W okolicach osiemnastej trzydzieści miałem pierwszą kolędującą grupę halloweenków – dwie nastolatki zbierające słodycze do indywidualnych reklamówek. Dostały po garści cukierków.
W pięć minut później przyszła grupka druga, chyba mieszana, trzyosobowa w każdym razie, pod wodzą dzieciaka zbierającego dary do wspólnego plecaka. Młody wygadany zastukał do drzwi, mniej śmiała reszta kryła się za winklem. Sypnąłem im większą garść cukierków. Za małą w sumie, bo już więcej nikt nie przyszedł i zostałem z czubatym pojemnikiem słodyczy. Może zamiast martwić się, że nie będzie komu tego zjeść, przetrzymać je na następny rok?
edit.
Po dwudziestej trzydzieści zastukało jeszcze dwóch starszych nastolatków.
– O! Widzę, że się pan przygotował – skomentował jeden z nich skrzynkę z cukierkami stojąca na szafce w przedpokoju. I poprosił o reklamówkę dla kolegi, żeby się nie musieli później dzielić łupami, tylko każdy od razu zbierał dla siebie.




U nas dzieciaki w ogóle nie chodzą i nie chodziły. W tamtym roku było ich więcej?
Nie pamietam. Chyba nie.
W zeszłym roku była Kunegunda z koleżanką i trzech dziesięciolatków. Czyli pięć do siedmiu, jest przyrost.
A u nas nikt nie chodził… Ale i wcale się nie spodziewałem że będzie inaczej, bo w gminie w której PiS ma 53% poparcia prędzej by takich poczęstowano obelgami niż cukierkami…
Szczęściarz. Ja pojęcia nie mam, czego powinienem się spodziewać – będą jakieś dzieciaki po cukierki, czy nie. Nowa tradycja niby się przyjęła, ale jest dość wątła.
Zawsze mogłeś udawać że Cię nie ma w domu 😉
To za rok.
Albo może pojadę na wieś i faktycznie mnie nie będzie.
Tym razem nikt nie zapukał
I zostałam ze słodyczami jak
Himilsbach z angielskim🙄
A co miałaś przygotowanego? U mnie były tylko cukierki.
u nas zapukała jedna grupka ale niestety słodycze wyniosłam rano na parkrun i nic nie mieliśmy to nie otwarłam. Ale słyszałam piski i krzyki wiec chyba sąsiedzi co mają 9 letnią córkę otwarli i dali się postraszyć :_
Oj, to się nie popisałaś.
ano nie ale też nie mam wyrzutów bo zastanawiam się skoro nie obchodzimy tego pogańskiego święta to też raczej nie powinniśmy go wspierać popierając te zabawy i dając coś dzieciakom.
No tak, bo ty asertywna jesteś :D
trudno nie było po prostu sie nie otwiera drzwi
To nie w moim stylu :)
W życiu się jeszcze nie spotkałam z dzieciakami zbierającymi cukierki 🤣 Widać nasze osiedle (albo blok) zacofane jakieś 😂
Może w okolicy mieszkają sami emeryci?
No niekoniecznie 😂
Aha. To jesteście zacofani :D
Do moich rodziców chyba dzwonili domofonem. A u nas nikogo nie było (dopiero teraz sobie to uświadomiłam, bo Halloween mnie w tym roku nie obeszło – miałam tylko jedną smutną uwagę – imigranci przywlekli ze sobą sztuczne ognie).
Dlaczego smutną uwagę? Nie lubisz sztucznych ogni? Bolejesz nad zanieczyszczeniem irlandzkiej kultury przez imigranckie (a skąd ci imigranci?) wpływy?
Smutna, bo cieszyłam się że nie ma u nas napierdalania racami, których boją się zwierzęta. Irlandczycy kojarzą wybuchy z działalnością IRA. Ale zmienia się. Zwyczaj został przyniesiony przez homosewitikusów, którzy przemycają fajerwerki do kraju (ich posiadanie, sprzedaż i używanie jest tutaj nielegalne). W noc Samhain mieliśmy wyjątkową kanonadę. Rysio w takiej sytuacji siedziałby całą noc w domu.
Aha.
Nie spotkałem się jeszcze w Polsce z fajerwerkami na 1 listopada.
Na 31 października. Zwyczajem jest raczej palenie wielkich ogni i widać to było jeszcze, gdy przyjechałam do Irlandii 5 lat temu. Teraz od 3 lat (czyli od pandemii) słychać mnóstwo fajerwerków (co jest o tyle dziwne, że nie można ich tu legalnie kupić). Spleśniały mózgi przywiozły ze sobą swoje gówno i tyle.
Z fajerwerkami w Halloween też się jeszcze u siebie nie spotkałem.