W południe brat załatwił mamie transport i jakiś facet przywiózł ją do lekarza. Rozmawiamy w poczekalni przez moment przed wizytą, bo gdy tylko doktor wypuścił akuratnie badaną pacjentkę, mama szybko wbiła się do gabinetu¹. Po wizycie rozmawiamy jeszcze krócej. Gość od podwózki czeka w aucie, a mama ma do wykupienia antybiotyki. Lekarz ją uspokoił, że rana na ręce² nie stanowi jednak zagrożenia i przepisał tabletki do łykania na trzy dni. Doktor ma trzydzieści lat praktyki, to chyba się już trochę zna. W sumie mama w telefonicznej rozmowie o dziesiątej też mnie uspokajała i bagatelizowała sytuację. Że jest co prawda duży żółto-niebieski siniak, ale to i przy normalnym pobieraniu krwi się zdarza, gdy pielęgniarka źle się wkłuje. Opuchlizna z dłoni już zeszła i właściwie nie czuje żadnego bólu – mówiła – a że jakieś zasinienie pojawiło się powyżej nadgarstka, które zdaje się posuwać do góry, to chyba z powodu nadwyrężenia ręki podczas ręcznego prania („Za mocno do wanny docisnęłam pewnie”). Nie mam pojęcia, co się stało między dziesiątą a jedenastą trzydzieści i chyba nawet nie będę próbował się dowiedzieć. Podejrzewam, że była ostra awantura i brat potraktował matkę całkowicie przedmiotowo, zmuszając do tego wyjazdu. Dwadzieścia lat w związku małżeńskim zrobiło swoje i Paweł wyzwolił się z naszych domowych patologii, przejmując za własne te, która wyniosła z domu Barbara. Ja jednak bardziej dbam o podmiotowość bliskich i bym pewnie zaczął ostrzej reagować dopiero wtedy, gdyby rana zaczęła śmierdzieć. Ale i sama mama by tak długo nie zwlekała z wizytą u lekarza. Chyba.
________
¹ Bez kolejki i bez rejestracji.
² W sobotę kot ją dziabnął prosto w żyłę i rozharatał wierzch lewej dłoni, gdy chciała poprawić narzutę ściągniętą z fotela, na którym się rozłożył.
Dzień trzysta dziewiąty (środa)
13 marca 2024 Autor: Hebius




Nie wiem z czego to wynika ale faktem jest że rany po kocich pazurach potrafią się jątrzyć. Wiem co piszę, bo koty od zawsze są w moim domu i byle zadrapanie potrafi długo boleć. Ja też bym czekał aż zacznie gnić, ale ja mam alergię na lekarzy, za to ze zdrowym rozsądkiem nie ma to nic wspólnego. W wieku Twojej mamy nie ma czegoś takiego jak wyolbrzymiona dolegliwość, dlatego brat dobrze zrobił że „namówił ją” na ten wyjazd, nawet jeśli nie zrobił tego zbyt grzecznie 🙄
Nie wiem, nie znam się. Mnie jeszcze żaden kot nigdy dotkliwie nie podrapał. Wbrew sugestiom niektórych moich czytelniczek ja nawet kota staram się nie traktować przedmiotowo i uważam na jego reakcje. Nie głaszczę jeśli kot tego nie chce, nie zaczepiam, jeśli widzę że, nie ma chęci na kontakt.
Koty to humorzaste stworzenia. Mój Lucek też potrafi pazurem przejechać jak mu coś nie pasuje.
Widać dbasz niedostatecznie o jego potrzeby.
Moje zwierzaki są szczęśliwe 😝
OK, mam nadzieję, że to prawda :)
Zdrowia życzę Mamie, niech rana szybko się goi.
Będzie OK.
Kot zwierzęta delikatne i starożytne, ale jednak z dużym dziabnięciem do lekarza warto iść (toksoplazmoza jest niemiła). Szwagierce kot kiedyś w nocy, w czasie polowania (szwagierka nie brała w nim udziału) do skoku odbił się z jej twarzy. A jeśli chodzi o przedmiotowe traktowanie … jestem na nie bardzo czuła, i odczuwałam z naszych rozmów, że akurat Ty nie stoisz na tym samym stanowisku co ja (w sensie wspierania podmiotowego traktowania).
Ciekawe, skąd ci się wzięło to odczucie :D Bo ja jestem przekonany, że w podejściu do przedmiotowego/podmiotowego traktowania mamy poglądy dość zbieżne.
W każdym razie gdyby nie nasza znajomość w środowym tekście pewnie w ogóle bym nie użył tych terminów. Przy pisaniu pomyślałem, że to będzie dobra okazja do delikatnego trącenia czułej struny w twoim sercu. Więc trąciłem :D
Z naszych rozmów przypominam sobie, że bardzo ci zależało, aby osoba ciężko chora paliła papierosy, kiedy chce. Ale z drugiej strony, ludzie są częścią rodziny, zazwyczaj inni podejmują decyzje za nich i to jest nawet w porządku. Tyle moich odczuć o przekonaniach na podstawie komentarzy :)
Aha, no to spoko, nie dostrzegam w tym większych przekłamań i zgaduję (utwierdzam się w przekonaniu), że ewentualne rozbieżności w naszych dyskusjach wynikają z tego, że ty syntetyzujesz, myślisz ogólnie, a ja przeważnie o konkretnych przypadkach z własnego otoczenia :D
Ale poglądy na temat podmiotowości są z natury ogólne. Dyspensa na podmiotowość z okazji szczególnej to trochę co innego niż trwała postawa.
Nie pamiętam, bym dawał gdzieś ogólną dyspensę. Przecież ja przeważnie myślę głównie o sobie, a odpowiedź na pytanie „Czy chciałbyś być traktowany przedmiotowo?” w moim przypadku to zdecydowane „NIE!”.
Chodzi raczej o dyspensę szczególną (wspomniana kobieta paląca) oraz o to, że ogólnie jednak inni są dobrzy wtedy, gdy robią to, co im każe rodzina lub zwyczaj.
Rozumiem.
ten kot to w sumie nie leczony i nie szczepiony to ciekawe że jakiegoś przeciwtężcowego zastrzyku czy coś podobnego nie trzeba. W sumie nigdy nad tym nie myślałam, że jak pies tak uwali to trzeba szybko brać zastrzyk ale może koty inne choroby roznoszą. No ale jak lekarz spokojny to ok.
Też myślałem, że zastrzyk od tężca to minimum. Ale może skoro nie ma opuchlizny… Lekarz chyba się zna. Miejmy nadzieję.
na pewno wie co robi. Bądźmy spokojni
Masz inne doświadczenia z kontaktów z naszą służbą zdrowia i pewnie stąd taka ufność w stosunku do lekarzy :)
No nie ma ideałów. Ostatnio trafiłam na jednego już prawie emeryta który wypisał mi zły lek i nie miał pojęcia co mi dolega. Ale chociaż nie miał odwagi się do tego przyznać delikatnie zasugerował mi wizytę w innej poradni. I szanuję go za to bo nie miałam pojęcia że taka poradnia w sąsiednim mieście jest 😉
Taaa…
A jak idzie przeglądanie zdjęć z Rzymu i praca nad relacją z wyjazdu? Nie odkładaj tego za bardzo :)
Może dziś zacznę 😉
Zaczynaj, zaczynaj.
no ale Ty już wszystko widziałeś na FB :)
Przecież ważniejszy od zdjęć jest twój opis, komentarz, wrażenie z pobytu. Bo te wszystkie najpopularniejsze miejscówki to ja przecież widziałem już wcześniej, często z bardzo fachowym, historycznym komentarzem, bo śledzę na FB Michała Kubicza, autor powieści historycznych o starożytnym Rzymie.
no u mnie na historyczne opisy nie masz co liczyć :D
Wiadomo :)
chociaż na blogu zdjęć będzie więcej i więcej z mamą bo na FB nie chciałam aż tyle. Ludzie i tak nie oglądają (no może nieliczni). Ale jak coś to dopiero jutro bo właśnie się zbieram na wyjazdowe urodziny teścia i nie wiem czy w knajpie nie przenocujemy. Zobaczymy bo Łukasz chory może nie wysiedzi do nocy. A jutro jeszcze muszę wpierw wywiad dokończyć dla dziennikarki i odesłać.
Spoko.
Baw się dobrze i nie przesadź z alkoholem :)
Nie pije 😉
I OK.
„Lekarz ją uspokoił”
I to jest najważniejsze
Na tę chwilę tak.
Same problemy z tym kotem.
No ba!
Teraz jest już prawie wiosna, to zaczął do domu kleszcze na sobie przynosić.
O rany.
Normalna sprawa.
Aczkolwiek problematyczna.
Dla kota przede wszystkim.
Też.
Lepsze podrapanie przez kota niż ukąszenie przez żmiję albo innego kleszcza
Może i tak. Chociaż jak już wspomniałem gdzieś tam wyżej mnie koty mnie nie drapią. Żmii jak żyję w środowisku naturalnym jeszcze nie widziałem. I nie pamiętam, żebym kiedykolwiek złapał jakiegoś kleszcza.