Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2012

Poranne zakupy. Razowy wieloziarnisty (dwa ostatnie bochenki) ma zbyt mocno spieczona skórkę, drożdżówek brak. Biorę żytni babuni i duży orkiszowy.
Na śniadanie kawa, kanapki z twarogiem i resztka śliwkowych powideł. Sprawdzam pocztę, Facebooka, przeglądam forum, przez chwilę klikam z Pinokiem.
Po jedenastej wyjście na cmentarz. Jest w miarę ciepło, więc kupuję (jednak) donicę żółtych chryzantem. W ogródku u dziadka nie ma zbyt wielu liści. Może w sobotę był ktoś posprzątać u leżącego po sąsiedzku doktora? Wyrzucam pelargonie, zmiatam, myję pomnik, chryzantemy stawiam na środku płyty. Później chodzę jeszcze po znicze do Biedronki i ponownie na parkingowe targowisko przed cmentarzem.
Wracając do domu zahaczam o salonik RUCH-u. Nowa Agatha Raisin nie uwodzi okładką, ale biorę tomik. I „Rzeź” Polańskiego przy okazji. A miałem zachować wstrzemięźliwość przynajmniej do połowy listopada!
Dochodzi 13:30. Babka drzemie w najlepsze rozłożona na mojej kanapie.
„A gdzie ciasto na pierogi? Miała babcia zagnieść po południu!” – zrzędzę z lekka, goniąc babkę do roboty. Sam wychodzę na balkon zrobić porządek z obmarzniętymi pelargoniami. Wyrywam kwiaty, wynoszę donice do przedpokoju, myję podłogę. O czternastej rozrabiam twaróg i zabieram się za lepienie pierogów.
Obiad – z gotowaniem, jedzeniem i myciem stolnicy – zajmuje nam jakąś godzinę. Później babka myje naczynia i znów się kładzie, a ja odpalam komputer, żeby posłuchać Lekcji muzyki Piotra Orawskiego.
Po szesnastej wychodzę jeszcze raz do sklepu – opłacić ostatni, zapomniany rachunek (za net, więc ważny jak diabli) i kupić coś słodkiego na jutro (dużą Coca-Colę i 30 dkg markizów). Nie pomyślałem niestety o żadnych cukierkach, więc dziewczynkom, które wieczorem zastukały o cukierki („Słodycze albo psikus!”) muszę dać ostatnią czekoladę. W sumie głupio, mogłem pokazać figę bo – tak sobie teraz myślę – pod maską z Krzyku była chyba młodsza córka sąsiadów z dołu, dziecko, które nie ma w zwyczaju kłaniać mi się na dzień dobry.
Po Teleexpressie zmieniam pościel i nastawiam jeszcze pranie. Jedno, bo się okazało, że na więcej nie mam proszku, a kolejny raz wychodzić do sklepu nie miałem ochoty.
Resztę wieczoru mam już dla siebie. Netuje, słucham radia (w Filharmonii Dwójki serwują bachowską Pasję według św. Jana w retransmisji z tegorocznego festiwalu „Wratislavia Cantans”). Może przed snem obejrzę jeszcze kolejny odcinek „Downton Abbey”.

Read Full Post »

Wtorek

Wczoraj zapomniałem o kolejnej „Lekcji muzyki” Piotra Orawskiego. Dziś audycje przespałem, odchorowując ciężką migrenową noc. Obecna pora emisji (15:30) jest zdecydowanie nietrafiona!

Read Full Post »

Rano (i do wczesnego popołudnia) wizyta mamy. Kupujemy sztuczne kwiaty na przystrojenie (?) grobów przed 1 listopada. Wolę żywe, doniczkowe chryzantemy, ale przy obecnej aurze poddałem się, uznając argumentację, że nie ma sensu stawiać kwiatów na jeden dzień.
Wieczorem ból głowy i kolejny odcinek (s3x03) „The Walking Dead”. Serial zaczyna mnie powoli irytować swoim bezsensem. Nie wiem, czy go sobie nie odpuszczę.

Read Full Post »

Po obiedzie spacer. A później degustacja czekolady od Cepelii (aka Siaczex).
Drugie było bardziej satysfakcjonujące.

Read Full Post »

Sobota

Po tygodniu kopytek nadszedł czas na zmianę w obiadowym menu – babka ugotowała na obiad jarzynową na sporym kawałku karkówki. Niestety udając się na popołudniową drzemkę zapomniała zdjąć garnek z ognia (czy też raczej zgasić gaz – na szczęście niewielki – pod garnkiem).
Po jakichś dwóch godzinach zwabił mnie do kuchni odgłos dziwnego bulgotania.
Z zupy wygotowała się prawie cała woda. Z warzyw (z kalafiora zwłaszcza) została papka, w której dało się rozpoznać jedynie ziemniaki i plasterki marchewki. A mięso stało się tak miękkie, że z jego z przeżuciem nie miałoby problemów nawet niemowlę. Dobrze chociaż, że babka nie zdążyła dosolić zupy, bo by się już w ogóle nie dało jej zjeść.

Read Full Post »

Nieoczekiwana wizyta ojca zapewnia mi atrakcję w postaci nocy na materacu, z perspektywą pobudki w sobotę o szóstej rano.
Kończę „ZOO City”. I drugi sezon „Downton Abbey”.

Read Full Post »

Czwartek

Skopałem ogródek.

Read Full Post »

Older Posts »