IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Cóż… Ślub cywilny. Powiem tak – nie chciałbym. Nigdy. Nie podoba mi się ta ceremonia. Powinna być jakaś – dla chcących – uproszczona formuła – coś na zasadach podpisywania aktu notarialnego. Młodzi, świadkowie, przyszli do urzędu, podpisali papierki i cześć, po sprawie. Ale OK – mnie nic takiego nie czeka w przyszłości…
* * *
Rozmowa dzisiaj z babką:
– Teraz twoja kolejka. – rzuciła starsza pani (był brat z żoną, posiedzieli chwilę, poszli po obiedzie do autobusu i wtedy babkę tak naszło)
– Babciu, nie mam najmniejszego zamiaru żenić się.
– Bo ty za bardzo się liczysz, cenisz się za mocno… Jesteś ważny… Tobie dziewczyny nie ma.
Dałem sobie spokój, bo dyskutować na temat… walka z wiatrakami.
* * *
… więc nie ma co sobie głowy zawracać samym ceremoniałem. Tyle, że zauważyłem u rodziny bratowej… Fakt, może i kierownik USC nie miał zbyt reprezentacyjnego wyglądu, ale przecież to nie jest w sumie ważne. A były w czasie obiadu ostre przycinki i komentarze, które nie wydały mi się w najmniejszym stopniu zabawne.
– Ależ szczurek! Zamorek taki wysuszony – paplała rozbawiona siostra panny… ups, bratowej – Musiał mieć niezłe plecy, żeby załapać się na takie stanowisko. Nie, to aż wstyd, żeby taki facet….
– Gdybym miał kamerę – wpadł jej w słowa mąż – to bym od razu wyłączył. Bo to szkoda filować uroczystość z takim prowadzącym. A może specjalnie został gościu tak dobrany? Brzydsza pary młodych niż on, to już się w tym urzędzie nie trafi.
Dobra. Może i jestem zwyczajnie uczulony na żarty z cudzego wyglądu. Bo bym nie chciał, żeby ze mnie żartowano w ten sposób, więc… Ale lećmy dalej.
Przyjęcie weselne w restauracji ma swoje niewątpliwe plusy. Ale minusów – przynajmniej w moim odczuciu – też jest kilka.
1. Żarcie. Jakoś nie idzie mi picie czystej pod sałatkę z chińskiej kapusty czy papryki, a tego na stole było najwięcej (sałatki warzywno-śledziowej w ogóle nie ruszam).
2. Harmonogram. Jak podają ciasta, to dla mnie znak, że już koniec imprezy. Tymczasem siedzieliśmy przy stole jeszcze dobre sześć godzin po wniesieniu weselnego tortu. Tymczasem jeśli jem ciasto (a lubię, więc sobie nie żałuję jeśli mogę) to już gorzały nie ruszam. I to jest chyba prawdziwy i podstawowy powód tego, że wróciłem do domu prawie trzeźwy i w niedzielę nie miałem kaca :)
3. I braciszek trochę mnie zirytował. Jestem raczej człowiek małomówny, a tu jeszcze byłem uciszany.
– Ty uważaj na to, co gadasz – młodszy rzucił przez stół pod moim adresem w pewnym momencie. – Widzisz, że kelner chodzi obok. Ja mam znajomych, którzy pracują w tym fachu. Wiem, co mogą zrobić jeśli klient im się nie spodoba albo czymś podpadnie.
– Niby co? – warknąłem tylko – Jem przecież tylko to, co na stole już stoi.
Ale poczyniona uwaga odebrała mi chęć do dalszej konwersacji.
Read Full Post »