Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2015

I znów pobudka bladym świtem. I męczące poranne godziny, gdy ja usiłuję nadal spać, a babka ma fazę na gadanie. Na obiad wyciągam z zamrażarki porcje grochu. Wieczorem wychodzę na chwilę sprawdzić, czy pelargonie u dziadka ładnie kwitną. A poza tym netuję, słucham telemanowego oratorium o Daniel uratowanym z jaskini lwów (ładne to) i czytam nowego Szczygielskiego.

Reklamy

Read Full Post »

Miejscowa oferta Nocy Bibliotek – maskarada i czytanie horrorów (od 22:00, wcześniej były jakieś imprezy dla dzieci) – nie skusiła mnie do odwiedzenia zamku. Wolałem poczekać do zmroku i przytargać ze śmietnika dwa worki książek, wypatrzone przy poobiednim sprzątaniu piwnicy. Ciężkie były, że musiałem obracać dwa razy. Oby było warto. W dzień – zaglądając na szybko do jednego z nich – zauważyłem coś Nienackiego z białej serii przygód Pana Samochodzika. I zbiór opowiadań Jacka Londona.

Read Full Post »

BingoRankiem robię szybkie zakupy. I jeszcze przed śniadaniem mam listonoszkę z wyglądaną przesyłką od Pinokia.
Przed Warszawskimi Targami Książki spytał, czy nie chcę czegoś z autografem. Wspomniałem o nowej powieści Szczygielskiego i o monografii „Filipinek”. I voila – oba tomy wyciągnąłem teraz z bąbelkowej koperty. Filipinki bardzo ładne edycyjnie, „Bingo” od pierwszej strony podniecające. W obu dedykacje od autora – w „Bingu” odrobinę żenująca, choć sympatyczna.
Zapowiada się, że weekend będzie przyjemnie literacki.

Read Full Post »

Wczoraj zapeszyłem. Czwartek mam długi (pobudka o trzeciej) i dość wyczerpujący (do południa problemy z babcinym ciśnieniem, wieczorem z zaśnięciem). Chyba nie powinienem się za bardzo nastawiać na wyjazd do Warszawy trzynastego czerwca. Mamie może być za ciężko opiekować się babką przez dwa dni.

Read Full Post »

Czwarty dzień odpoczynku po Meekhanie. Z nową lekturą poczekam chyba na przesyłkę z Warszawy i egzemplarz „Binga”. Dziś przejrzałem jedynie czerwcowy numeru NF, zaliczając rozczarowanie opowiadaniem (a właściwie mętną przypowieścią) Ursuli K. Le Guin.
W domu spokój. Babka znów funduje mi pobudkę przed piątą, a wieczorem trochę marudzi i nie chce wziąć tabletki od ciśnienia, ale ogólnie jest nie najgorzej. Na obiad odgrzewam przygotowanego wczoraj przez mamę kurczaka. Po południu mam spacer do przychodni po receptę na babcine leki. Nie wszystko udało mi się dziś odebrać w aptece, więc jutro też będzie pretekst do wyjścia z domu.

Read Full Post »

Mama najzwyczajniej w świecie sabotuje moje próby walki z nadwagą. Przy poprzedniej wizycie zostawiła mi wypatrzoną na jakiejś promocji paczkę kruchych ciastek. Teraz kupiła pół kilo amoniaczków u Mistrza Jana.
– Dla babci – zaznaczyła.
Tak, jakby nie wiedziała, że babka zje jedno ciastko czy dwa, a ja resztę.

A sundavilla w doniczce zamiast wiechcia ciętych kwiatów (zwyczajowo bywał najczęściej bukiecik konwalii) chyba przypadła jej do gustu.

Read Full Post »

WrocławWieczorem wspomniałem nieopatrznie, że ojciec w poniedziałek wybiera się do fryzjera i może do nas wpaść na chwilę. Głupek! Babka zaczęła wyglądanie gościa prawie ze wschodem słońca. Pierwszy raz (z pytaniem „Ojciec jeszcze nie przyjechał?’) obudziła mnie o czwartej, a później już normalnie, co godzinę.
Szczęściem dzień miał też przyjemniejsze momenty. Związane z wizytą listonoszki zwłaszcza.

Read Full Post »

Older Posts »