W południe wizyta Barbary i godzinna pogawędka przy herbatce o chorobach, służbie zdrowia (bratowa przyszła przeczekać do umówionej wizyty u lekarza) i patologiach życia rodzinnego. Ja rozumiem, że dziewczyna potrzebuje się wygadać, ale czy nie lepiej byłoby z tym iść do własnej siostry, a nie do szwagra. Przecież ja bratu i tak nic nie powiem o żadnych z poruszanych spraw, bo wiem, że by zaraz poszedł z tym do żony (tak samo zresztą Barbara powtórzy Pawłowi wszystko, co się na jego temat powie – w niektórych aspektach to jest małżeństwo dobrane wręcz idealnie).
Przed obiadem zdążyłem jeszcze odkurzyć w pokoju na konto jutrzejszej wizyty księdza. Tak mi się nie chce przygotowywać do kolędy (biały obrus nie tylko nie został wyprany, ale nawet nie odszukałem go jeszcze w szafie), że bym najchętniej zamknął drzwi i udawał, że mnie nie ma.
Po siedemnastej wychodzę na krótki spacer do Świata Udanych Zakupów i nawet znajduję w nim tani książkowy planer¹, ale jednak chcę normalny kalendarz, więc się powstrzymałem przed kupnem. Niedziela handlowa, więc się przejdę do centrów handlowych za miastem – tam jest i EMPiK, i kilka sklepów z tanią masówką, w których można czasem trafić coś ciekawego.
______
¹ Fakt, że bardziej niż w połowie przeterminowany, bo na przełom 2025/26 (po sześć miesięcy z każdego roku) ale tylko 3 zł za egzemplarz.



