Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘2026.02.05’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Znajoma brata podesłała zdjęcia z sobotniego ślubu. Po pięć w mailu więc muszę ściągać przez stronę WWW – Opera jakoś nieszczególnie sobie radzi z wypasionymi załącznikami. Fotki nawet niezłe. Szczęściem jestem tylko na dwóch. I to w ujęciu z tyłu – widać tylko moje plecy :)
U babki przed południem znów damski sejmik. Chyba faktycznie jaki poniedziałek (rozpoczęty wizytą dwóch koleżanki) taki cały tydzień.
Miałem przed obiadem opłacić rachunki za październik. Okazało się – kasa mieszkaniówki czynna tylko do 14. Będzie trzeba zająć się sprawą jutro.
Zajrzałem do artykułu, który poleca u siebie KC. Nie rozumiem, jak można organizować się w grupę do popełnienia samobójstwa. Szukać innego człowieka to chyba powinno się raczej po to, by być z nim razem, by żyć. Tyle, że to Japonia, inna kultura, inna mentalność, tam zawsze inaczej podchodzono do spraw życia i śmierci. Pakt samobójczy… Czegoż to ludzie nie wymyślą.

+

Muszę chyba sobie wreszcie jakiś plan netowania opracować, bo przestaję się wyrabiać. Zaczynam odpisywać na komentarze – brak mi czasu na sklecenie nawet tych kilku słów nowej blotki. Piszę tekst – nie mam kiedy zajrzeć na blogi, które czytam. A jest przecież jeszcze portal. I maile. Tylko z GG ostatnio najmniejszych problemów nie mam – chyba się już znudziłem jako rozmówca i ludzie przestali mnie zaczepiać :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Cóż… Ślub cywilny. Powiem tak – nie chciałbym. Nigdy. Nie podoba mi się ta ceremonia. Powinna być jakaś – dla chcących – uproszczona formuła – coś na zasadach podpisywania aktu notarialnego. Młodzi, świadkowie, przyszli do urzędu, podpisali papierki i cześć, po sprawie. Ale OK – mnie nic takiego nie czeka w przyszłości…

* * *

Rozmowa dzisiaj z babką:
– Teraz twoja kolejka. – rzuciła starsza pani (był brat z żoną, posiedzieli chwilę, poszli po obiedzie do autobusu i wtedy babkę tak naszło)
– Babciu, nie mam najmniejszego zamiaru żenić się.
– Bo ty za bardzo się liczysz, cenisz się za mocno… Jesteś ważny… Tobie dziewczyny nie ma.
Dałem sobie spokój, bo dyskutować na temat… walka z wiatrakami.

* * *

                                                                   … więc nie ma co sobie głowy zawracać samym ceremoniałem. Tyle, że zauważyłem u rodziny bratowej… Fakt, może i kierownik USC nie miał zbyt reprezentacyjnego wyglądu, ale przecież to nie jest w sumie ważne. A były w czasie obiadu ostre przycinki i komentarze, które nie wydały mi się w najmniejszym stopniu zabawne.
– Ależ szczurek! Zamorek taki wysuszony – paplała rozbawiona siostra panny… ups, bratowej – Musiał mieć niezłe plecy, żeby załapać się na takie stanowisko. Nie, to aż wstyd, żeby taki facet….
– Gdybym miał kamerę – wpadł jej w słowa mąż – to bym od razu wyłączył. Bo to szkoda filować uroczystość z takim prowadzącym. A może specjalnie został gościu tak dobrany? Brzydsza pary młodych niż on, to już się w tym urzędzie nie trafi.
Dobra. Może i jestem zwyczajnie uczulony na żarty z cudzego wyglądu. Bo bym nie chciał, żeby ze mnie żartowano w ten sposób, więc… Ale lećmy dalej.
Przyjęcie weselne w restauracji ma swoje niewątpliwe plusy. Ale minusów – przynajmniej w moim odczuciu – też jest kilka.

1. Żarcie. Jakoś nie idzie mi picie czystej pod sałatkę z chińskiej kapusty czy papryki, a tego na stole było najwięcej (sałatki warzywno-śledziowej w ogóle nie ruszam).

2. Harmonogram. Jak podają ciasta, to dla mnie znak, że już koniec imprezy. Tymczasem siedzieliśmy przy stole jeszcze dobre sześć godzin po wniesieniu weselnego tortu. Tymczasem jeśli jem ciasto (a lubię, więc sobie nie żałuję jeśli mogę) to już gorzały nie ruszam. I to jest chyba prawdziwy i podstawowy powód tego, że wróciłem do domu prawie trzeźwy i w niedzielę nie miałem kaca :)

3. I braciszek trochę mnie zirytował. Jestem raczej człowiek małomówny, a tu jeszcze byłem uciszany.
– Ty uważaj na to, co gadasz – młodszy rzucił przez stół pod moim adresem w pewnym momencie. – Widzisz, że kelner chodzi obok. Ja mam znajomych, którzy pracują w tym fachu. Wiem, co mogą zrobić jeśli klient im się nie spodoba albo czymś podpadnie.
– Niby co? – warknąłem tylko – Jem przecież tylko to, co na stole już stoi.
Ale poczyniona uwaga odebrała mi chęć do dalszej konwersacji.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wróciłem do domu o pierwszej w nocy. Przed blokiem spotkałem sąsiadów – parę emerytów – oboje gdzieś tak w wieku lat 75. Pan K-icz wyraźnie pod dobrą datą.
    – Tak po nocy? Ładnie, ładnie. Chyba nie ze spaceru?
    – Wracamy z wesela – wyjaśniła pani K.
Przytrzymałem drzwi do klatki schodowej.
    – A pan, panie Hebiusie*, skąd pan wraca?
    – Teraz – z dyskoteki. A wcześniej też był ślub.
Bo po tym uroczystym ślubnym obiedzie wybrałem się z młodszą częścią towarzystwa (państwo młodzi i rodzice pojechali do domu około 18, babka zmyła się jeszcze wcześniej – odstawiłem ją do mieszkania już o 16) na dyskotekę. Nie wiem, czy był to najmądrzejszy pomysł. Nie to, żebym się źle bawił, choć ostatni raz na dyskotece byłem… o ho ho! Jak dawno! Po maturze to było, w czerwcu zdaje się (data do sprawdzenia – mam zapisane), w czasie wspominanej już gdzieś na tym blogu rowerowej wycieczki do Kruklanek. Ale odbiegam od tematu. Dyskoteka. Początek o 20. Byliśmy pierwszymi gośćmi. Ba – przez najbliższe dwie godziny jedynymi osobami tańczącymi na parkiecie. Trochę niezręczna sytuacja. I jeszcze ten ubiór! Garnitury to trochę niecodzienny strój u panów na dzisiejszych dyskotekach :) Tak momentami – przyglądając się w lustrze swojej gibającej sylwetce – przychodził mi do głowy (bo zdecydowanie za trzeźwy byłem) jeden z odcinków z przygodami Jasia Fasoli (Rowan Atkinson). Brrr…
W sumie poszedłem tylko ze względu na Marka, drużbę braciszka. Tak jakoś… miałem chęć spędzić wieczór w towarzystwie chłopaka (chociaż jeśli tańczyłem to jak raz tylko z jego dziewczyną, bo on wolał posiedzieć przy stoliku).
W sali łomot ogłuszający, rozmowa była utrudniona do maksimum. Tylko czasem…
    – Nie martw się. Zaraz znajdziemy ci jakąś panienkę i będziesz miał towarzystwo. O popatrz, na tamte dwie – Marek kiwnął głową w kierunku sąsiedniego stolika.
Spojrzałem. Na oko – piętnastolatki. Chociaż teoretycznie – skoro popijały piwo – powinny mieć tych latek więcej.
    – O nie. Prokurator mi nie potrzebny – roześmiałem się. – Dzięki, wolę nie.
A po chwili dodałem.
    – Zresztą kto twierdzi, że ja lubię akurat kobiety. Może wolę chłopców. O, popatrz na tamten stolik pod ścianą. – spokojnie mogłem sobie pozwolić na pewną otwartość (zawsze mnie bawi, gdy moje prawdziwe stwierdzenia ludzie biorą za żarty) bo Marek nieźle się zaprawił – Może wolałbym akurat jednego z siedzących przy nim chłopaczków.
    – OK. Ja nic nie mówię. Tylko żebyś do mnie się nie dobierał. Bo będę twardy.
    – I bardzo dobrze, o to chodzi żebyś był twardy – roześmiałem się, lekko rozbawiony.
O pierwszej dostawiłem Marka pod drzwi bloku, w którym mieszka i wróciłem do domu.
Babka nie spała. Obudziła ją i wyciągnęła z łóżka moja rozmowa z sąsiadami przed blokiem. Tak myślałem, że będzie się niepokoić, bo teoretycznie całą impreza weselna miał trwać maksimum do 20.
    – Już się martwiłam. Czekałam i czekałam. Zastanawiałam się, co będzie jeśli do czwartej nie wrócisz, jak powiem to mamie.
Pogadaliśmy chwilę. Wykapałem się. Położyłem spać. Wstałem dziś o 12.20

_______
* Oczywiście pan K-icz użył mojego imienia :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wieczór. Wracam z kościoła. Babka siedzi przed telewizorem. Na TV TRWAM transmisję jakiegoś koncertu. Muzyka… powiedziałbym – polski rock katolicki :) W refrenie piosenki, która przed chwilą się skończyła, wokalista (spłodził już – jak się chwalił w gadce-przerywniku pomiędzy kolejnymi przebojami – ze swoją ślubną czworo drobiazgu) powtarzał:

Niech sobie mówią co chcą sąsiedzi
Ja dzisiaj idę do spowiedzi.

– Nie chcesz posłuchać? – pyta babka. – To święta rzecz.
– Nie chcę. Święte rzeczy to ja na mszy miałem.
– Popatrzyłbyś jak księża skaczą – zachęca babka.
Faktycznie w tylnych rzędach widowni widać rozbawioną grupkę księży, czy kleryków. – To nowoczesne takie…
– Dziękuję, nie jestem zainteresowany.
Włączam komputer.
– Może prędko i w kościele zaczną tak się modlić – babce nasunęła się refleksja. – Tak grać i skakać…
Nie reaguję. Babka daje spokój. Tylko od czasu do czasu, w najciekawszych momentach koncertu wyrywa się jej jakieś słowo komentarza-relacji..
– No i dobrze. Gimnastyka taka. Schudną trochę… O!!! Jak księża lecą w korowodzie, tylko sutanny furkocą… Ależ gruby ksiądz! I dzieci, i dziewczęta, i księża… Jak raz dyskoteka. I księża też się bawią. Może Święty Ojciec też by tańczył, gdyby był młodszy… A siostry nie tańczą, tylko stoją z boku i śmieją się… Żeby mogli to wszyscy polecieli by do nieba… A niektóre księża patrzą i nie śmieją się…
A w tle muzyka i tekst refrenu kolejnej piosenki:

Aniele boży, stróżu mój!
Aniele boży, Ty przy mnie stój.

+

Notka poweselna jeszcze się pisze :) Cierpliwości.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Piątkowy wieczór. Siedzę sobie spokojnie w domu, ale mimo wszystko dobrze jest :)
W radiu (PR3) Lista przebojów – prowadzi sam (choć w duecie z jakimś Jakubem) Marek Niedźwiecki. Właśnie skończyła się piosenka Bjork. Skojarzenia wiadome – film „Tańcząc w ciemności” i…
Babka się kąpie. Tak zarzekała się, że gdzie to ona do braciszka na ślub, niepotrzebna i w ogóle chora, nie da rady. A już dwa tygodnie temu zamówiła sobie wizytę u fryzjerki, żeby kobieta uczesała ją jakoś porządniej na tę rodzinną uroczystość. Cała babka. Dziś…
Widziałem, że siedzi bezczynnie na wersalce. „Zmęczona? Coś jej dolega? Zastanawia się, czym wypełnić sobie dzień?” – przemknęło mi prze głowę. Ale nie zaczepiłem. „Będzie chciała – sama powie”. Okazało się – mierzyła temperaturę.
– Oj, chyba strasznie dużą mam gorączkę – usłyszałem, gdy sprawdziła termometr.
– Tak? Ile stopni?
– Trzydzieści siedem.
Mówiąc krótko – babka tak naprawdę nie wie, co to poważna choroba. Pomijając ostatnie zapalenie stawów, którego nabawiła się niejako na własne życzenie (Że przez głupotę to pewne. W marcu zachciało jej się pracy w ogrodzie. Nałożyła gumowce… i przestała godzinę czy dłużej konwersując na podwórku z koleżankami. „Czułam tak jakoś, że zimno mi w nogi – tłumaczyła później – Ale…”), przez całe życie cieszyła się doskonałym zdrowiem.

+

Zainstalowałem sobie program do kopiowania stron internetowych. Miał być całkowicie free, a tu figa – okazało się, że to wersją trzydziestodniową. Bardzo nieładnie. Bo nie zamierzam żadnej licencji wykupywać. Poszli won. A że program mi się podoba… po trzydziestu dniach będę piracił. Chyba, że jakaś blokada jest wbudowana.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Nawet nie mogę powiedzieć, że są niesmaczne. Nie, spokojnie da się je zjeść. Tyle, ze normalnie z każdym kęsem rosną mi w gardle. Jeden w siebie wmusiłem i poddałem się. Już wolę same przysmażane kartofle na obiad.

A przecież – zdawało mi się – nie mam żadnych obiekcji co do spożywania dziczyzny. Pasztet z dzika jest OK. Albo paszteciki czy pierogi z jelenich podrobów. I tej sarniny w gołąbkach naprawdę nie było wiele – góra jedna trzecia mięsa, reszta to zwykła wieprzowa karkówka. Zresztą jak się tak zastanowić – przecież taka utytłana świnia z chlewika powinna wzbudzać większe obrzydzenie, niż sympatyczna sarenka biegająca sobie po łąkach i lasach.

A jednak… I teraz będzie problem, bo tych gołąbków babka zrobiła ponad czterdzieści. Cholera.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

    – Ty miałbyś lepiej, gdybyś się ożenił – rzuciła, tak ni z tego ni z owego, babka od żelazka (zajęta prasowaniem mojej „garniturowej” koszuli).
– Nie rozumiem.
– Pani R. chciała żebyś się z Alinką ożenił. Chyba jej się spodobałeś, ale skoro nie chciałeś…
– Babciu, przestanie babcia.
– I architekt, i nie brzydka, – ciągnęła starsza pani nie zwracając najmniejszej uwagi na moje protesty – atrakcyjna, z mieszkaniem, ładniejsza od panny T…
– Przestanie babcia głupstwa gadać.
– Ty nie dajesz mi nic powiedzieć, nie można z tobą porozmawiać.
– Może babcia rozmawiać, ale nie o takich bzdurach
– Dla ciebie wszystko co mówię to głupoty.
Dałem sobie spokój.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij