Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2011

Rano – jeszcze nie zdążyłem się wygrzebać z betów, a babka pościelić swojej wersalki! – licho przyniosło panią Zosię.
– Wiem, ze to dopiero trzeciego… – tłumaczyła się mętnie, wręczając babce kwiatek i torby z upominkami. – Ale pomyślałam, że może będziesz miała dużo gości w styczniu, albo gdzieś pojedziesz..
Cholera!
W mieszkaniu burdel, żarcie nienaszykowane, a tu już się pchają świętować babcine imieniny!
Dobrze, że wczoraj upiekłem piernik (do Martini na Sylwestra). I że miałem słoik bigosu z poświątecznych łupów od mamy. Inaczej na stole mógłbym postawić gołą herbatkę.
Babka zadowolona rozsiadła się z koleżanką w pokoju i przeplotkowała pół dnia.
Jedyne co mi się udało w tym czasie, to wyskoczyć na drobne zakupy.
Dopiero po czternastej, gdy chata była już wolna, mogłem się zabrać za sprzątanie, doprawianie pizzy (babka miesza ciasto, ja zajmuję się resztą) i sałatkę z tuńczykiem. Z sałatką chyba trochę przesadziłem – ciężko będzie się uporać z pięciolitrowym garem.

Reklamy

Read Full Post »

Sąsiedzi mnie wkurzają od samego rana.
Zaczął Józek z dołu.
Zaczepił mnie na korytarzu, gdy wracałem z piekarniczego. Zjeżyłem się od razu, w oczekiwaniu jakichś próśb o drobną pożyczkę. Ale nie! Facetowi chodziło o przegonienie bezdomnego, który nocował już kilka razy pod drzwiami na strych.
Udałem lekkie zdziwienie.
– Nadal przychodzi? To może jak następnym razem usłyszę…
Jasne.
Zaszedłem do Ireny MB z chlebem – kolejna niespodzianka!
– Miałabym jeszcze jedną prośbę – sąsiadka zaczęła niepewnie. – Ale aż się boję prosić…
– A o co chodzi?
– Żebyś podłogę mi wyczyścił. Wymył, wypastował…
„A ten ładny Krzysio, co zachodzi od czasu do czasu, nie może się tym zająć?”
– Kiedy? – spytałem tylko.
– Przyjdzie ksiądz po kolędzie, to bym chciała, żeby jakoś po ludzku w mieszkaniu wyglądała.
– Dobrze, ale to już w nowym roku, za tydzień gdzieś tak.
– Zapłacę! Sama bym wyczyściła, ale nie dam nic robić na kolanach.
– Dobrze, pogadamy o tym w styczniu.
Mam dość mieszkania w bloku!

Read Full Post »

Kupiłem Kinder niespodziankę na Sylwestra. Przynajmniej pierwszą noworoczną blotkę będę miał z głowy.

Read Full Post »

Mama na zakupach. Przyjechała z koleżanką, byłą sąsiadką.
Kawa, kupno odkurzacza, obiad, oglądanie beznadziejnego nagrania ze ślubowania pierwszoklasistów (przegrywałem dla bratowej) i jakiegoś wcześniejszego, z Kunegundą w zerówce.
Wieczorem brat.
Przed snem kolejny odcinek „Pan wzywał, milordzie?”. Już wspominałem, że czuję pokrewieństwo z Mabel?

Read Full Post »

Było tradycyjnie – może z ciut mniejszym obżarstwem (na wigilijnej kolacji zabrakło kisielu!) i trochę większą porcją telewizji (brak białej zimy zniechęcił do spaceru po mokrym lesie), ale na tyle normalnie, że w sumie nie ma o czym pisać.
Brat przyszedł z rodziną na Wigilie i na kielicha niedzielnym porankiem. Kunegunda szalała, starając się zwrócić na siebie powszechną uwagę. Pod wieczór odprowadziłem bratanicę do domu i posiedziałem trochę u młodszego na kawie.
Drugi, senny dzień Bożego Narodzenia spędziłem głównie z mamą. Babka drzemała w mniejszym pokoju, ojciec czytał w kuchni jeden ze znalezionych pod choinką tomów Brandysa (chyba zaczął od „Kozietulskiego i innych”).
Wieczorem obejrzałem kabaretowy „Smuteczek czyli Ostatni Naiwni”, spektakl może nie najdoskonalszy, ale całkiem zabawny i w części mówionej dość udany. Z interpretacją piosenek było już gorzej. Ale w sumie jedynym rozczarowaniem okazał się występ Joanny Kołaczkowskiej (Kabaret Potem), zwłaszcza jej interpretacja „Listu”.

Read Full Post »


+

Sąsiad rodziców będzie w mieście po południu to przy okazji zajedzie i zabierze nas na wieś. Zawsze to wyjdzie taniej, niż jazda taksówka. Chociaż jakby policzyć zszargane nerwy… Radek zapowiedział się na czternastą, ale babka już od samego rana jest w gotowości i nie myśli o niczym innym, tylko o wyjeździe. Co ja mówię od rana – od wieczora! W nocy sprawdzała średnio co godzinę zegarek i pytała, czy nie trzeba już wstawać!

(Pod zdjęciem ukryte dodatkowe atrakcje)

Read Full Post »

Prezenty kupione i zapakowane.
Sernik upieczony.
Nawet choinkę mam w przedpokoju – zrobioną z kilku gałęzi przyniesionych po nocy (dopiero przed 16 znalazłem czas by wyjść za miasto) z lasu.
Jutro się trzeba tylko z rana spakować i możemy z babką wybywać na Wigilię do rodziców.
Mam nadzieję, że po świętach będzie do czego wracać. Zauważyłem, że bezdomny, który się nam zalągł z nastaniem mrozów na klatce, trochę popala. Ale schody betonowe, a legowisko z trzech wycieraczek, więc raczej nie ma co się obawiać pożaru.

Read Full Post »

Older Posts »