IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Zleciał kolejny dzionek. Zastanawiam się jakim słowem mógłbym określić ten miniony piątek. Słoneczny? Nijaki? Wyglądałoby, że na coś czekam, tylko jeszcze nie wiadomo na co. W każdym razie oddaję się totalnemu lenistwu. Nawet SMS-ów wysłać mi się nie chciało. Czytam Kresa, siedzę przy kompie pogadując z Pinokiem, coś tam puszczam z odtwarzacza CD… Babka warczy, że nie chce iść do ogrodu. Tyle, że skoro wczoraj skopałem, co było do skopania, dziś brak dla mnie na działce konkretnego zajęcia. Dla babki właściwie też, więc namówiła jakichś facetów z Zieleni Miejskiej (czy jak to tam się teraz nazywa), żeby przycięli trochę gałęzie jabłonek zacieniających połowę działki. I mało brakowało, a wydłubałaby sobie oko ciągając później obcięte badyle. Na dworze upał, babka w grubym swetrze – wróciła do domu zmachana i mokra jak szczur. Od razu opieprzyłem bez najmniejszej litości, że nie dba o swoje zdrowie etc, chociaż wiem, że to rzucanie grochem o ścianę.
Czy mi się tylko zdaje, czy nuda na prawdę przebija z każdego zdania tego tekstu?



