Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2012

Sobota

Odpoczywam. I robię pranie. Wyjątkowo duże.
Nie wiem kiedy nazbierało się aż tyle brudów. Pralkę włączyłem przed śniadaniem, a ostatnia wypraną porcje zaniosłem na strych ciemną nocą, dobrze po 23.

Read Full Post »

4:55 Pobudka.
Po herbacie drzemię jeszcze przez kwadrans na fotelu w przedpokoju.
5:35 Wyjście do pracy.
Przy okazji wynoszę śmieci i kartony do pojemnika z papierem.
5:53-9:30 Na budowie.
Kończymy murowanie fundamentów.
Praca z drobnymi przeszkodami, bo około ósmej sypnęło lekko śniegiem a i deszcz momentami zacina.
Przy fajrancie majster tak się spieszy z wybyciem do domu (ze względów rodzinnych zrobił też wolną sobotę), że nie mam czasu pstryknąć żadnych zdjęć.
Wracając robię zakupy – na miejskie targowisko zachodzę po jajka do świątecznego sernika, w saloniku RUCH-u na Powst. W-wy kupuję nowe numery „Filmu” i „Scooby Doo” dla Kunegundy. Co prawda tym razem bratanica nie dzwoniła z prośbą, ale niech dziecko ma ten swój ulubiony magazyn i się cieszy.
10:12 W domu.
Długa kąpiel.
11:50 Śniadanie i komputer. W tle „Farnace”.
13:30 Przygotowuję obiad – pierogi z twarogiem. Babka ugniata ciasto, ja zajmuję się resztą.
15:30 Krótka drzemka.
16:40 Paweł z pracy. Pierogów zrobiłem niedużo (a te, których nie zjedliśmy, zostawiłem na kolację), więc na obiad przygrzewam mu pyzy z mięsem (mrożonka).
Reszta dnia upływa mi tradycyjnie (normalnie?) – przy radiu i komputerze.

Read Full Post »

W nocy budziłem się dwa razy, tak że wtorkowe wcześniejsze pójście spać nie przyniosło żadnych efektów.
5:52-15:00 Na budowie. Murowanie fundamentów.
Bardziej niż dźwiganie betonowych bloczków daje mi się we znaki intensywne słońce i przenikliwy, mroźny wiatr.
W domu myślę już tylko o łóżku.

Read Full Post »

5:53-10:47 Na budowie.
Odgrzebaliśmy trochę ziemi, poszerzając wykopy do wygodniejszego murowania. Położyliśmy izolację na ławach. I po śniadaniu wróciliśmy do domu, bo betonowe bloczki na fundamenty będą dopiero jutro.

Read Full Post »

Odrobina luzu, chwila na odsapnięcie po wczorajszym kieracie.
4:55 Pobudka.
Za oknem nadal regularna noc.
Herbata, trzy sucharki.
5:35 Wyjście do pracy.
5:55-10:07 Na budowie.
Kończymy wylewać dwie ostatnie ławy.
Trochę się obawiałem, że majster coś jeszcze wymyśli i przeciągnie robotę, ale tym razem pan K. zdecydował się trzymać planu.
10:20 Koniec wspólnego kawałka drogi – majster skręca w prawo, ja odbijam w lewo.
10:33 W domu.
Mama przełożyła jednak przyjazd do miasta na środę. Szkoda. Jutro nie będę miał raczej szans, by się z nią spotkać.
Dwadzieścia minut w wannie.
11:28 Śniadanie i komputer (na czas wybrzmienia trzech aktów „Farnace”).
Dałem się znów złapać Merlinowi na reklamowego maila i skusiłem na drobne zakupy. Powinienem wypisać się z tamtejszego newslettera. Zdecydowanie!
15:10 Wyjście do miasta.
Na ogródku zakwitły wreszcie wszystkie moje krokusy. W tym roku także białe i jasnobłękitne.
Browaru ubywa z każdym dniem. Szkoda, że nie ruszyłem się z godzinę wcześniej, by zrobić kilka zdjęć od zaplecza i ulicy Piwnej.
Zakupy w Biedronce.
16:40 Brat z pracy.
Przysmażam resztę babki ziemniaczanej.
Młody okupuje komputer (założył sobie konto na FB) – do 18:15 – a ja ucinam krótką drzemkę.
19:00 Radio.
PR2 – Lekcja muzyki Piotra Orawskiego. I kolacja.
Chleb Vitalis może i jest smaczny, ale trafił mi się taki sypki bochenek, że nie wędlinę i żółty ser kładę na kromce, ale na odwrót.
19:30 Buszowanie w sieci.
Forum, FB, rozmowa z Pinokiem.
W planach mam jeszcze odcinek „Spartakusa” (kończę pierwszą serię).
W łóżku zamierzam się się znaleźć najpóźniej o 23.

Read Full Post »

6:00-15:42 Na budowie.
Wylewanie ław. Ręcznie.
Po przerzuceniu kilku ton piachu i cementu wracam do domu zupełnie wykończony.
A tu trzeba jeszcze z babką pogadać.
I obiad dla brata podgrzać.
I radia posłuchać.
Chociaż to ostatnie wyszło mi dość średnio. Zachciałem „Lekcji muzyki” Piotra Orawskiego posłuchać w pozycji horyzontalnej (czuję dniówkę w kręgosłupie) i – wygodnie rozciągnięty na kanapie – w pewnym momencie lekko przysnąłem.

Read Full Post »

Babka spędza dzień przed telewizorem (na TV Trwam transmitują podróż Benedykta XVI do Meksyku i na Kubę), ja w dużej mierze w kuchni. Na obiad robię sałatkę z tuńczykiem, a później piekę jeszcze babkę ziemniaczaną.
– Lubisz, to będziesz miał na jutro – cieszy się babka.
– Nie powiedziałem, że lubię.
– To robisz, bo nie chcesz żeby się kartofle zmarnowały?
– Zdecydowanie. Za dużo babcia kupiła jesienią.
– Ale te ze sklepu są do niczego! – babka broni swoich zakupów u znajomego rolnika. – Połowę zawsze się wyrzuca, bo zepsute!
Dzień jest pochmurny i wietrzny, więc odpuszczam sobie spacer z aparatem. W chwilach wolnych od garów trochę czytam (nadal „Drwal”. Podoba się, ale nie spieszno mi z poznaniem zakończenia), oglądam kolejne odcinki „Spartakusa” („Spartacus: Blood and Sand”), netuję słuchając najnowszego nagrania „Faramonda” (nie za bardzo udała mi się przeróbka trzech płyt na jeden krążek z mp3).

Read Full Post »

Older Posts »