Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2016

Zastanawiam się długo nad wyborem lektury i ostatecznie nie czytam nic.
Na obiad podaję makaron z jakimś średnio udanym (kupnym) pomidorowym sosem.
W nocy kończę piąty sezon „Teorii wielkiego podrywu”.

Reklamy

Read Full Post »

Dosypiam do trzynastej. Obiadu nie gotuję. Dla babki mam talerz piątkowego krupnika (udał się mamie wyjątkowo smacznie), sam jem płatki kukurydziane na mleku.
Pod wieczór idę na cmentarz. Teoretycznie na spacer i podlać kwiaty, ale bardziej sprawdzić, czy listonoszka dobrze widziała, że trzy tygodnie temu pod kościołem wisiała klepsydra mojej sąsiadki z piętra. Okazuje się – dobrze widziała. Sąsiadka nie utrzymywała z nikim w klatce bliższych stosunków i tak odeszła, że nikt tego nie zauważył.

Read Full Post »

Mama w odwiedzinach, kąpiel babki, a po szesnastej wizyta fryzjerki. Znów zawołałem dziewczynę z zakładu pod blokiem. I znów stwierdzam po fakcie, że znajoma strzygła babkę lepiej. Następnym razem chyba się przemogę i zajdę do pani Alinki*.

Read Full Post »

Zwierzyniec Ciepło, nie pada (choć przez moment się zanosiło), przez całą noc mogę trzymać otwarte drzwi na balkon i później (w dzień) też.
Śniadanie jem dopiero o 13:30.
Obiad po 17.
Do kolacji siadam w okolicach 21:30.
Mógłbym jeszcze wspomnieć o zakupach w Nemezji i rozmowie z kasjerka. Choć to nie było tak zajmujące, jak wczorajsza konwersacja w zieleniaku, przy okazji płacenia za śliwki.
– Mógłby pan dać jeszcze dziesięć groszy? – spytała nowa sprzedawczyni, przeszukując kasę w poszukiwaniu drobnych do wydania reszty.
– Niestety.
– Ja mogę dać – zaoferował stojący za mną klient.
Aż się odwróciłem, żeby go sobie obejrzeć – młody, bysio, całkowicie nieznajomy.

Read Full Post »

Żeglarskie pozdrowieniaRano przysnąłem i budzi mnie dopiero przed jedenastą telefon mamy.
Po śniadaniu babki wychodzę na balkon podlać pelargonie. Pomiędzy jednym kubkiem, a drugim słyszę męski głos, który pokrzykuje spod bloku z angielska „Hallo!”.
Do mnie?
Prostuję się, by spojrzeć na chodnik.
– Joseph is dead! – woła gość, ni to oznajmująco, ni pytająco, a ja kompletnie głupieję. Dopiero gdy kiwa głową w stronę balkonu sąsiada odzyskuję rezon.
– Tak, w zeszłym roku – potwierdzam.
– Nie byłem na pogrzebie – rzuca facet, bardziej do siebie niż do mnie i rusza w dalsza drogę.
Jakiś absurd.

Read Full Post »

Trochę cieplej i już zero spokoju. Zresztą może i bez tego byłoby, jak było.
Nawet nowo przybyłej Bromby (listonosz był z przesyłką już po 8:30) nie dałem rady przeczytać.

Read Full Post »

Poranek męczący. I popołudnie też, ale tu już głównie ze względu na pogodę.
Po trzynastej wpadła bratowa z Kunegundą. Znów wymieniały jakieś podręczniki. I kupiły kolejne słuchawki dla młodej. Te z poprzedniego tygodnia pies załatwił w drugim dniu używania.
Obiad robię tylko dla babki, sam zadowalam się kanapkami.
Wieczór zamiast wyglądanego deszczu i ochłodzenia przyniósł mi jedynie ból głowy.

Read Full Post »

Older Posts »