Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2017

Wstaję z lekkim bólem głowy, jakiś opuchnięty na twarzy i ogólnie do niczego. Czyżby przemoczone w piątek nogi miały mi wyjść bokiem?
Niezdolny do większej aktywności dzień spędzam przy komputerze, słuchając Dwójki, choć fan jazzu ze mnie dość średni. Na obiad odsmażam mrożonkę Hortexsu, jakieś warzywa po włosku, czy ze szpinakiem. Babka, lekko przegłodzona po sobocie, zjada z apatytem całą swoją porcję, nawet lekko twardawe brokuły.
Po wieczornej drzemce trochę odżywam. O dwudziestej oglądam na 13 ulicy dwa odcinki „Mentalisty”, a później jeszcze jeden w sieci.

Read Full Post »

Babka rano (przed szóstą) jest niespokojna, a później śpi prawie do czternastej. Że śniadania więcej korzystają ptaki, niż ona. Nawet samego pasztetu nie chce. Tyle, że zjadła jogurt. I przed siedemnastą namówiłem ją jeszcze na jajko, sadzone. Wieczór jest równie uciążliwy, co poranek. Babkę najpierw męczy niskie ciśnienie, a później nie wiadomo co, w każdym razie marudzi i długo nie może zasnąć.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Od rana pochmurno, deszczowo – przynajmniej jeśli idzie o pogodę – nieciekawie.
O jedenastej listonoszka przeszkadza mi w ścieleniu łózka.
– Mam polecony – mówi przez domofon.
Zdziwiłem się. A jeszcze bardziej widząc wielką kopertę, którą przyniosła mi kobieta.
– A cóż to za niespodzianka… – mruczę, podpisując pokwitowanie odbioru.
Z niecierpliwością rozerwałem opakowanie i wysypałem zawartość – kolejne koperty i miękką (później się okazało, że z płócienną torbą na zakupy), niewielką paczuszkę – a później spojrzałem na adres nadawcy:
Matylda.
Całkowite zaskoczenie.
Byłem przekonany, że już się do reszty znudziła moją osoba, a tu proszę.
Największą frajdę sprawił mi oczywiście dołączony do przesyłki list przewodni. Papierowa epistoła w czasach, w których przestaje się pisywać nawet maile i SMS-y, to prawdziwa rzadkość.
Po obiedzie chodzę po recepty dla babki do przychodni. I do zegarmistrza odebrać naprawione zegarki. Wracam w całkowicie przemoczonych butach – już i w lewym zrobiła się dziura w podeszwie. Teraz to koniecznie muszę pomyśleć o kupnie nowych. Pogoda niestety nastała taka, że nie ma co liczyć na rychłą możliwość nałożenia sandałów.

Read Full Post »

Na obiad kotlety, mielone. Mam już usmażone, trzeba tylko odgrzać i ugotować ziemniaki. Do tego dla babki buraczki, dla mnie surówka z kapusty (wiosenna, kupna, resztki z ze środy).
Wieczorem przypominam sobie, że mam zaległy odcinek „O mnie się nie martw”. Śledzenie seriali w sieci nie sprzyja systematyczności, więc co i raz się zawieszam w oglądaniu.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Po śniadaniu (głównie sernik) daję się mamie wyciągnąć na zakupy do „Natalii” (hurtownia odzieży). Wracamy po godzinie, z torbami pełnymi ciuchów i pościeli.
– Ale ja chyba nie jestem aż tak strasznie upasiony – pytam pełen nadziei, wieszając w szafie nowe koszule.
– Jesteś, jesteś – matka, mimo świątecznego dnia, jest bezlitosna (bezlitośnie szczera?).
– Takiego ogromnego brzucha to chyba jednak nie mam?
– Masz, masz.
– Mam? Byłem przekonany, że jestem upasiony, ale tak dość równomiernie.
– Odpuść sobie kolacje – radzi mama
– Nie mogę. Zrezygnuję ze śniadania, z obiadu, ale kolacje muszę zjeść.
– I dlatego tyjesz.
– Płatki owsiane wieczorami jem. One chyba aż tak strasznie kaloryczne nie są?
– Nie wiem. Koniom się daje owies żeby błyszczały…

Read Full Post »

Dzień # 1137.

Read Full Post »

Zabieram się powoli za opróżnianie piwnicy z nadmiaru przydasiów. Przynajmniej w jednej muszę mieć trochę luzu. Żeby się chociaż dało przejść swobodnie od drzwi do okna.

Read Full Post »

Older Posts »