IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Nawet nie mogę powiedzieć, że są niesmaczne. Nie, spokojnie da się je zjeść. Tyle, ze normalnie z każdym kęsem rosną mi w gardle. Jeden w siebie wmusiłem i poddałem się. Już wolę same przysmażane kartofle na obiad.
A przecież – zdawało mi się – nie mam żadnych obiekcji co do spożywania dziczyzny. Pasztet z dzika jest OK. Albo paszteciki czy pierogi z jelenich podrobów. I tej sarniny w gołąbkach naprawdę nie było wiele – góra jedna trzecia mięsa, reszta to zwykła wieprzowa karkówka. Zresztą jak się tak zastanowić – przecież taka utytłana świnia z chlewika powinna wzbudzać większe obrzydzenie, niż sympatyczna sarenka biegająca sobie po łąkach i lasach.
A jednak… I teraz będzie problem, bo tych gołąbków babka zrobiła ponad czterdzieści. Cholera.



