Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2012

Dzień na odsapnięcie od Gardenowa. Satykowie wybierają glazurę do łazienki, więc mam wolne.
Mieszkaniu by się przydało porządniejsze sprzątanie, ale brak mi na to nastroju.
Słucham radia, netuję, trochę czytam.
Przed południem goszczę przez chwilę bratową, wracającą od lekarza.
Po obiedzie robię zakupy.
Wieczorem dzwoni Satyka, że dogadał się z panem K. w kwestii rozpoczęcia prac przy wiacie.
Od jutra wracam do pomocnikowania majstrowi.

Reklamy

Read Full Post »

p.o. majstra

5:55 Pobudka.
Śniadanie. „Fantastyka” (wydanie specjalne) i krótka (niestety) chwila na lekturę „Drogi Salomei” Wojnarowskiego.
7:35 Satykowie.
Przed wyjazdem znów rundka po hurtowniach materiałów budowlanych.
Na dworze temperatura umiarkowana. Horyzont zaciągnięty ciężkimi, ciemnymi chmurami mami niezrealizowaną obietnicą deszczu.
8:45-20:38 W Gardenowie (siedlisko nad rzeką).
Poszerzanie wykopu na fundament pod komin i płytę pod wędzarnię. Wiązanie zbrojenia. Po południu zaczynamy wylewanie ław fundamentowych długiej wiaty.
Satykowa wsadza nos nieledwie do każdej betoniarki kontrolując, czy cement dobrze wymieszany z piaskiem.
Przed 18 wraca Satyka, a chwilę później pada betoniarka, przy której coś tam zaczął grzebać, zaniepokojony możliwością poluzowania paska napędu. Czekając na elektryka kontynuujemy pracę, mieszając beton ręcznie w taczkach.
Ok. 20 koniec betonowania. Przestawiamy jeszcze meble, robiąc w części kuchennej parteru miejsce do pracy dla glazurnika kładącego posadzkę.
21:14 W domu.
22:00 Kąpiel.
Później jeszcze godzina przy komputerze (rozmowa z Pinokiem, rezygnacja ze śledzenia kolejnych tematów na forum, lektury blogowe) i przed północą kładę się spać.

Read Full Post »

Niemiłosierny upał daje się we znaki od samego rana. Z bezchmurnego nieba wręcz wali żarem.
Mieszkanie przez noc nic nie schłodniało, w pokoju jak było 29 stopni, tak i jest nadal. Za oknem 32, z tendencją do wzrostu. Na budowie już bym się chyba rzucał do rzeki. W chacie, przy ruchu ograniczonym do minimum, jakoś wytrzymuje. W przeciwieństwie do babki, która ostatnie dni znosiła całkiem dobrze, a dzisiaj niedomaga. Przy śniadaniu musiała łyknąć druga tabletkę od ciśnienia. Później chłodziła się zimną wodą w łazience. Teraz leży plackiem, przykryta lnianym prześcieradłem i próbuje przedrzemać dzień.

Read Full Post »

Przynieś, podaj, pozamiataj, albo chłopak do wszystkiego

6:00 Pobudka.
Śniadanie. Mycie naczyń. Lektura.
Tomik „Agatha Raisin i ciasto śmierci” czyta się całkiem przyjemnie. To taki kryminał w sam raz na wakacyjne upały – lekki, momentami zabawny, niezbyt krwisty. Ogłaszanie bohaterki następczynią panny Marple, to reklama zdecydowanie na wyrost, ale chyba i tak się skuszę na resztę książek z tego cyklu.
8:30 Satykowie.
Po drodze gospodyni robi jeszcze zakupy (kolejna zgrzewka wody okraszona komentarzem „Strasznie dużo pijecie!”), a Satyka załatwia jakieś interesy.
9:45-18:45 W Gardenowie (siedlisko nad rzeką).
Korowanie palików (1,20 m?) do zabezpieczenia uskoku przy ogrodzie.
Ok. 13:00 Koparki – mała do wykopów, normalna do pogłębiania rzeki i równania terenu.
Różne prace przy kładzeniu wszelakich przewodów, kabli, rur.
19:20 W domu.
Lekka obiadokolacja – ziemniaki i zsiadłe mleko. Babka trochę narzeka, że przez cały dzień nie ma do kogo ust otworzyć.
21:30 Kąpiel.
22:00 Komputer.
Machinalnie przeglądam pocztę, coś tam próbuję czytać, ale szybko zmaga mnie senność i ból głowy.
22:50 Łóżko.

Read Full Post »

Przynieś, podaj, pozamiataj, albo chłopak do wszystkiego

5:40 Pobudka z falstartem (przez nieuwagę musiałem przestawić budzik). Wstaję dopiero o 6.
Zakupy (chleb u Mistrza Jana, gazety). Śniadanie. Lektura.
8:00 Satykowie.
Przed wyjazdem z miasta znów robimy rundkę po hurtowniach budowlanych.
9:15-19:45 W Gardenowie (siedlisko nad rzeką).
0d rana na termometrze 30 stopni. Zrezygnowałem z roboczych spodni na rzecz pracy w krótkich szortach.
Większość dnia schodzi nam (Władzia po śniadaniu został odwołany od obornikowej taczki i przydzielony mi do pomocy) na korowaniu dębowych pali (ponad 2 m każdy). Zajęcie blisko rzeki, więc co i raz schodzę na dół ochlapać się dla ochłody.
12:00 & 14:00 – transporty materiałów i rozładunek tony cementu, palety wapna (600 kilo), dwóch palet suporeksu.
17:00 Koparka zjechała nad rzekę – zaczynamy wbijanie pali tworząc ścianę-umocnienie wysokiej skarpy. Satyka zarzucił na szczęście pomysł robienia tego ręcznie, za pomocą ciężkiego młota. Wciskanie pali łyżką koparki idzie sprawnie i całkiem szybko. Przez godzinę ustawiliśmy wszystkie pięćdziesiąt (ponad) sztuk.
18:20 Fajrant.
Niestety koparka ma jeszcze trochę do zrobienia przy równaniu terenu. Przez godzinę szwendam się po posesji, czekając na odwózkę. Gdybym miał aparat, może by mi się udało pstryknąć niezauważenie jakieś zdjęcia. Niestety, zniechęcony nieustannym nadzorem, zarzuciłem pomysł zabierania swojego Samsunga do pracy. Dobrze, że mam komórkę – babka po trzech rozmowach jest spokojna, nie snuje dzikich fantazji na wyjaśnienie powodów mojego spóźnionego powrotu.
20:20 W domu.
Obiad i czas dla babki.
21:30 Kąpiel.
22:00 Do północy mam czas dla siebie, ale jestem zbyt senny na jakąś żywszą aktywność. Netuję przez godzinę, przeglądając forum i blogi. Po 23 daję za wygraną i kładę się spać.

Read Full Post »

Z racji imienin Satykowej mam wolne.
I dobrze, bo pogoda daje do wiwatu jeszcze mocniej, niż wczoraj. Słońce prazy, a parne powietrze wręcz oblepia. Praca w takich warunkach byłaby mordęgą.
Rano pobudkę robi mi mleczarz, ale po odhaczeniu wizyty faceta (10 minut nawija o żniwach i jakichś pierdołach!) wracam jeszcze do łózka i dosypiam do jedenastej. Po śniadaniu załatwiam podwójne zakupy (Irena MB była wczoraj u babki po prośbie) i mam spokój aż do obiadu (nadal cukinia). Netuję, podjadam śliwki, odpoczywam.
Po 16 wychodzę jeszcze raz do miasta – po leki dla babki (nowe wynalazki polecane przez jej koleżankę) i pierwszy kryminał z cyklu przygód Agathy Raisin. Promocyjna cena 4,99 zł za tom skłania do podjęcia ryzyka kupna książki w ciemno.
Wieczorem czytam (M.C. Beaton od wyżej wspominanej Agathy to jednak nie jest Christie!), netuję i czekam na zapowiedzianą na 23 (ale kino+) emisję filmu Olivera Hermanusa „Piękno” (Scoonheid. 2011). Rano i tak będę niewyspany, więc nie robi wielkiej różnicy, czy się położę o północy, czy dopiero o pierwszej.

Read Full Post »

Przynieś, podaj, pozamiataj, albo chłopak do wszystkiego

5:55 Pobudka.
Przygrzewa od samego rana.
8:10 Satykowie.
Przed wyjazdem z miasta zabieramy jeszcze przyczepkę i odwiedzamy skup złomu celem kupna kilku metalowych rur na ogrodzenie i dużej beczki na wodę.
9:20-17:57 W Gardenowie (siedlisko nad rzeką).
Władzia już działa na posesji. Czekając na przyjazd państwa przerzuca betonowe bloczki spod ogrodzenia na dalszą pryzmę.
Pierwsze godziny to trzy kursy do nieodległej wioski po drzewo opałowe.
Po 13. prace porządkowe na posesji. Temperatura w cieniu przekroczyła 30 stopni, więc robota (choć lekka) idzie ciężko i powoli.
14:30 Przerwa na obiad. Zupa jarzynowa i naleśniki z jagodami.
16:00 Satykowa proponuje piwo. Ku lekkiej konsternacji gospodarzy nie korzystam.
18:37 W domu.
W zamku coś tam się jeszcze dzieje w ramach Jarmarku św. Jakuba, ale jestem zbyt zmęczony, by mi się chciało po kąpieli gdziekolwiek ruszać z domu. Zresztą w tym roku jarmark, zdegradowany do jednodniowej imprezy, nie oferował żadnych nadzwyczajnych atrakcji.
Wieczór spędzam przy komputerze, nadrabiając sieciowe zaległości i oglądając kolejny odcinek „Czystej krwi” (im mniej Sookie, tym lepiej dla serialu, bo wróżkowata część opowieści jest jednak niestrawna).

Read Full Post »

Older Posts »