegł, by odebrać pieniądze za wór mąki, ale mały Hans był tak zmęczony, że leżał jeszcze w łóżku.

„Prawdziwy z ciebie leniuch! — zawołał młynarz — Mając zamiar obdarzyć cię taczką, sądziłem istotnie, że energiczniej umiesz pracować. Lenistwo jest wielkim grzechem, i stanowczo nie chciałbym, aby którykolwiek z mych przyjaciół wałkonił się i gnuśniał. Nie powinno cię dziwić, że mówię z tobą tak otwarcie. Nie przyszłoby mi do głowy postępować w ten sposób, gdybym nie był twym przyjacielem. Ale jakaż byłaby korzyść z przyjaźni, gdyby nie można było mówić otwarcie, co się myśli? Każdy może prawić komplementy i schlebiać, i starać się przypodobać, ale prawdziwy przyjaciel zawsze mówi nieprzyjemne prawdy i nie waha się sprawić przykrości. I jeśli jest prawdziwie szczerym przyjacielem, to woli nawet tak postępować wiedząc, że wówczas postępuje dobrze.”

„Bardzo mi przykro — usprawiedliwiał się mały Hans przecierając oczy i zrywając z głowy szlafmycę — ale byłem ogromnie znużony, więc postanowiłem poleżeć dziś trochę dłużej w łóżku i słuchać śpiewu ptaków. Czy wiecie, że ilekroć słucham śpiewu ptaków, lepiej następnie pracuję?”

„Bardzo mnie to cieszy — szybko odparł młynarz klepiąc małego Hansa po ramieniu — bo właśnie chcę cię zabrać z sobą, skoro tylko się ubierzesz, abyś mi naprawił dziurę w dachu.”

Biednemu Hansowi bardzo było spieszno do roboty w ogrodzie, gdyż kwiaty już od dwóch dni nie były podlane, nie śmiał jednak odmówić młynarzowi — tak dobremu swemu przyjacielowi.

„A czy uważalibyście za nieuprzejmość, gdybym odpowiedział, że jestem dziś ogromnie zajęty?” — badał cicho i nieśmiało.

„Oczywiście — odparł młynarz. — Sądzę, że niewiele chyba żądam od ciebie wobec tego, że zamierzam ci odstąpić taczkę, ale skoro odmawiasz, to zaraz stąd odejdę i sam naprawię dziurę w dachu.”

„Ach! przenigdy!” — zawołał mały Hansi wyskoczywszy z łóżka, śpiesznie się ubrał i poszedł do stodoły młynarza. Pracował cały dzień aż do zachodu słońca, a wtedy przyszedł doń młynarz, by zobaczyć, jak mu idzie robota.

„I cóż, Hans, czy dach już naprawiony?” — spytał przyjaźnie.

„Tak, właśnie skończyłem” — odparł mały Hans schodząc na dół po drabinie.

„Ach! — rzekł młynarz — żadna praca nie daje tyle zadowolenia, jak ta, którą spełniamy dla innych.”

„To prawdziwa rozkosz słuchać, jak tak ładnie mówicie.— odparł mały Hans siadając i ocierając pot spływający mu strugami z czoła — ogromna rozkosz. Ale obawiam się, że ja nigdy nie będę miał tak pięknych myśli,”

„Ach! nabędziesz je z czasem — uspokajał młynarz, — Tylko oczywiście, musisz sobie zadawać więcej trudu niż dotychczas. Teraz uczysz się dopiero praktycznej strony przyjaźni, kiedyś przyswoisz sobie także teorię.”

„Czy naprawdę sądzicie, że ją sobie kiedyś przyswoję?” — zapytał mały Hans.

„Bez wątpienia! — potwierdził młynarz. — Ale teraz, skoro już dach naprawiony, najlepiej będzie, gdy pójdziesz do domu i wypoczniesz. Jutro bowiem, wczesnym rankiem musisz mi wygnać owce na pastwisko.”

CDN.

* * *

Zapewne tęsknie już za dostępem do Internetu, czy też raczej – za ludźmi, z którymi mam kontakt via sieć.

Tak a propos jednej z mądrości wygłaszanych przez młynarza – Pytałem Palnika, czy nie wydurniam się za bardzo z tym Oscarem Wilde’em. Stwierdził, że nie :P

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    Nazajutrz zajęty był przywiązywaniem opadających pędów bluszczu nad bramą, gdy usłyszał głos młynarza, który go wołał po imieniu. Zbiegł więc szybko z drabiny i przez parkan wyjrzał na ulicę. Istotnie zobaczył młynarza, dźwigającego na plecach ogromny wór mąki.

„Mój drogi Hansie — rzekł młynarz — czy nie zechciałbyś zanieść dla mnie ten worek mąki na targ?”

„Och, bardzo mi przykro — począł Hans — ale doprawdy jestem dziś ogromnie zajęty w ogrodzie. Muszę umocować wszystkie pnącze i podlać kwiaty, i skosić trawę.”

„No wiesz — odparł młynarz — myślę, że skoro dostajesz ode mnie taczkę, nieuprzejmie to z twojej strony odmawiać mi drobnej przysługi.”

„Ach, nie mówcie tak! — zawołał mały Hans. — Ja dla wszystkich pragnąłbym być uprzejmy.” I chwyciwszy czapkę, wziął na ramiona ciężki wór i powlókł się z nim w stronę miasta.

Dzień był bardzo skwarny, a droga tak pełna kurzu, że zanim Hans przebył sześć mil, uczuł się strasznie znużony i musiał usiąść i wypoczywać. Przezwyciężył się jednak i ostatecznie dotarł do miasta. Sprzedawszy mąkę po bardzo dobrej cenie, spiesznie wracał do domu, gdyż obawiał się, że w nocy mogliby go napaść rabusie.

„Ciężki miałem dzień — mówił do siebie Hans udając się na spoczynek. — Jestem jednak zadowolony, że nie odmówiłem młynarzowi, który jest przecież najlepszym moim przyjacielem, a oprócz tego darował mi jeszcze taczkę.”

CDN.

* * *

Zaczynają mi się wyczerpywać pomysły na te króciutkie notki.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    „Doprawdy, to bardzo wspaniałomyślnie z twojej strony! — wykrzyknął Hans, a jego krągła, pogodna twarz zapłonęła radością. — Ja z łatwością naprawię tę taczkę, bo właśnie mam w domu sporą deskę.”

„Sporą deskę! — zawołał młynarz — właśnie tego mi potrzeba do naprawy dachu na stodole. Ogromna się w nim zrobiła dziura, i zboże całkiem mi zamoknie, jeśli jej nie naprawię. Jak to dobrze, że mi o tym przypomniałeś! Dziwne zaiste, jak jeden dobry czyn natychmiast wywołuje drugi. Ja ci dałem taczkę, a ty zaraz obdarzasz mnie deską. Wprawdzie taczka znacznie większą ma wartość niż deska, lecz prawdziwa przyjaźń nie zważa na takie drobnostki. Proszę cię, daj mi zaraz tę deskę, a jeszcze dziś zabiorę się do roboty.”

„W tej chwili!” — wykrzyknął Hans, natychmiast biegnąc po deskę.

„Niezbyt wielka ta twoja deska — rzekł młynarz obejrzawszy ją — i zdaje mi się, że po naprawieniu dziury w moim dachu nic chyba nie zostanie do naprawy taczki, ale przyznasz, że to już nie moja wina. A teraz, skoro ja ci przyrzekłem taczkę, sądzę, że w zamian ty mi dasz trochę kwiatów. Oto kosz, i sądzę, że mi go napełnisz.”

„Mam go napełnić?” — spytał mały Hans mocno zakłopotany. Kosz bowiem był bardzo duży, i biedny Hans wiedział, że jeśli go napełni, nie będzie już miał żadnych kwiatów do sprzedania, a tak bardzo pragnął odzyskać swe srebrne guziki.

„Oczywiście! — odparł młynarz. — Przyznasz przecie, że za taczkę mogę chyba żądać od ciebie trochę kwiatów. Może się mylę, ale, moim zdaniem, przyjaźń winna być wolna od wszelkiego egoizmu.”

„Mój drogi przyjacielu! — wybuchnął mały Hans. — Możesz wziąć wszystkie kwiaty, jakie tylko mam. Twoje zdanie o mnie stokroć jest cenniejsze niż srebrne guziki.”

I co prędzej pobiegł w głąb ogrodu, zerwał wszystkie pierwiosnki i napełnił nimi kosz młynarza.

„Do widzenia, Hans!” — żegnał go młynarz odchodząc w stronę wzgórza z deską na ramieniu i dużym koszem kwiatów w ręku.

„Do widzenia!” — odparł mały Hans, żwawo zabierając się znów do roboty, tak był uradowany taczką.

CDN.

* * *

Ciekawe czy ktoś to czyta.

A co najważniejsze – czy komuś brakuję mojej obecności w sieci.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    — Czy to już koniec historii? — spytał szczur.

— Skądże! — oburzyła się makolągwa — to dopiero początek.

— W takim razie jesteś bardzo zacofana — rzekł szczur. — Każdy dobry nowelista zaczyna teraz swoje opowiadanie od końca, doprowadza je do początku, a zakańcza w środku. Tak nakazuje nowa metoda. Słyszałem o niej niedawno od pewnego krytyka, który przechadzał się z jednym młodzieńcem dokoła stawu, rozmawiając o tej kwestii. Jestem przekonany, że miał słuszność, nosił bowiem błękitne okulary i miał dużą łysinę, a ilekroć młodzieniec robił jakąś uwagę, krytyk odpowiadał: „phi”! Ale proszę, opowiadaj dalej swą historię. Niezmiernie mi się podoba ten młynarz. Ja sam posiadam mnóstwo pięknych przymiotów i dlatego tak wielką dla niego odczuwam sympatię.

— Tak więc — rzekła makolągwa przestępując z nóżki na nóżkę — skoro tylko zima minęła i pierwiosnki zaczęły otwierać swe blade gwiazdki, młynarz oznajmił swej żonie, że pójdzie odwiedzić małego Hansa.

„Jakie ty masz dobre serce! — wykrzyknęła żona. — Ustawicznie myślisz tylko o drugich. A nie zapomnij zabrać z sobą dużego kosza na kwiaty.”

Młynarz umocował skrzydła wiatraka grubym łańcuchem żelaznym i wyszedł z domu z dużym koszem w ręku.

„Dzień dobry, mały Hansie!” — przywitał młynarz przyjaciela.

„Dzień dobry” — odparł Hans, oparł się na łopacie i uśmiechnął radośnie od ucha do ucha.

„I jakże ci się wiodło przez zimę?” — spytał młynarz.

„Jak to ładnie z twojej strony, że pytasz— wykrzyknął Hans — doprawdy bardzo ładnie!. Niestety, dosyć źle mi się wiodło, ale na szczęście nadeszła już wiosna, jestem znów wesół i wszystkie moje kwiaty dobrze się rozwijają.”

„Często o tobie mówiliśmy tej zimy — powiedział młynarz — i zastanawialiśmy się, jak sobie dajesz radę.”

„To bardzo uprzejmie z waszej strony — rzekł Hans — obawiałem się bowiem, żeście o mnie zapomnieli.”

„Hans, jestem zdumiony! — zawołał młynarz — Przyjaźń nie zna zapomnienia. To właśnie stanowi największy jej urok. Ale boję się, czy ty w ogóle rozumiesz poezję życia. Ale, ale, jakie masz śliczne pierwiosnki!”

„Naprawdę są bardzo ładne, i szczęście dla mnie, że tyle ich zakwitło — odparł Hans. — Właśnie zamierzam je zerwać i sprzedać w mieście córce burmistrza, a za te pieniądze odkupię taczkę.”

„Odkupisz taczkę? Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że ją sprzedałeś? Byłoby to wielkim głupstwem z twej strony!”

„Tak — przyznał Hans — byłem jednak zmuszony to uczynić. Bo wiecie, zima ta była dla mnie bardzo ciężka i nie miałem za co kupić kęsa chleba. Więc naprzód sprzedałem srebrne guziki od mej odświętnej kapoty, następnie srebrny łańcuszek, później dużą fajką, a wreszcie zmuszony byłem sprzedać taczkę. Ale teraz wszystko to odkupię z powrotem.”

„Słuchaj, Hans — rzekł młynarz — ja ci odstąpię moją taczkę. Wprawdzie w niezbyt dobrym jest stanie, jedna strona całkiem odpadła i kółka także połamane, ale mimo tego ofiaruję ci ją. Wiem, że to z mej strony bardzo wspaniałomyślnie i niejeden będzie mnie z tego powodu uważał za głupca, ale ja nie jestem jak inni ludzie. Moim zdaniem, wspaniałomyślność jest istotą przyjaźni, zresztą dla siebie kupiłem już nową taczkę. Tak, możesz być co do tego całkiem spokojny — dostaniesz moją taczkę.”

CDN.

* * *

Podoba Wam się, Moi Drodzy Czytelnicy, to opowiadanie?

I czy wspominałem już, że ta „powieść w odcinkach” wynika z mojej obawy? Z obawy, że odzwyczaiwszy się od codziennego (czy też – regularnego) zaglądania na mój blog, w czasie mojej nieobecności wywołanej wakacyjną wizytą kuzynów, zaniechacie całkowicie odwiedzin po moim powrocie do sieci.

W zasadzie piszę dla siebie, ale miło mieć świadomość, że czyta moje teksty ktoś oprócz zobowiązanych (zobowiązanych przez sam fakt znajomości) znajomych.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij