Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2013

Poniedziałek

W dzień znów tylko 10 stopni, na noc zapowiadają coś niewiele powyżej zera.
Zabrałem juraminek (juraminka?) z balkonu i postawiłem na oknie w korytarzu.
– A jak znowu ukradną? – zaniepokoiła się babka.
– Teraz jesienią nikt kwiatka nie ruszy – rzuciłem uspokajająco. – A na wiosnę trzeba będzie się pilnować i zabrać donicę, zanim zainteresuje się nią złodziej.
– Może jak domofon jest teraz sprawny żaden złodziej nie przyjdzie.
– Może – przytaknąłem bez przekonania. – Ale na wszelki wypadek jeszcze kupię doniczkę i posadzi babcia młody kwiatek. Mała sadzonka może stać w kuchni na maszynie do szycia. Nie powinno być tam dla niej za ciepło.

Read Full Post »

Chłodno, ale słonecznie i bez deszczu.
Do południa brat. Po obiedzie doczytuję kryminał Caroli Dunn, lekko schematyczny (mordercą nie może być nikt z wyższych sfer?), ale odświeżająco przyjemny po ostatniej męce z tomikiem przygód Agathy Raisini.
Miał być spacer, niestety babka nie czuje się najlepiej i woli, żebym został z nią w domu. Zamiast zdjęć i własnych wrażeń z przechadzki po mieście muszą mi wystarczyć SMS-y Lidki z weekendowego (urodzinowego?) wyjazdu do Krakowa i Zakopanego.

Read Full Post »

6:30
– Już trzeba wstawać?
– Nie, jeszcze nie. Ale mogę teraz dać babci tego jej syropu od zaparć.
– To daj.
8:00
„Racja, obiecałem zrobić zakupy Irenie. Ale jeszcze chociaż piętnaście minut drzemki…”
8:45
Za oknem pochmurno, chyba mży lekko. Babce nie chce się ani ubierać, ani ruszać z łóżka. Śniadanie (płatki kukurydziane na mleku) niosę jej do pokoju.
9:00
Mierzę babce ciśnienie (nieznacznie podwyższone), podaję leki.
Telefon na wieś, chwila rozmowy z mamą.
– Babka dzisiaj przejęta problemami z trawieniem, łyknęła tego swojego płynu, chyba przeleży cały dzień.
Zakupy w piekarniczym. Chwila u sąsiadki.
– W nocy w ogóle spać nie mogłam – narzeka Irena B., sunąc powoli przez długi przedpokój. – Dopiero nad ranem trochę przysnęłam.
Grzecznościowo udaje zainteresowanie i przejęcie.
10:00
Parzę sobie kawę, babce „Inkę”.
– Wypije babcia coś ciepłego, to może i kanapkę zje przy okazji?
– Możesz jedną zrobić.
Polędwica łososiowa kupiona w mięsnym na Traugutta wygląda jakoś nieapetycznie surowo. Mięso mają dobre, ale wędliny wolę jednak z pawilonu.
Odpalam komputer, sprawdzając pocztę (też od razu forum), jem niespiesznie śniadanie. W tle Jaroussky i arie Porpory.
11:00
Babka idzie do łazienki. Po chwili słychać jakiś stłumiony łomot i wołanie o pomoc. Otwieram drzwi – babka zwinięta na podłodze. Zasłabła, pośliznęła się na chodniku?
– Nie wiem, co się stało – skarży się. – Ale tylko łokieć sobie zbiłam.
Uspokajam, pomagam wstać, później wrócić do pokoju.
11:30
Odzywa się komórka. Satyka miałby dla mnie propozycję pracy, coś tam w okolicach Giżycka. Nie podkręciłem głośnika, więc słyszę piąte przez dziesiąte. W sumie żadna strata, bo i tak muszę odmówić.
– Odezwę się za jakiś czas – obiecuje S. kończąc rozmowę. – Może coś się zmieni.
12:00
Babka skarży się, że coś jej słabo. Sprawdzam ciśnienie – trochę niskie., ale nie aż tak, by się niepokoić.
– Kawy babci zaparzę – rzucam uspokajająco. – Wypije babcia i poczuje się lepiej.
Tyle, że gdy po chwili zjawiam się z kubkiem przy łóżku, babka nie daje rady utrzymać go w ręku i odpływa (omdlewa) na chwilę, wylewając część kawy na kołdrę. Na szczęście szybko udaje mi się ją ocucić i napoić tym, co zostało.
12:30
Zmiana pościeli. Nastawiam pranie. Później się okazuje, że przez nieuwagę razem z jasną poszwą wrzuciłem niebieską, farbująca koszulkę. Znowu!
Babka czuję się już trochę lepiej, nawet się lekko uśmiecha i dopytuje, czy będę piekł zaplanowaną babkę ziemniaczaną.
13:00
Przynoszę ziemniaki z piwnicy, obieram i trę. Na obiad smażę cztery patelnie placków, resztę doprawiam i wstawiam w brytfance do piekarnika..
15:15
Jedna babka się piecze w kuchni, druga, nakarmiona, drzemie spokojnie w pokoju. Mogę na chwilę usiąść z książką i poczytać o perypetiach panny Dalrymple na pokładzie (przy pociągach też się tak mówi?) „Latającego Szkota”.
17:00
„Teleexpress”. Babka śpi tak spokojnie, że nawet nie próbuję jej budzić.
Przez chwilę się zastanawiam, czy nie poszukać czegoś w telewizji, ale sobie odpuszczam.
Ogarniam lekko w kuchni, myję naczynia.
18:00
Kolejne mierzenie ciśnienia i porcja leków dla babki. Najdalej za tydzień będę musiał wybrać się do lekarza, bo kończą się jedne tabletki.
Wynoszę śmieci – trzy posegregowane worki. Przy śmietniku tradycyjnie syf i malaria – walające się papiery, jakieś folie, wypełnione bliżej niezidentyfikowaną zawartością reklamówki. Jeden plus, że z jesiennym ochłodzeniem przestało śmierdzieć z zielonego pojemnika z odpadkami organicznymi. Przed reformą panował tu jednak większy porządek.
19:00
Szykuję sobie kolację (dżem od pani Anieli jest nieapetycznie rzadki) i odpalam komputer.
21:00
Babka budzi się na dźwięk dzwonów.
– Pomóż mamie – woła cicho.
– Pomóc? Z czym?
– Z wózkiem. Zaśnieżyło i… – babka nie wie, jak skończyć.
– Babciu, to tylko jakiś sen – uspokajam i cierpliwie tłumaczę, że dopiero deszczowy wrzesień, mama na wsi, a my w mieście etc. Tym razem sen nie jest zbyt dramatyczny, więc po chwili babka znów śpi spokojnie, a ja mogę wrócić do netowania.

Read Full Post »

Piątek

Zabrałem się za siódmy sezon „Dextera”.

Read Full Post »

Czwartek

Tak właściwie to mógłbym w ogóle nie włączać komputera.

Read Full Post »

Środa

Przedpołudnie słoneczne, ale po obiedzie znów pada. Zrezygnowałem z wyjścia do miasta (ponoć jest już nowy numer „Książek. Magazynu do czytania”) na rzecz tv. Mam nadzieję, że pogoda szybko się poprawi, bo muszę kupić (niestety) buty i cieplejszą kurtkę.

Read Full Post »

Wtorek

Czternasta rocznica śmierci dziadka. Policzyłem przy obiedzie, że z trzydziestu osób zaproszonych na stypę dziesięć już nie żyje.

Read Full Post »

Older Posts »