Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Listopad 2015

Krótko. Sennie. Leniwie.
Babce zrobił się na policzku jakiś kaszak, czy wrzód, który zamierza leczyć okładami z siemienia lnianego.
W popołudniowej poczcie przyszedł nowy numer „Repliki”.
Do czytania z tekstami Szymborskiej o książkach dobieram najnowszą powieść Witkowskiego. A właściwie zamierzam dobrać. Dzisiejszy czas na lekturę zajęła mi TV Kultura z czeską „Spóźnioną miłością” (Vrásky z lásky. 2012).

Reklamy

Read Full Post »

Dni zrobiły się znacznie krótsze i zimniejsze. Rzadko padało. Białe słońce ukazywało się nad doliną tylko na chwilę w środku dnia i wtedy ogołocone z liści drzewa rzucały cień na ziemię, lecz rano i wieczorem wszystko tonęło w szarym półmroku, a potem zapadała ciemność.

Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie¹

Wreszcie się wyspałem . I poczytałem trochę .

__________________________________________________
¹ Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie, tł. Teresa Chłapowska – Nasza Księgarnia, Warszawa 2006 – str. 128

Read Full Post »

Jest lekka poprawa – wstaję już o czternastej. Dla równowagi babka ma gorszy dzień. Udało mi się wyskoczyć na szybkie zakupy do pawilonu, ale do szykowania obiadu nie ma warunków. Siedzę przy łóżku, uspokajam, faszeruję tabletkami. Zresztą nie warto się trudzić z gotowaniem zupy (myślałem o buraczkowej), skoro miałbym jeść sam.
Wieczorem na szczęście leki chyba zaczynają działać. Babka się uspokaja, zjada jeszcze w ramach obiado-kolacji bułkę z pieczarkami i smacznie zasypia.

Read Full Post »

Efferalgan. Ból głowy. I łózko do czternastej trzydzieści.
Później szybko załatwiam babce wizytę fryzjerki. Do naszej znajomej nie udało mi się dodzwonić (zrezygnowała z telefonu stacjonarnego?), więc sprowadzam kobietę z zakładu pod blokiem. Akurat była luźniejsza i mogła przyjść od razu.
Na obiad odgrzewam mrożonkę, warzywa po hiszpańsku. Babka nie ma obiekcji.
Wieczór spędzam pół na pół przy telewizorze i komputerze.

Read Full Post »

Pochłodniało. Temperatura nie przekracza 2 °C.
Przeprosiłem się z czapką, ale zimowa (a w każdym razie grubsza, ładniejsza, cieplejsza) kurtka nadal wisi w szafie. Na szybkie (krótkie) wyjścia do miasta wystarczy jesienna.
Tak myślałem.
Niestety czasem wyjście nieoczekiwanie się przedłuży.
Przez czterdzieści minut marznę z mamą na przystanku, czekając na autobus. Dziesięć pierwszych na rozkładowy, resztę na zastępczy, bo ten pierwszy rozkraczył się gdzieś w trasie.
Później zamiast wracać od razu do domu funduję sobie spacer do paczkomatu – czterdzieści pięć minut w obie strony tempem dalekim od spacerowego. I też się nie zgrzałem.
Nie będzie zaskoczenia, jeśli mi to późne popołudnie (wczesny wieczór?) wyjdzie bokiem.

Read Full Post »

Pozując przed monitorem

Dzień # 619.

Read Full Post »

Tower of London at night Wizyta bratowej pokrzyżowała mi plany porządkowe. Na szczęście Paweł zadzwonił o dziesiątej i uprzedził, że mogę spodziewać się jego żony, więc Barbara nie zastała mnie nad stosami powyciąganych z biblioteczki książek.
Na obiad wyciągam z zamrażarki porcję pulpetów. Babka, rozespana, dłubie niemrawo w talerzu, szybko traci zainteresowanie jedzeniem i chce wracać do łózka. Odbija to sobie wieczorem, domagając się późnej kolacji i ględząc prawie do jedenastej.

Read Full Post »

Older Posts »