– Chudniesz w oczach! – mówi Maja, którą spotykam na korytarzu¹.
– W ochach? Szkoda że nie w dupie – odpowiadam.
A w każdym razie mógłbym odpowiedzieć, gdybym nie był, kim jestem.
– A gdzie… – neguję bez przekonania. – Nic nie chudnę.
Co w sumie nie jest prawdą. Faktycznie lekko schudłem, ale wiem to tylko dzięki stawaniu na wadze, bo po mnie tego nie widać. Przynajmniej sam w ogóle tego nie zauważam.
+
– Bez krojenia! – krzyczę widząc, że sprzedawczyni zbliża się z połówką mojego wieloziarnistego razowca do krajalnicy (cały bochenek za 6,00 zł sztuka).
– Racja! Pan zawsze bierze niekrojony! – reflektuje się sklepowa.
+
W zieleniaku ogórki są po osiem złotych, ale w Gamie (d. Nemezja) mają tańsze w promocji (4,79 zł/kg) i zestawy do kiszenia (w pęczku koper, główka czosnku, liść chrzanu z kawałkiem korzenia) po 4,99 zł sztuka.
Skusiłem się.
Po zakupach dzwonię na wieś.
– Dzisiaj to ja będę do mamy wydzwaniał przez cały dzień – żartuję². – W niczym nie przeszkodziłem?
– Nie. Właśnie obiad skończyłam robić.
– To tak szybko – ile łyżek soli sypie mama na litr wody? Bo kupiłem ogórki i chcę nastawić na małosolne.
– Ja sypię trzy, ale moje łyżki są malutkie.
– Trzy te do zupy?
– Tak. Babcia sypała jedną, bo te jej³ są ogromne.
– I tak mi się zdawało, że sypała tylko jedną.
______
¹ Schodzi właśnie ze strychu, a ja akurat zamykam drzwi na środkowy zamek przed wyjściem na zakupy.
² Wczoraj mama dzwoniła do mnie chyba ze trzy razy (mimo normalnie przegadanego kwadransa o dziesiątej).
³ Made in USSR.




Ja daje 1 łyżkę stołową na 1 litr wody
Też tak zrobiłem.
I normalnie (gdybym korzystał z tego, co urosło na własnej działce) dałbym więcej kopru. W pęku był tylko jeden badyl z baldachimem, więc tyle musiało wystarczyć (na dwa kilo ogórków).
Jak kobieta mówi że chudniesz to nie wypada się spierać 😉 Najwyraźniej spacery wychodzą Ci na dobre 😉
Nie jestem przekonany. „Chudniesz w oczach” to właściwie samo, co „Marniejesz w oczach”. Inne (delikatniejsze) słowa, treść identyczna.
Tak, ale nie powiesz że ktoś marnieje o kimś kto jest gruby. 😉
Nie, raczej nie. Ale co to ma do rzeczy?
Ja daję płaską łyżkę na litrowy słoik, z tym że ja nie gotuję wody na zalewę a zalewam źródlaną bezpośrednio po ułożeniu ogórków w słoiku, wcześniej sypiąc sól.
Małosolne robię w garnku. Mam nawet kamionkowy, ale dla dwóch kilogramów nie było warto fatygować się po ceramikę do piwnicy.
no nieeeee a już się prawie nabrałam z tą dupą ! ale nie miałeś odwagi no kurde bele ….
Ciekawe te łyżki że jedna mieści jedną łyżkę a w drugiej się mieszczą aż trzy …
To nie brak odwagi, tylko nie mój styl :D
a mogło być tak ciekawie obserwując minę sąsiadki …
Rozmawialiśmy w ruchu – ona schodziła po schodach, jak wychodziłem z mieszkania i zamykałem drzwi – nie było warunków na jakąkolwiek obserwację.
a to faktycznie nie warto było szokować :D
przy okazji … masz Pan już wstęp do relacji urlopowej
Zaraz zajrzę i przeczytam.
W moim rodzinnym domu też są duże łyżki do zupy, całkiem inne od tych płaskich :-) ja jestem przyzwyczajona, ale „obcy” się dziwią :-)
Dla równowagi łyżeczki do cukru u mamy są jakieś ogromne, szerokie strasznie :D
Takie, jak małe szufelki? Nie lubię ich :-)
Też za nimi nie przepadam.
Zazdroszczę tych zgubionych kg. :)))
Nie ma czego.
Czytam tę Twoją wersję miniatur Modesta Pietrowicza Musorgskiego i myślę sobie, że ciekawym zabiegiem jest, by w miejsce finałowej, monumentalnej „Wielkiej Bramy Kijowskiej” wstawić „Podkiszanie ogóra małosolnego”.
My tu w Polsce nie słuchamy rosyjskiej muzyki, bo to niemoralne, nieetyczne i świadczy o popieraniu reżimu Putina i jego agresji na Ukrainę :P
Tak 🙄
Ale to wersja w interpretacji czystej krwi Anglików ;-), oni sami sobie teksty ułożyli.
Nieistotne. Tołstoj oglądany w amerykańskiej ekranizacji jest równie dużym złem, jak lektura którejkolwiek jego powieści w oryginale.
🤣😂😂🤣🤣
No co? Przytaknąć powinnaś!
Ale racja, ty nadal ruskie kryminały czytasz, ku chwale Putina i jego reżimu! :D
Bardzo dobrze, dwie mniejsze, albo jedną dużą. Kupując w dużych sklepach zwracaj uwagę, by koniec ogórka był biały. Te bardzo zielone gonione na nawozach.
Warzywa przeważnie kupuję w pobliskim zieleniaku.
Z tym, to też różnie bywa, bo większość kupców zaopatruje się w hurtowniach a ci z kolei biorą od plantatorów, którzy nawozów raczej nie żałują.
Wiadomo. Dlatego odkąd nie mam własnego ogrodu najchętniej bazuję na tym, co urośnie na grządkach mamy, czy u brata. Niestety w tym roku wiosna była zimna i sucha, a teraz noce są chłodne i mama sama ma ogórków tyle, co sobie do podjedzenia (brat tradycyjnie nastawił się na cukinie, a tej akurat nie lubię i wręcz się bronię przed chęcią Pawła do dzielenia się zbiorami).
Miło się wyobraża, jak wyjesz w stronę sklepowej z pianą na ustach: „Bez krojenia!”
Bez przesady. Wyobraźnia cię ponosi :)