IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Zastanawiam się nad wypowiedzią Sojuza zamieszczoną wczoraj na HP:
Niektórzy mają tendencję do nadmiernej „wylewności” nawet w stosunku do osób, których tak naprawdę nie znają. Stwarzają tym samym atmosferę „pozornej przyjaźni” czy „pozornej zażyłości”. Inaczej mówią, czasami w relacjach między osobami, które niewiele łączy pojawiają się powierzchowne, pozorne przejawy przyjaźni czy zażyłości. Nie oceniam tego, każdy ma inny charakter i temperament, osobiście raczej nie należę do wylewnych osób (eufemizm!). Dojrzały człowiek powinien zdawać sobie sprawę z „pozorności” i „powierzchowności” nie ugruntowanych relacji i podchodzić do nich z pewnym dystansem.
Zastanawiam się, to może niewłaściwie powiedziane. Zastanawiałem się nad moim stosunkiem do kilku poznanych w sieci osób i o tym, jak ci moi wirtualni znajomi podchodzą ze swojej strony do mojej skromnej osoby. Tekst Sojuza jak raz wstrzela się w te moje rozważania. Czy łączy mnie cokolwiek (oprócz tej jednej podstawowej wspólnej cechy, czyli preferencji seksualnych), z osobami poznanymi na Gejowie? OK, do większości kontaktów podchodzę z dystansem. Tak właściwie o powstaniu pewnej zażyłości może być mowa w stosunku do dwóch osób. Właśnie… Tylko czy przypadkiem nie biorę pozorów i swoich oczekiwań (pragnień) za coś istniejącego realnie? I co właściwie miałoby znaczyć określenie, że znajomość jest „zdrowa”? No jasny gwint! Tysiące pytań, żadnej odpowiedzi.
+
Próba rozmowy głosowe z Leno (przez nowo zainstalowany Skype) wykazała, że o ile niezobowiązujące klikanie na GG jakoś nam jeszcze wychodziło, to w kontakcie prawie bezpośrednim jakoś komunikacja zaczęła kuleć. Tak na dobrą sprawę ani on zna mnie, ani ja jego. Czy podobne skrępowanie i brak tematów powtórzy się w rozmowie z innymi netowymi znajomymi? Bosh… W co ja się ładuję!? Czy też raczej – w co już się władowałem? Ja? Jaki ja? Czy ten osobnik o egzotycznym nicku Hebius to naprawdę ja?



