Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2017

Pruszków Wieczorem klikam przez chwilę z Sojuzem na temat wrażeń (ogólnie samych dobrych) z lektury „Do Lolelaj”. Może i Bartek, jako częsty bywalec klubu, stał się pożywką dla autora do stworzenia jakiejś postaci, ale ja w żadnym z bohaterów powieści nie dopatrzyłem się nawet śladu podobieństwa do jego osoby.

Read Full Post »

Poranek przy komputerze. Popołudnie przesypiam.

Read Full Post »

Na obiad zupa. Jarzynowa. Później chwila z książką. Wieczorem radio. Najpierw rozbudzam w sobie apetyt na tomy korespondencji Józefa Czapskiego z Ludwikiem Heringiem, następnie słucham Żurawieckiego rozmawiającego o swojej nowej powieści.

Read Full Post »

– Nasz Reks kończy w sobotę roczek – relacjonowała wczoraj Barbara. – „Mamo, musisz mu kupić kość – mówi do mnie Kunegunda. – Damy mu w prezencie, niech się cieszy”.
Dzisiaj patrzę – bratowa wrzuciła na Facebooka zdjęcie swego kundla rozwalonego w sypialni na małżeńskim łóżku z kością w pysku.
Nie dziwię się, że mama przy Wigilii postawiła im warunek „Macie przychodzić z psem, to nie przychodźcie wcale”. W obcym domu ten zwierzak też robi, co chce.

Read Full Post »

Bratowa coś tam załatwia w mieście. O dwunastej wpadła wypić herbatę i zjeść kanapki („Ale nie robiłem jeszcze zakupów i mam tylko serek topiony. Może być?” „Może.”). Później siedzi jeszcze godzinę od czternastej, czekając na autobus, więc jestem zmuszony poczęstować ją obiadem. Kupiłem pierogi z mięsem, mrożonkę, jak się okazało po odgrzaniu ledwo zjadliwe ale w sumie średnio się tym przejąłem.

Read Full Post »

Dzień # 1075.

O jedenastej u Mistrza Jana była już tylko kolejka i pączki z czekoladową polewą. Lekka mżawka zniechęcała do dalekich poszukiwań, zaszedłem więc do nieodległej Nemezji i wziąłem jakie mieli – sześć klasycznych, z lukrem i nadzieniem różanym. Planowałem większa rozpustę, ale pączki wyglądem nie zachęcały do obżarstwa. Może była to resztka z jakiejś środowej dostawy? W każdym razie babka przy śniadaniu nie dała rady nawet jednemu. Ja zjadłem dwa i też miałem dość.

Read Full Post »

Przyjechała mama. Odsypiam spokojnie do dziesiątej, a babka drzemie praktycznie przez cały dzień. Do śniadania jeszcze usiadła, obiad (naleśniki) je już w łóżku i nie chce się w ogóle odzywać.
Po południu wychodzę zrobić opłaty. Po odprowadzeniu mamy na dworzec zachodzę do Biedronki. Trochę wieje, pada śnieg z deszczem. Wieczorem rozkłada mnie ból głowy.

Read Full Post »

Older Posts »