Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2014

Mama – od jedenastej do końca dnia (czytaj – wizyta z noclegiem).
Mam czas na wyjście do fryzjera i spokojną godzinę w mieście.

Reklamy

Read Full Post »

SAM_5102 W sumie niepotrzebny gadżet. Ale za złotówkę sprzedawali, więc szkoda było nie wziąć.
Może zacznę zbierać takie okołoliterackie kubki? Ten byłby trzeci w kolekcji – obok używanego na co dzień kubka z Paddingtonem (też gratis ze Znaku) i reklamowego Piaskuna.

A poza tym jest spokojnie.
Ciśnienie babki znów zjechało do normalnych wysokości, momentami bywa nawet odrobinę za niskie. Co nie poprawia jej samopoczucia, ale przynajmniej nie budzi mojego niepokoju.
Po południu wpadł na chwilę braciszek – ponury, niczym chmura burzowa. Zostawił plecak zimowych jabłek (z 10 kilo?), nadeptał w łazience (Ja: „Gdzie w tych buciorach!?” – tu trzeba chyba wyjaśnić, że brat nosi glany – Paweł: „Czyste są” Ja: „Gówno, a nie czyste!” Paweł: „Samochodem przyjechałem, to czyste”) i pognał do żony, z którą jechał na cmentarz porządkować groby jej bliskich. Co chyba było powodem braku humoru młodszego.

Read Full Post »

Planowałem na obiad placki z jabłkami. Jednak po trzynastej babka zjadła trochę swojej zupki (marchewka z ziemniakami na mleku), a później jeszcze dwie kanapki. Myślałem, że już jej to wystarczy i będę mógł sobie darować dzisiejsze pichcenie. Ale nie, po szesnastej zachciała dodatkowo placków.
Tradycyjnie nasmażyłem zbyt wiele. Kopiasty talerz został na jutro.
A poza tym chyba mój komputer zaczyna wysiadać. Wieczorem ledwo udało mi się maszynę uruchomić.

Read Full Post »

Początek dnia ciężki – głowa nadal lekko boli, a babka, funkcjonując wg czasu letniego, już przed ósmą domaga się śniadania. Na szczęście później jest już lepiej.
O dziesiątej wypijam normalnie kawę i oddaję się spokojnemu netowaniu. Nadrabiam zaległości na forum, coś tam oglądam na FB. W poczcie znajduję maila ze Znaku, że jest już dostępna powieść Batki. „Z powrotem, czyli fatalne skutki niewłaściwych lektur” daje mi trzeci potrzebny tytuł do zamówienia (darmowa wysyłka od 79,90 zł). Dorzucam jeszcze do koszyka „Tajne państwo” Karskiego (słuchane w radiu fragmenty wydały mi się ciekawe), na prezent urodzinowy dla ojca, i robię kolejne nieplanowane zakupy.
Z obiadem się nie przemęczam, wyciągam z zamrażarki porcję leczo.
Po piętnastej idę na cmentarz. Liści jest do grabienia mniej, niż oczekiwałem. Chyba przed sobotą był ktoś u doktora W. leżącego po sąsiedzku z dziadkiem i posprzątał w całym ogródku. Wyrzucam zmrożone pelargonie (prymulki kwitną drugi raz, a im mróz nic nie zrobił, więc donica zostaje na miejscu) i myję pomnik. W trakcie dociera do mnie SMS z Paczkomatu, że mam do odebrania przesyłkę. Niestety znów nie jestem pewien numeru komórki, w związku z czym odkładam wypad pod Polo Market na później.
Po powrocie do domu doczytuję ostatni rozdział Ksina. Kolację szykuję babce jeszcze przed „Teleexpressem” – herbatę z pigwą i kanapkę z twarogiem (miała zjeść zupę marchwiową, ale zmieniła zdanie). Po programie mierzę ciśnienie (dziś dla odmiany ma niskie, poniżej normy), daję tabletki i wychodzę po przesyłkę.
Na dworze już ciemno. Przy małym kościele jakaś kobieta mówi mi znienacka „Dobry wieczór” – dopiero po głosie poznaję, że to sprzedawczyni z „Nemezji”, z która od czasu do czasu rozmawiam (żartujemy sobie) przy kasie. Chyba trzeba zacząć wychodzić do miasta w okularach, bo bez jestem prawie ślepy.
Wracając robię jeszcze opłaty i zakupy w „Nemezji” (znów nie oparłem się pokusie i wziąłem 30 dkg śmietankowych markiz).
Reszta wieczoru to już głównie radio (19:00-21:00 PR2 i wspomnienia o Christopherze Hogwoodzie) i telewizja (22:00 The Walking Dead). Najnowsza płyta Jaroussky’ego na przesłuchanie poczeka do jutra.

Read Full Post »

W nocy przymroziło. Przy śniadaniu termometr nadal pokazywał – 4°C.
Do południa muszę czekać na listonoszkę. Później babka wysłała mnie do sklepu po bułkę z pieczarkami.
O trzynastej wychodzę do ogrodu wykopać georginie i powyrywać zmrożone aksamitki. Po przerwie na obiad i chwili odpoczynku (godzina w chacie) robię porządek na balkonie i kończę kopanie działki.
Wieczór dzielę między książkę (pierwszy tom sagi o kotołaku Lewandowskiego, w połowie powtórka) i telewizję („O mnie się nie martw” – im dalej, tym słabiej; „Castle” – pierwszy odcinek siódmej serii – szkoda, że nadal to kręcą).

Read Full Post »

ParyżZrobiło się tak zimno, że musiałem wyciągnąć z szafy grubszą, jesienną kurtkę.
I zabrałem na dobre z balkonu drugiego juraminka (geranium). Będzie znów zimował w korytarzu na oknie. Donicę z kolosem z kuchni chyba też wystawie na klatkę schodową, bo wysoka temperatura w mieszkaniu (24 °C) w ogóle mu nie służy.

Łatka na 17 października 2014 r.

Read Full Post »

W mieszkaniu po Irenie remont idzie pełną parą. Momentami mam wrażenie, jakby za ścianą zalęgło się stado dzięciołów.

Read Full Post »

Older Posts »