IMPORT Z ONETU
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Jestem jakiś taki… Chyba bierze się do mnie przeziębienie, czy inna grypa. A na dodatek…
Czegoś szukałem w sieci i trafiłem zupełnie nieoczekiwanie na stronę poświęconą Tomaszowi Beksińskiemu. Stronę z jego pożegnalnym (jak się później okazało) felietonem z magazynu „Tylko Rock”. Z dwiema audycjami, ostatnią i z „Nocą z Lacrimosą” (właśnie pracowicie ściągam sobie kolejne plik mp3). I to jest takie… przygnębiające.
Nie żebym był kiedykolwiek jakimś wielkim fanem (o ile można w odniesieniu do ludzi radia używać takich określeń) Beksińskiego, ale lubiłem jego głos. Pamiętam jedną z audycji poświęconych grupie „Joy Division” (słuchaną z kaset na magnetofonie Kasprzak) i płytę kupioną wkrótce potem.
Powracają dawne pytania o sens życia i śmierci.
Wtedy nie znałem na nie odpowiedzi – dziś je znam.
Wciąż nie wiem po co żyję. Mam tylko nadzieję, że umrę szybko.
Jakże inaczej te słowa wypowiadane przez Beksińskiego brzmią teraz.
Gdy człowiek już nie żyje.
Gdy pomógł w dopełnieniu się swoim nadziejom.
Zaduszki u mnie zaczęły się dopiero dzisiaj.
A babka siedzi przed telewizorem pasjonując się wyborami w USA.



