Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘jętki’

Katar nadal męczy. A dzień znów chłodny i deszczowy.
3:37. Pobudka.
4:03. Majster.
4:25-15:01. Na budowie w Ż.
Kończymy deskowanie kawałka przy kuchennym szczycie.
7:20. Mateusz wpadł przed pracą dowiedzieć się, czego nam jeszcze trzeba. Przy okazji wkurzył pana K. sugestią, że skoro nie kładziemy papy, powinniśmy zamiennie, w ramach umowy, wylać mu schody wejściowe.
– Ale że strop zaleliśmy ręcznie, zamiast brać pompę, jak było ustalone, to tego nie zauważył! – mruczał później rozeźlony majster. – Tylko by wszyscy jebali dziadka w dupę! I rodzina, i klienci.
Po śniadaniu rozciągamy plandekę na dachu (ochrona przed deszczem) i bierzemy się za murowanie środkowego szczytu. Po czternastej przybijamy jeszcze ostatnią jętkę na budynku mieszkalnym.
15:23. W domu.
Dzisiaj jestem trochę silniejszy. Po kąpieli robię twaróg i wyręczam babkę w myciu garów. Ale wyjściu do ogrodu żeby wyrwać cebulę (babka boi się złodziei) powiedziałem stanowcze nie.

Reklamy

Read Full Post »

3:35 Pobudka.
4:04 Majster.
4:25-15:20 Na budowie w Ż.
Deskowanie, murowanie komina i znów deskowanie.
A dzień cholernie męczący, parny. Niestety na burzę nazbierało się dopiero po 18.
15:42 W domu.
Obiad, kąpiel, zakupy na przyjazd gości. Po 20, w czasie drugiej burzy, próbuję ogarnąć trochę chatę. Wynoszę na strych wszystkie książki zalegające w stertach przy biurku. Jutro spróbuję dopchać jeszcze kufer płytami.

Read Full Post »

3:35 Pobudka.
4:00 Majster.
4:20-16:05 Na budowie w Ż.
Murowanie szczytu między częścią mieszkalną, a garażem – bloczków wystarczyło na dociągnięcie ściany na wysokość nadproża drzwi. Przybijanie jętek w pokoju nad garażem.
O 8:20 zaczyna padać. Robimy przerwę na śniadanie. Później przeczekujemy intensywniejszy deszcz na parterze. Po jedenastej rozpogadza się na tyle, że możemy ruszyć z deskowaniem dachu. Podaje, przycinam na dole deski, a majster macha młotkiem.
16:25 W domu.
W przedpokoju czeka na mnie przesyłka z Solaris. Zanim zjadłem i przejrzałem zawartość paczki minęła prawie godzina. Przy kąpieli też zamarudziłem. W sieci pojawiam się dopiero około 19.
20:30 Nadciąga burza.
Zastanawiam się – wyłączyć już komputer, czy spróbować jeszcze obejrzeć czwarty odcinek „Czystej krwi”?

Read Full Post »

3:39 Pobudka.
4:00 Majster.
4:25-15:40 Na budowie w Ż.
Nadal prace przy więźbie dachowej.
Do śniadania przykręcamy murłaty na garażu, rozbieramy część rusztowania (od kuchennego szczytu) i zabijamy deskami dwie części przy balkonach. Majster wystraszył się burz zapowiadanych na środę.
– Przyjdzie wichura, zawieje i wszystko nam poniesie i potrzaska. Ściany może nawet wywalić. – stwierdzi. I przystąpił do deskowania, celem zapewnienia większej stabilności dachu, odporności na kołysanie.
Po śniadaniu stawiamy rusztowanie na garażu i przycinamy krokwie. Jedną parę nawet udało się nam postawić do fajrantu.
16:00 W domu.
Wracam z bólem głowy. W przedpokoju czeka na mnie paczka z roboczym obuwiem i przesyłka z książkami.
Babka siedzi przy maszynie i poprawia jakieś szmaty, mocno przejęta telefonem od bratanka, który zapowiedział się z wizytą na sobotę.
Wieczór spędzam przy komputerze.

Read Full Post »

3:39 Pobudka.
4:00 Majster.
4:23-16:53 Na budowie w Ż.
Do śniadania męczymy się z kukułką przy frontowym balkonie. Po przybiciu ostatniej pary krokwi okazało się, że daszek zrobiliśmy za niski i wszystko trzeba było przerobić. Szczęściem dziś robota szła sprawnie, obyło się bez problemów i nerwów
Po dziesiątej zbijamy drugą kukułkę. Później wzmacniamy konstrukcję dachu dwoma tymczasowymi jętkami (majster naoglądał się w tv o wichurach i zaczął się obawiać, że i nam dach wyłamie zanim zdążymy go skończyć) i przybijamy dwie zewnętrzne krokwie na części przy garażu.
17:12 W domu.
Babkę zastałem w łóżku. Po południu tak mocno skoczyło jej ciśnienie (232/134), że poprosiła Irenę MB o wezwanie pogotowia. Tym razem nie było żadnych problemów z przyjazdem ambulansu. Babka dostała zastrzyk, jakąś tabletkę pod język i prawie od razu poczuła się lepiej. Tuż przed moim powrotem z pracy już nawet krzątała się po kuchni. Bo tak zgłodniała, że musiała ugotować sobie kaszy gryczanej. Że zapomniała wyłączyć gaz i garnek z porcją zostawioną dla mnie ciut się przypalił, to już szczegół.

Read Full Post »

3:41 Pobudka.
4:00 Majster.
Na dworze nadal ciemnawo. Raz, że niebo deszczowo pochmurne, dwa – słońce wstaje dopiero za pół godziny.
– Szkoda, że dzień robi się już coraz krótszy. – narzeka pan K. ruszając spod bloku. – Prawda?
„Akurat! Żebyś zaczął przyjeżdżać o 3!?”
4:25-15:20 Na budowie w Ż.
Przybijamy pierwsze jętki – cztery wolne sztuki (reszta jest w konstrukcji rusztowania).
Około 5:30 przyjeżdża Mateusz z ojcem pomóc zaciągnąć na górę cztery najcięższe krokwie (18×20 cm, długie na 6 metrów). Po 7. inwestora zmienia jeden ze szwagrów.
Po śniadaniu zabieramy się za daszki przy balkonach. Dach został podniesiony o 70 cm, ale w projekcie nie naniesiono żadnych zmian – majster musi sam wszystko przemyśleć i rozplanować.
Przybijamy słupki, poziome belki i dwie pary krokwi. Brak dużych gwoździ ratuje mnie przed fajrantem o 16.
15:43 W domu.
W skrzynce czeka na mnie przesyłka z płytą Andrei Navratil. Wreszcie!
Na obiad mam ziemniaki i zsiadłe mleko ze szczypiorem.
Babka narzeka na duchotę i ogólnie jest w nie najlepszej formie. Na dość mocno obniżone ciśnienie (98/66) serwuje jej kieliszek Martini i sam wypijam drugi przy okazji.
Przed 17 odpalam komputer i przez resztę wieczoru netuję niespiesznie, słuchając węgierskich pieśni religijnych z Mołdawii.

Read Full Post »