Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2012

5:09-15:48 Na budowie.
Rozkładanie dachówek. Przy skośnych kalenicach jest sporo cięcia, więc robota idzie powoli i zostaje sporo odpadów. Ciekawe, czy Baryłka uwzględnił to przy zamawianiu materiału.
16.09 Obiad. Drzemka przy telewizorze. Kąpiel po Teleexpressie..
18:40 TVP Kultura. Dokument o Wierze Gran.
Po dwudziestej kładę się spać (właściwie padam).

Reklamy

Read Full Post »

8:00 Pobudka.
Planowałem wstać trochę wcześniej, ale po nocnym czytaniu (kończę kwadrans po pierwszej) nie udało się.
8:20-9:20 Przychodnia na Krótkiej. Pracownia RTG.
Robię prześwietlenie zęba i czekam na odbiór zdjęcia.
9:55 Wyjście do pracy.
Majster miał badania u alergologa, więc zaczynamy trochę później.
10:18-16:00 Na budowie.
Do południa nosimy dachówkę na frontową połać dachu. Później przez jakieś dwie godziny obserwujemy pracę dekarza czekając, aż zamocuje rynny udostępni nam front pracy.
16:10 W domu.
Przed obiadem robię jeszcze szybkie zakupy. Czytam do kolacji.
Reszta wieczoru tradycyjna.
19:30 PR2. Lekcja muzyki Piotra Orawskiego i Filharmonia Dwójki z koncertem barokowych sonat.
A na dokładkę komputer i pół kilo truskawek.

Read Full Post »

4:20 Pobudka.
Gdybym zrezygnował ze śniadania (a przynajmniej nie pił herbaty) mógłbym wychodzić z domu znacznie wcześniej.
4:50 Wyjście do pracy.
5:13-15:35 Na budowie.
Nadal brak umówionego dekarza, który miał przybić haki pod rynny. Majster się lekko niecierpliwi, bo bez tego nie możemy zacząć rozkładać dachówek.
Do śniadania mocujemy łaty pod gąsiory. Przy dojściu do kalenicy okazało się, że zbyt wysoko.
– Jutro się poprawi – stwierdził niezrażony niepowodzeniem pan K. i ruszył mocować właz kominiarski. Przez co po południu przeżyłem kilka niemiłych chwil. Baryłka przyszedł na górę w trakcie naszego montażu, popatrzył, pokręcił nosem – a po chwili pojawił się ponownie, uzbrojony w instrukcję wyciągniętą z pudła po włazie i zakwestionował robotę majstra.
– Najpierw się czyta instrukcję, a dopiero później bierze do roboty! – było (podniesionym głosem) – Jak się czegoś nie umie robić, to trzeba mi powiedzieć! Mój syn by to lepiej założył! Chyba pierwszy raz taki właz mocujecie?!
Paskudna sytuacja. A tymczasem po majstrze wszystko spływało jak woda po kaczce – rano nie założył aparatu, więc pewnie 3/4 perory w ogóle nie usłyszał.
– To się wytnie, tu się przybije – informował spokojnie pieniącego się (prawie) Baryłkę – Wszystko będzie zrobione jak trzeba.
– Jak tu z takim człowiekiem rozmawiać! – pieklił się inwestor.
A majster swoje
– To się jeszcze przytnie, tu da deski…
16:00 W domu.
Obiad. Kąpiel. Po Teleexpressie lektura. Kończę powoli pierwszy tom „Achai”.
19:30 PR2. Lekcja muzyki Piotra Orawskiego. I komputer.

Read Full Post »

5:18-15:15 Na budowie.
Nosimy dachówki na drugą połać dachu. Mocujemy łatę pod gąsiory.
Majster przypomina sobie prawidła krycia dachu (od kilku lat unikał takiej roboty), a ja uświadamiam, jak skomplikowane są roboty dekarskie.
15:38 W domu.
Paczka od Pinokia. Obiad. Szybka kąpiel.
17:05-18:30 Dentysta.
Zdawało mi się, że mam do leczenia dwa zęby.
Naiwniak! Wypłaty mi nie starczy na załatanie wszystkich dziur!
19:30 PR2. Lekcja muzyki Piotra Orawskiego.
Zasypiam nie dotrwawszy końca audycji.

Read Full Post »

MMSem

Test.

Read Full Post »

4:20 Pobudka.
5:00 Wyjście do pracy.
Majster niezmiennie w robocie jest przede mną. Chyba wychodzi z domu sporo przed piątą.
5:20-14:28 Na budowie.
Do południa kończymy przybijanie łat. Później zaczynamy rozkładanie dachówki.
14:50 W domu.
Obiad (resztki wczorajszej pizzy), kąpiel.
Babka twierdzi, że nie ma apetytu. Ale z kobiałki truskawek zostawiła mi ledwo malutką miseczkę owoców!
16:30-19.20 Drzemka.
Wieczór w sieci.

Read Full Post »

5:25-14:22 Na budowie.
Przybijanie łat pod dachówki. Do fajrantu załatwiamy dwie połacie dachu.
W domu mama świętuję z babką jutrzejsze święto. Świętuje pieleniem ogródka, sprzątaniem strychu i pizzą. Że została w mieście do ostatniego autobusu, czas dla siebie mam dopiero od 19. Przez godzinkę spokojnie netuję. Niestety później zamiast planowanego wieczoru z książką muszę się bawić w pielęgniarkę i zajmować babką. Tym razem ostre wzdęcie po przedawkowaniu szczypioru poprawione babcinymi kuracjami – soda, piołun i nie wiadomo co tam jeszcze – dały w rezultacie skok ciśnienia do 200/125.
Domowe atrakcje przesłoniły mi całkowicie dziwny poobiedni telefon od Baryłki, który chciał wiedzieć, gdzie położyłem używaną wczoraj wkrętarkę. Czyżby ktoś maszynkę podprowadził z budowy? Garaż jest zbyt mały, by się dało przegapić taki sprzęt w trakcie samodzielnych poszukiwań.

Read Full Post »

Older Posts »