Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2016

Dolomity Do południa przez dwie i pół godziny hydraulik. I ksiądz Henryk z wizytą u babki. Ten krótko, ale dłużej niż normalnie, bo o pożarze trzeba pogadać, a hydraulik okazał się jakimś jego znajomym. I jeszcze przed obiadem godzina ganiania po mieście i załatwianie różnych spraw.
Później muszę się zająć biedami babki. Przypilnować, by leki wzięła, bo wysokie ciśnienie zaczyna ją męczyć, przez co staje się marudna i męcząca dla mnie.
A wieczorem odrobina relaksu i luksusu – tusz w kąpieli. Wreszcie.

Read Full Post »

 

Guber O czternastej wychodzę załatwić sprawy hydrauliczne. Wreszcie. Termin zgłoszenia wymiany zaworu upływa jakoś tak z końcem marca, więc nie dało się dłużej zwlekać. Przy okazji kupuję też nowy piecyk gazowy (podgrzewacz do wody). I baterię nad wannę.
Po powrocie do domu gotuję babce zupę. Marchewkowo-ziemniaczaną. Sam na obiad jej płatki kukurydziane na mleku.
Wieczorem oglądam kolejny odcinek „Prawa i porządku: Sekcji specjalnej”. Później siedzę przy kompie. Przed północą zaokienne atrakcje wywabiają mnie na balkon. Już o 23 musiałem zamknąć lufcik w łazience, bo czułem intensywny zapach dymu z dobrze wysuszonej smołowanej sosny. Pomyślałem, bagatelizując sprawę, że pewnie zawiało z czyjegoś komina. Tymczasem był to dym z płonącego po sąsiedzku (prawie) XIX-wiecznego młyna. Przed północą słup ognia był już tak duży, że zauważyłem w pokoju jakieś dziwne pełganie światła. Wyjrzałem przez okno, a nad Gubrem hajcowało już ognisko na dwa pietra, na wysokość dachu pastorówki!

Zdjęcia z poniedziałkowego, popołudniowego spaceru.

Read Full Post »

Minimalistycznie ze stolicyMyślałem – pośpię rano dłużej, a spokojnie. Ale gdzie tam! Nie z rodziną, która mieszka marne dwadzieścia parę kilometrów ode mnie. O 7:30 pobudkę-niespodziankę zrobiła mi bratowa z Kunegundą.
– My tylko na chwilę – uspokoiła Baśka. – Po ósmej lecimy do miasta załatwiać swoje sprawy.
– Tylko nie mów jakie! – zawołała Kunegunda. – To tajemnica.
– Przecież stryjek i tak się wszystkiego dowie jak wrócimy – zwróciła jej uwagę Barbara. – Możesz mu powiedzieć.
– Nie chce, niech nie mówi – mruknąłem. W danym momencie interesował mnie tylko powrót do łóżka.
Tymczasem Kunegunda była tak podniecona powodem przyjazdu, że chęć podzielenia się radosną (dla niej) nowiną wygrała z pragnieniem utrzymania sprawy w sekrecie. Zresztą zależało jej głównie, by rzecz nie dotarła przedwcześnie do babki Doroty. Jej babki, czyli mojej mamy. I w sumie się nie dziwię, bo jestem przekonany, że mama w pełni podzieliłaby moją reakcję. Z tym, że ja zatrzymałem wszystko dla siebie.
Niespodzianka z Biedroniogrodu– Przyjechaliśmy po pieska – wyjawiła bratanica. – Szczeniaczka.
„O kurwa! – pomyślałem tylko – Jeszcze psa tam brakowało. Stada kotów im mało?”
– Kunegunda stwierdziła, że też chce mieć kogoś do kochania – dodała bratowa. – Idziemy teraz po tego pieska, a później do weterynarza.
– Też sobie stryjek powinieneś psa wziąć – poradziła Kunegunda.
– A po kiego czorta?
– Żebyś nie był sam.
Chciałem zauważyć, że na razie nadal mam babkę, ale dałem sobie spokój.
Po wyjściu pań walnąłem się jeszcze pod kocem, niestety o 9:30 zaczął dzwonić telefon. Teraz wstałem już z bólem głowy, takim typowym z niedospania.
Rodzina wróciła ze swoim nowym pupilem o dziesiątej. Z Barbarą coś tam jeszcze pogadałem, poczęstowałem ją herbatą. Kunegunda nie interesowała się już ani komputerem, ani grami na swoim smartfonie, tylko siedziała nad postawioną w przedpokoju torbą z czarnym, miesięcznym szczeniakiem.
Po jedenastej odprowadziłem panie na przystanek i walnąłem do łóżka. Babka niestety domagała się mojej uwagi, chciała i obiadu, i coś tam do picia, więc musiałem kilka razy przerywać drzemkę. Zanim porządnie się wyspałem wybiła dwudziesta.

Read Full Post »

LInksmų Šv.VelykųDo obiadu monotonnie świątecznie. Długo rozmawiam przez telefon z mamą. Słońce świeci i dodatkowo rozgrzewa mieszkanie. Babka drzemie.
Później obżeram się sałatką z tuńczyka (babka już nie chce, wręcz twierdzi, że niesmaczna jest!) i wychodzę na blisko dwugodzinny spacer. Najpierw dreptam jakieś dwa kilometry torami, za miasto, później kawałek wzdłuż Gubra (Gubru?) do żerowiska bobrów i wracam lasem, przez Górkę Poznańską.
Wieczór spędzam przed telewizorem.

Dzień # 743.

Read Full Post »

Z Płocka Około jedenastej jem razem z babką świąteczne śniadanie. Jest skromnie. Oprócz święconki – pętka myśliwskiej kiełbasy, kromki chleba, dwóch jajek i kieliszka z solą – na stoliku stawiam tylko herbatę, dodatkowe pieczywo i słoiczek z chrzanem. Później przynoszę jeszcze po kawałku pasztety. A na koniec sernik, kupny, więc bez rewelacji.
Pod wieczór wychodzę na cmentarz zapalić znicz u dziadka. Haft matematycznySpacer z lekka mnie otrzeźwia (mieszkanie jest zdecydowanie przegrzane) i przytłumia ból głowy. O 21:00 czuję się już na tyle dobrze, że mogę zalec przed telewizorem i obejrzeć finałowe odcinki „Kodu 100”. Otwarte zakończenie serialu rozczarowuje. Az zaczynam żałować, że to w ogóle oglądałem. Na przyszłość dziękuję amerykańskim (z ducha) kryminałom w skandynawskiej scenerii.

Dzień # 742.

Read Full Post »

Moomin and the Mymble paint an Easter egg

Dzień # 741.

Read Full Post »

I ostatnia, która doszła na czasBabka rano jest ciut niespokojna, od szóstej nie daje mi spać. A o 8:30 licho przyniosło bratową z Kunegunda. I się muszę na szybkiego ewakuować z pościeli. A później męczyć prawie do piętnastej, do momentu, gdy przyjechał brat (samochodem z kolegą) i je zabrał do domu.
Retransmisję bachowskiej Pasji według św. Jana (PR2, od 16:00) przesypiam praktycznie w całości. Wstaję dopiero przed dziewiętnastą, na odcinek „Flasha”.

Dzień # 740.

Read Full Post »

Older Posts »