Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2015

Daniel Radcliffe jako Ig Perrish Po południu kontrolna wizyta na cmentarzu. Chryzantemy ładnie kwitną. Wkład do znicza okazał się być z jakiejś szajsowatej parafiny i okopcił szkła latarenki. Dąb wytrwale gubi liście, ale nie na tyle intensywnie, by się opłacało ponownie grabić.
W nocy oglądam „Rogi” (Horns. 2013), takie tam przeciętne nic z DVD kupionego kiedyś w Biedronce.
Daniel Radcliffe wygląda całkiem apetycznie z porożem na głowie. I to właściwie wszystko, co można dobrego o tym filmie powiedzieć.

(miało być jeszcze o cukierkach, ale wykorzystałem tekst w komentarzu)

Dzień # 594.

Read Full Post »

Świt z mrozem (niestety). I z praniem (niestety jeszcze bardziej).
W porze śniadania wizyta bratowej. Kupuję kawałek szarlotki, żeby było coś smaczniejszego do herbaty.
Na obiad wczorajsza pomidorowa z ryżem. Babka znów nie ma apetytu, zjada mniej niż pół talerza zupy.
Po południu przemeblowanie. Przenoszę badziewną szafkę z mojego komputerowego kąta za fikusem do przedpokoju, na miejsce stolika (wysoki połysk), który wyrzucam na strych.
Wieczorem zakupy w Biedronce. Nie znalazłem żadnych tanich cukierków na rozwagę, więc jutro trzeba będzie jeszcze zajrzeć rano do pawilonu.

Read Full Post »

Przyjechała mama. Bladym świtem, bo z wypchaną (ciężką) siatą wiktuałów, więc razem z sąsiadką dojeżdżająca autem do pracy. Po zakupach o ósmej zabiera się od razu do gotowania obiadu. Ja usiłuję trochę dosypiać, ale że nie ma do tego warunków jeszcze przed śniadaniem idę zrobić opłaty za chatę i po kolejny tom z kolekcji Świata Dysku. Później siedzę trochę przy kompie, czekając na kuriera z paczką.
O dwunastej idziemy na cmentarz ogarnąć grób dziadka z liści i umyć pomnik. W dużej donicy, w miejsce zmarniałych pelargonii, sadzę kupioną po drodze bordową chryzantemę. Postoi trochę, o ile w najbliższych dniach (a bardziej nocach) nie będzie przymrozków.

Read Full Post »

W ramach odreagowywania (czy też raczej folgowania nałogowi) po śniadaniu robię zakupy w sklepie Gildii. A drugie wieczorem, na Allegro. Obejrzawszy filmik montażowy skusiłem się na metalowy, piwniczny regał typu Orion. Po lekkich roszadach powinien mi się zmieścić do kąta za komputerem.

Read Full Post »

Tyle dobrego, że nocny ból głowy minął przed południem, a wieczorem i kolano (lewe; sforsowane przy kopaniu ogródka?) przestało boleć.
Poza tym dzień gówniany. Szczęściem bez wizyty bratowej i z perspektywą tygodnia spokojniejszego o jeden problem.

Read Full Post »

Gotowanie kopytek zeszło mi dłużej, niż planowałem. Czy też raczej zwyczajnie zbyt późno się do tego wziąłem. W rezultacie obiad był dopiero pół do czwartej. A kopać ogródek poszedłem o szesnastej. Siłą rzeczy większą część roboty odwaliłem już po zmroku, korzystając ze słabego światła odległych lamp ulicznych. Do domu wróciłem zziajany, ale szybciej, niż myślałem. Babka nawet nie zdążyła się jeszcze obudzić z poobiedniej drzemki. Zanim mogłem odpocząć, pomoczyć się w wannie w gorącej kąpieli, musiałem jeszcze pomyć gary zalegające w zlewie. I przyniosłem wietrzące się na strychu tomy Nienackiego, żeby zaaplikować im ponowne mrożenie w lodówce. Kunegunda zaczęła czytać Pana Samochodzika z księgozbioru brata i wciągnęła się. Wiem od mamy, że przez „Nowe przygody Pana Samochodzika” zawaliła naukę słówek z rosyjskiego i musiała markować ból głowy, żeby uniknąć jakiegoś testu i zerwać z lekcji.

Read Full Post »

Zanim odkleiłem się od komputera, przyszykowałem obiad i przestałem słuchać radia (PR2 – Tęgie Chłopy na „Muzycznej Scenie Tradycji”) zmierzchło i zaczęło popadywać. Mogłem więc z czystym sumieniem zrezygnować ze spaceru i zalegnąć w fotelu z książką.

Muzyka Kielecczyzny skocznością i tanecznością w niczym nie ustępuje bałkańskim rytmom.

Read Full Post »

Older Posts »