Na dworze słoneczne 25°C z przyjemnie orzeźwiającym wiaterkiem. Balkon trzymam otwarty przez cały dzień i nie zaciemniam już pokoju. Po dziewiętnastej chodzę sprawdzić, czy kwitną cmentarne pelargonie (jedna tak). Na spacer zbieram się dopiero po dwudziestej trzeciej. Walkmana zostawiłem w domu, więc wyrabiam się z powrotem przed północą. Nie ogarniam, jak można lubić audiobooki. Gdybym normalnie sam czytał „Pożegnanie jesieni”, już dawno miałbym lekturę za sobą. Audiobooka (51 odcinków, każdy mniej więcej po 20 minut) słucham chyba od miesiąca i nie wiadomo kiedy skończę.




Jak ja Ci zazdroszczę tego ochłodzenia! Sam dwa razy zmieniałem koszulkę bo były mokre od potu. Parnota i zaduch totalny. Jeszcze kilka takich dni a naprawdę zostane duchem!
Dzień, dwa i też doczekasz ochłodzenia.
Trzymam Cię za słowo, bo paradowanie z mokrym ręcznikiem na łbie niewiele pomaga, a cały dzień stać pod prysznicem to lekka przesada.
Sensowniejsze byłoby wylegiwać się w wannie gdzieś w ogrodzie :D
Ja ani audiobooków, ani książek w wersji elektronicznej nie uznaję. Lubię dotknąć książkę, poczuć jej zapach, a poza tym jestem człowiekiem starej daty :-)
Ebooki to nowość, ale słuchanie jak ktoś czyta praktykowano od bardzo dawna.
Fakt, część rodziców czyta swoim dzieciom, ale ja juz dzieckiem nie jestem i lubię gimnastykować oczy :-)
I dobrze.
Jak lubię jakąś książkę, to słucham i czytam jednocześnie. Kosmos! Wtedy każde słowo wpada i utrzymuje się w pamięci.
Poza tym już pisałem, że to kwestia umiejętności skupienia. Ja słucham audiobooków idąc, jadąc lub leżąc. I umiejętność słuchania tak wyrobiłem, że każde zdanie jest zanotowane. Więc idzie mi szybko i sprawnie.
Jeśli audiobook trwa dwadzieścia godzin, to tylko na przyspieszeniu da się rady przesłuchać go szybciej. Sam w ciągu godziny czytam średnio 50-60 stron. Czyli te 400 stron „Pożegnania jesieni” w osiem godzin bym pewnie łyknął.
Ja, jeśli już, słucham na przyspieszeniu. Nie ma wtedy nic z pięknej intonacji, ale mózg zapamiętuje treść…
Ale… kilka ma tylko za sobą, na palcach jednej ręki można policzyć…
Ja słucham odcinków powieści w radiu, albo tak jak teraz, przy spacerach, dla dodatkowego wykorzystania tej godziny, żeby nie była bezmyślnie przechodzona.
Ja słuchałam w samochodzie, jak dojeżdżałam do pracy 100 km w jedną stronę :) Za chwilę powiesz, że się nie skupiam za kierownicą. Dodam, że miałam podzielną uwagę.
Na spacerach muzyka, żeby zagłuszyć myśli. I żeby nikt nie próbował ze mną rozmawiać.
Muzyka ogólnie do słuchania jest lepsza, bo zazwyczaj różnorodna.
na mnie muzyka ma bardzo duży wpływ. Niestety nie mogę mieć zestawu, który mnie zawsze podniesie na duchu lub który doda energii. Nie wiem, na czym to polega. Jestem jednak na muzykę bardzo wrażliwa. Choć pewnie byś zakwestionował.
Dlaczego miałbym cokolwiek kwestionować?
Z natury
Tak? Nie pamiętam, bym już wcześniej kwestionował jakieś twoje odczucia. Czy kogokolwiek innego w sumie.
Z natury ludzkiej.
Aha.
Podziwiam, że ktoś może się skupić na słuchaniu. Ja niestety wyłączam się bardzo szybko i nigdy nie udało mi się dosłuchać nawet jednego odcinka do końca. Ale Ty, który masz tak często włączone radio 😉 powinieneś to potrafić!
Nie chodzi o niemożność skupienia. Jak idę nocą przez miasto to przecież nic mnie nie rozprasza, spacer trwa około godzinki, przy słuchaniu trochę dłużej, bo zdarza mi się, że przy ciekawszych fragmentach przysiadam gdzieś na ławce. Ale ta powieść ma raptem coś około 400 stron! Ile czasu by ci zajęła samodzielna lektura takiej książki? Trzy, cztery dni najwyżej.
No nie wiem, czy mam taką szybkość czytania, o której mówisz: 50-60 stron na godzinę… Trzeba by to zbadać empirycznie 😁
Oczywiście dużo zależy od rodzaju lektury. Dzieło naukowe będzie się czytało pewnie dłużej, ale jakiś lekki kryminał, Agathy Christie na przykład, wydany w poręcznym formacie i przyjazną dla oczu czcionką spokojnie przeczytamy nawet szybciej.
Też nie lubię audiobooków. A wytchnienia od upałów jak nie było, tak nie ma.
Cierpliwości, dojdzie i do ciebie ochłodzenie za dzień, dwa.
Do końca nie jestem pewna, ale te próby audiobookowe, których dokonałam, pokazały mi, że bardzo szybko zaczynam myśleć o czymś innym i się wyłączam.
Mnie radio przyzwyczaiło do 15-20 minutowych odcinków. Jeśli słucham dłużej, to też bywa różnie.
Nie mogę się pozbyć z głowy takiego obrazu: Hebius w zaciemnionym pokoju siedzi na golasa w fotelu przed telewizorem i ogląda jakąś nikomu nieznaną operę, zajadając się babką ziemniaczaną.
Całkowicie nierealny obrazek.
Nie oglądam oper na telewizorze. Kiedyś tak, zdarzało się, ale teraz nie mam jak podłączyć do odbiornika odtwarzacza DVD, więc się skończyło.
Nie siadam nago w fotelu, bo to średnio praktyczne. Przepocone ubranie łatwiej wyprać, niż przepocony fotel.
Babkę ziemniaczaną jadam tylko w kuchni, przy stole. I na pewnie nie przy upałach, bo to przecież w piekarniku trzeba upiec, więc by się dodatkowo dogrzewało mieszkanie najmniej przez półtorej godziny (do dwóch nawet).
Nadal pruderyjne AI widziałoby to tak:
No, no, raczej to powinien być byczek!!!
Do byczka byłbym mniej podobny, a tutaj wypisz wymaluj Ja :D
czy lubię audiobooki… chyba lubiłem słuchać książek czytanych w radio, a audiobooki odkryłem w czasie tzw. lockdownu w marcu 2020. Teraz jest to forma odpoczynku, ucieczki od zalewu wiadomości – i z przerwami parotygodniowymi – praktykuję słuchając książek czytanych udostępnionych w ninatece. Tak, jest to wolne, zdarzało mi się zasnąć przy słuchaniu, tym bardziej, że jestem raczej wzrokowcem, ale mimo wszystko praktykuję. Także jako ćwiczenie z poprawnej wymowy w j. polskim
No właśnie w radiu też to lubię, codziennie odcinek 15-20 minut od poniedziałku do piątku, taki serial i optymalna porcja literatury do słuchania za jednym razem.
Zajrzyj na YouTUBE, wśród tych wrzucanych przez Radio Polskie na kanale Radiobook też pewnie znajdziesz jakieś tytuły dla siebie.
ja nie lubię i nie słucham ale dlatego że jestem wzrokowcem i na słuchowiskach się nie skupiam. Musiałabym tego samego słuchać w kółko więc wolę czytać
A u ciebie to by akurat było dobre – ręce zajęte szydełkowaniem, a w tle jakaś czytana powieść.
byłoby ale nie działa :)
Pech.