Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2014

Pochłodniało (w pokoju 29°C, na dworze 27) i popadało deko. Już nie ma obawy, że kwiaty w ogródku wyschną ze szczętem. I nie muszę podlewać ogórków.
Po południu listonosz przyniósł przesyłkę ze Znaku. Teraz czekam jeszcze na zamówienie z PIW-u z nowym (poprawionym i odcenzurowanym) wydaniem „Pamiętnika z powstania warszawskiego” Białoszewskiego. A od jutra będę mógł sobie przypomnieć, jak Miron czytał swój pamiętnik w radiu. Ciekawe, czy zrobi to na mnie równie silne wrażenie, jak przy pierwszym słuchaniu.

Read Full Post »

Poranne zakupy w Nemezji. Zajęty wykładaniem kartonów (maślanka i sok jabłkowo-wiśniowy) na taśmę nie zwróciłem w ogóle uwagi na stojącego przede mną emeryta. Dopiero gdy się odwrócił i przywitał w gościu z brzuszkiem rozpychającym pastelową koszulkę z krótkim rękawem rozpoznałem księdza Henryka.
– O, dzień dobry! Po cywilnemu, to i księdza nie poznałem.
Ksiądz się lekko uśmiechnął.
– Powiedz babci, żeby jutro na mnie nie czekała – powiedział.
– To wizyta dopiero za miesiąc? – upewniłem się.
– Tak. I sąsiadkę możesz uprzedzić.
– Sąsiadka umarła w niedzielę.
– Umarła? – ksiądz był zaskoczony.
– Umarła – potwierdziłem. – Przez kilka ostatnich dni leżała w szpitalu, ale już nie dało się jej uratować. Organizm był mocno odwodniony, nerki przestały pracować i serce nie wytrzymało. Ale gdyby nawet przeżyła, musieli by ją dializować.
– I na dializach ludzie żyją po kilkanaście lat – zauważył ksiądz.
– A ile miała lat? – zainteresowała się kasjerka.
– 79.
– To jeszcze mogła pożyć.
– Ale sąsiadka już chyba nie bardzo chciała.

Read Full Post »

Pogrzeb sąsiadki był cichy, krótki i kameralny. Oprósz kilku sąsiadek przyszło pożegnać Irenę parę znajomych z pracy, w sumie jakieś dwadzieścia osób. Msza w kaplicy, ekspedycja na stary cmentarz – w siedemdziesiąt minut było po całej imprezie. A później wszyscy zaczęli się intensywnie zastanawiać, komu przypadnie mieszkanie po sąsiadce, kto zgarnie jej złoto i oszczędności. Co w sumie było nawet dość zabawne, zanim mama (przyjechała rano posiedzieć z babką żebym mógł spokojnie iść na cmentarz) nie przypomniała, że nadal mam klucz do mieszkania Ireny, więc mogę zostać posadzony o przetrząsanie jej szaf w poszukiwaniu ukrytych pieniędzy.

Read Full Post »

W pokoju piekarnik. Daje się jako tako funkcjonować tylko wcześnie rano. Od dwunastej już tylko czekamy dziewiętnastą i momentu, gdy słońce się schowa za blokami i przestanie nas dogrzewać przez balkonowe okno.
„Rzeki Londynu” rozczarowały w lekturze. Ale to w sumie moja wina. Zbyt wiele oczekiwałem po debiutanckiej powieści Bena Aaronovitcha. Trzeba mi było zrobić powtórkę „Nigdziebądź” Gaimana, skoro miałem ochotę na porządne urban fantasy.

Read Full Post »

Miałem po śniadaniu wyskoczyć na krótko do szpitala, zobaczyć co u Ireny, ale już nie było trzeba. Sąsiadka zmarła o czwartej nad ranem.
Chyba lubiłem ją bardziej, niż mi się zdawało, bo przykro mi się zrobiło.

Read Full Post »

Rysiek od Ireny wyjechał na kilka dni z miasta i opieka nad kotką sąsiadki spadła na moje barki. Rano skonsultowałem z Lidką sprawę karmienia zwierzaka. Do tej pory zawsze miałem do czynienia z kotami z wolnego wybiegu, które żarły co upolowały, do domu przychodząc jedynie na dodatkowe posiłki. Kotka Ireny od kilku dni była żywiona (po taniości?) tylko drobiową wątróbką. Dziś kupiłem jej puszkę karmy i wieczorem zostawiłem porcję na talerzu. Mam nadzieję, że się skusi.

Read Full Post »

Otwarcie miejskiej biblioteki po półrocznym remoncie skusiło mnie do wizyty w zamku. Z nowymi regałami w wypożyczalni jest bardziej elegancko. I przestronniej, bo więcej książek jest teraz trzymanych w magazynie, niż jeszcze w styczniu było dostępnych bezpośrednio dla czytelnika. Nie wiem, czy akurat ta zmiana jest korzystna. Dla samych bibliotekarek pewnie nie bardzo. W każdym razie chyba znów zacznę korzystać z publicznego księgozbioru. Przynajmniej będę miał pretekst, by na chwilę wyjść w kulturalne miejsce, a nie tylko do sklepu i na cmentarz.

Read Full Post »

Older Posts »