Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2014

Czwartek

Wieje jeszcze mocniej niż wczoraj. Babka jest niespokojna. Zapowiada się ciężka noc.

Read Full Post »

Środa

Zima trzyma. Wichura nie odpuszcza. Zaległości w lekturze przybywa.

Read Full Post »

Było babcine:
– Dareczku, już trzeba wstawać?
Od trzeciej w nocy, tak co godzinę.
A o 8:30 przyszedł administrator po klucz do pralni, bo zaczęli wymianę instalacji elektrycznej w piwnicy i już całkiem musiałem zrezygnować ze spania.
Po południu na chwilę zajrzała bratowa. Towarzyszę jej w biedronkowych zakupach i odprowadzam na przystanek. Wieje jeszcze mocniej, niż wczoraj.
Na obiad odgrzewam resztkę krupniku. Babka je tyle, co nic. Ciśnienie ma dobre, ale nie czuje się najlepiej (mówiąc delikatnie). Narzeka na bóle w klatce piersiowej, w karku, ogólnie jest jakaś rozbita. Mam nadzieję, że to tylko pod wpływem zmiany pogody.
Wieczorem czytam przez chwilę kolejny tom przygód Daisy D. Miał być Mankell, ale promocyjna przesyłka z Fabryki nadal w drodze.

Read Full Post »

Poniedziałek

Mróz lekko zelżał, ale dla równowagi nieźle wieje. Temperatura w mieszkaniu spadła do 21 stopni. Nie narzekam, bo u rodziców ledwo dochodzi do 16.
Rano mama zrobiła nam niespodziankę i przyjechała z niezapowiedzianą wizytą. Potrzebowała zrobić zakupy przed urodzinami, a może chciała się też upewnić, czy z babką wszystko w porządku.
Wychodzimy tylko do Nemezji i po pieczywo do Mistrza Jana. Na obiad jest krupnik na białej kiełbasie. Cztery godziny odwiedzin mijają wręcz błyskawicznie.
Wracając z dworca robię zakupy w Biedronce. A później już tylko siedzę przy kompie słuchając muzyki i nadrabiając netowe zaległości.

Read Full Post »

Rano nie mogę w spokoju zjeść śniadania. Tylko siądę do kanapek – ktoś kołacze do drzwi. Po sąsiadce i listonoszce licho przynosi jakąś Jednostkę Rozliczeniową w osobie młodego komiwojażera, który próbuje mnie zbajerować na cenę gwarantowaną prądu i trzyletnią umowę dostawy. Chłopak z pyska nawet sympatyczna, ale ogólnie raczej kibolskiej urody, za młoda i o głosie zbyt wulgarnym, bym dał się uwieść i cokolwiek podpisał. Dzwonię później na infolinię do Energi spytać, o co tu chodziło, ale jest prawie jak w skeczu młodego Stuhra – po 5 minutach wysłuchiwania kolejnych komunikatów z automatu poddaje się i odkładam słuchawkę.
Obiad serwuję wcześniej, już po czternastej. Podgrzewam w rosole kupne, ale zgrabne i smaczne litewskie kołduny. Później już tylko czekamy z babką na kolędowe odwiedziny księdza, szczęściem nie nazbyt długo. Młody wikary (wg babki – niezwykły przystojniak, dla mnie niedogolony misiek) pojawił się już około 16:30. Z modlitwa, pokropkiem, sprawdzeniem kartoteki i rozmową uwinął się w pięć minut (góra) i poleciał dalej.

Read Full Post »

Wizyta u dentysty była krótka i bezbolesna. Okazało się, że z zębem jest wszystko w porządku (nie licząc drobnego ubytku gdzieś tam przy dziąśle), więc zamiast leczenia kanałowego czekało mnie zwykłe plombowanie.
Wieczór spędzam z książką. Że nadal brak mi zapału do ambitniejszej lektury sięgnąłem po kolejny kryminał Caroly Dunn.

Read Full Post »

W nocy śnię, ze jestem na plaży. Rozbieram się powoli do opalania, na co jakaś laska reaguje śmiechem i głośnym „Patrzcie, jaki grubas!”.
A rano przyjechali Barbara i Paweł z malinowym tortem w prezencie dla babki w ramach jej dzisiejszego święta!

Read Full Post »

Older Posts »