Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘babka’

Rankiem Paweł robi mi pobudkę – najpierw zapowiadając telefonicznie swój przyjazd, a w półtorej godziny później łomocząc do drzwi wyciąga z łóżka. Przytargał trochę jabłek i winogrona dla babki, siedzi do południa, wyręcza w zakupach. Babka tymczasem odsypia rozgadany niedzielny wieczór, więc przynajmniej z tej strony mam trochę luzu. Budzę ją tylko na posiłki – śniadanie je w porze obiadu, obiad zamiast kolacji.

Reklamy

Read Full Post »

W nocy pada, ranek ponury. Po południu przez chwilę jest słonecznie, ale i tak nigdzie się nie ruszam. Do obiadu babka jest niespokojna z powodu zbyt wysokiego ciśnienia. Po tabletkach i krótkiej drzemce ciśnienie ma zbyt niskie i znowu ględzi, oczekuje uwagi.

Read Full Post »

Śpimy do dwunastej. Oboje. Po późnym obiedzie babce zebrało się na gadanie i mogę już zapomnieć o niezamąconym słuchaniu płyt, czy odprężającym wieczornym netowaniu.

Read Full Post »

Nadal pada. Babka rano śpi tak twardo, że nie budzę jej nawet na śniadanie. Sam też długo dosypiam i wstaję dopiero przed czternastą z lekkim bólem głowy. Później od razu muszę zrobić przedweekendowe zakupy u Mistrza Jana i w Nemezji. I trzeba mi jeszcze odebrać przesyłkę w saloniku RUCH-u. Dalej jest normalnie – należy nakarmić babkę, samemu coś zjeść… i w sumie ledwo się wyrabiam do siedemnastej.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Muzealne prelekcje w ramach Akademii 660-lecia Kętrzyna odbywają się już od jakiegoś czasu. Do tej pory albo temat nie wydawał mi dostatecznie atrakcyjny, albo coś stawało na przeszkodzie, by wyjść do zamku. W ten piątek postanowiłem nie dać się nawet feralnej trzynastce w kalendarzu (a na dzień dobry zbiłem w kuchni szklankę) i posłuchać o rzeźbie Łazarza ze szpitala św. Ducha. I się udało.
Frekwencja na spotkaniu była dość skromna. W muzealnej sali razem z prowadzącymi i pracownikami zebrało się jakieś czternaście osób. Wszystko przebiegło według rozpiski – najpierw prezentacja rzeźby, później opowieść o szpitalu i kaplicy św. Ducha, na koniec oglądanie sztychów w holenderskiej biblii. Ogólnie ciekawy wieczór.
Do domu wróciłem przed dziewiętnasta, bo zmieniłem plany w kwestii obiadu (uznałem, że potrzebuję coś szybszego, niż makaron) i zaszedłem jeszcze do marketu po parówki. Babka nadal spała, twardo i spokojnie, musiałem ją budzić na posiłek i łykanie tabletek.

Read Full Post »

Deszczowo, ponuro. Babka przesypia cały dzień. Przy śniadaniu ma ciut niższe ciśnienie. Na obiad nabiera apetytu dopiero po dziewiętnastej. Wieczorną porcję tabletek dyskretnie wypluwa na podłogę. Ale miałem nie o szarej normalnosci, tylko o wieczorku autorskim mojej polonistki z ogólniaka, zorganizowanym w zamku.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Staraniem miejskiej biblioteki publicznej wydano tomik poezji Stanisławy Łozińskiej, pierwszy autorski w jej dorobku, zbierający rozproszone po lokalnej prasie liryki i fragmenty twórczości satyrycznej pisane na potrzeby szkolnego kabaretu. Rzecz otrzymała tytuł „Nostalgie” i takie w pewnym stopniu okazało się dla mnie to wyjście do zamku, sympatyczne i zabawne w trakcie trwania spotkania, ale w ostatecznym rozrachunku napełniające pewnym (nostalgicznym?) smutkiem. Łozińska była jak przed trzydziestu laty na prowadzonych przez siebie lekcjach: zabawna, trochę roztrzepana, budząca bardziej sympatie, niż respekt.
Spotkanie miało rozpocząć się o siedemnastej, ale trochę przeciągnął się wywiad, którego autorka udzielała lokalnej telewizji. Korzystając z okazji dyrektor biblioteki pochwalił się oczekującej publiczności, że zdobył sporą dotację z Funduszu Rozwoju Czytelnictwa, która zostanie wykorzystana na remont klatki schodowej, w obecnym PRL-owskim kształcie (lastriko i olejne lamperie) nie przystaje ani do gotyckiego zamku, ani do zmodernizowanych bibliotecznych wnętrz.
– Za trzysta tysięcy – mówił – można postawić mały domek. A my zrobimy klatkę schodowa, która zostanie po nas dla przyszłych pokoleń. Będą piaskowane herby Kętrzyna na spocznikach, dąb, kute balustrady i angielskie boazerie.
Później zaprosił na scenę autorkę wstępu do tomiku Łozińskiej, jak zrozumiałem dla towarzystwa poetce, a okazało się, że do opowiadania o jej poezji. Lokalna malarka, której reprodukcje obrazów ilustrowały zbiorek, odmówiła dołączenia do pań. Później się wyjaśniło (nieprzyjemny zgrzyt w czasie wieczoru), że jest obrażona jakością tego wydawnictwa. Czarno-białe, małoformatowe reprodukcję na gazetowym papierze to zdeptanie jej sztuki – stwierdziła w trakcie sekcji „uwagi od publiczności”. Tu się odezwał pan dyrektor, że sprawa była z malarką konsultowana, a biblioteka miała tylko trzy tysiące na całe wydawnictwo, określone jako zbiór poezji, więc nie powinna się czuć urażona, ze to nie album jej malarstwa okraszony wierszami.
Na sali (czytelnia dla dzieci i młodzieży, przystosowana do spotkań autorskich, z nagłośnieniem i profesjonalną sceną) było z pięćdziesiąt osób, kilka emerytowanych nauczycielek z ogólniaka, znajomi i byli uczniowie Łozińskiej, z których (myślę) byłem jednym z najmłodszych. Ogólnie robiłem chyba za młodzież tego spotkania. Każdy dostał w prezencie tomik „Nostalgie”, a po odstaniu kilku minut w kolejce dedykację autorki. Przypomniałem się pani profesor jako były uczeń, z którym była nawet jednych wakacji w ochotniczym hufcu pracy, ale coś mi się wydaje, że jej „Pamiętam cię, pamiętam, ale nazwiska to już nie” było jednak tylko czysto grzecznościowym zapewnieniem.
Do domu wróciłem przed dziewiętnastą.

Nasze miasto Kętrzyn.pl: Spojrzała kiedyś na piękną przyrodę dookoła niej i zaczęła pisać wiersze. Stanisława Łozińska spotkała się z czytelnikami

Refleksja #1:
Patrząc po zdjęciach może trochę przeszacowałem frekwencje. Chociaż tomiki z poezja, które wyłożono na biurku rozeszły się prawie wszystkie, a było ich tam najmniej z sześćdziesiąt.
Refleksja #2:
Ubrałem się jak ostatni dziad. Na Pilipiuka byłoby w sam raz, ale na Andrusa trzeba mi będzie kupić przynajmniej porządną koszulę.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Noc ciężka, ranek męczący, wieczorem horror. Jeden ze spokojniejszych momentów dnia wykorzystuję na wizytę w bibliotece. Pod koniec października ma być w zamku Andrzej Pilipiuk, wypożyczam więc dwie jego książki, żeby sobie przypomnieć, dlaczego przestałem czytać opowiadania o Wędrowyczu i czy mimo wszystko nie wybrać się na spotkanie autorskie. Chociaż to ostatnie i tak zależy przede wszystkim od babki.

Read Full Post »

Rozlało się w nocy i przez cały dzień mniej, czy bardziej popaduje. Babka rano nie chce łykać tabletek. Wieczorem już nawet nie próbuję zmierzyć jej ciśnienia. W okolicach dwudziestej trzeciej wychodzę na dłuższy spacer, który kończę nad jeziorkiem, w plenerowej siłowni dla emerytów. Wreszcie mam okazję wypróbować, jak się ćwiczy na ustawionych tam urządzeniach.

Read Full Post »

Older Posts »