IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Antonita Rozkraczona, półleżąc na barłogu obciągała na sobie spódnicę, aby zasłonić grube uda, całe w żylakach i posiniaczone.
Moje spotkanie z Eduardem Mendozą nieubłaganie zbliża się do końca. Jeszcze tylko osiemdziesiąt stron „Lekkiej komedii”. Powieści coraz bardziej przypominającej mi „Oliwkowy labirynt”.
* * *
Dzień upłynął pod znakiem prania.
Do obiadu robię za niewykwalifikowaną siłę roboczą – wykręcam, nosze na strych, wieszam do suszenia pościel i inne drobiazgi.
– Może zamiast odkładać na remont kuchni kupimy pralkę automatyczną? – zasugerowałem stając w drzwiach łazienki.
– Przez całe życie prałam ręcznie.
– Ale po co się tak męczyć?
– Przynajmniej mam zajecie i trochę ruchu.
Szkoda słów.
Wiem, że tylko ze względu na moją obecność w domu babka włączyła dziś wiekową (ale nie wysłużoną) Franię.



