Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2011

Dzień przy garach. Jakby było mało, że wziąłem na swoje barki przygotowanie obiad (leczo), babka zarządziła pieczenie kruchych ciastek, przy czym moja pomoc też okazała się niezbędna. A że kobieta nie zna umiaru (wiadomo, po kim odziedziczyłem tę przypadłość), ciasta zagniotła z dwóch kilogramów mąki.

Read Full Post »

3:37 Pobudka.
4:01 Majster.
W jednej z mijanych miejscowości przez drogę przebiegł nam czarny kot. W zasadzie nie jestem przesądny, ale pomyślałem od razu „No to dupa! Nie ma co liczyć na wcześniejszy fajrant, a i atmosfera w robocie pewnie będzie nie najlepsza.”
I nie pomyliłem się.
4:23-15:15 Na budowie w Ż.
Zaczynamy od lepienia wyciętego w łuk styropianu przy tarasie. Później ocieplamy filarki wykusza.
Gdy ja tnę styropian, majster złorzeczy na moją partacką robotę. Gdy bierze się sam za cięcie, narzeka na piłę, która odbija w jedną stronę.
9:00 Murowanie kominów. Zabrakło po kilka elementów przy obu do pełnej wysokości. Zamurowywanie otworu pod oknem pokoju na garażu
13:00 Cięcie śrub, przykręcanie jętek.
Znalazła się jeszcze jedna belka na jętkę przy frontowym balkonie. Przybijamy ją przed samym fajrantem.
15:40 W domu.
Zanim zjadłem, wykąpałem się i zebrałem siły do wyjścia na zakupy, minęła 17:30 i pozamykali mi sklepy, do których miałem zajrzeć. Z musu drepczę do Stokrotki, a że nie kupuję tam zbyt często, mam problemy z lokalizacją szukanych towarów. W rezultacie zamiast ze składnikami na leczo, wracam z produktami na sałatkę z tuńczyka.
19:30 PR2. Wieczór z Mozartem i jego „Weselem Figara” w retransmisji z Salzburga.

Read Full Post »

Poranek ponury, pochmurny i deszczowy. Ale zamiast kolejnych opadów dostaliśmy słoneczne popołudnie.
3:37 Pobudka.
4:03 Majster.
4:25-14:50 Na budowie w Ż.
Przybijamy ostatnią jętkę w garażu i kończymy deskowanie. Przywiezionych wczoraj desek wystarczy akurat na cały daszek.
8:00 Przerwa na zwalenie palety cementu (tylko tona).
Po śniadaniu kończymy zalewać schody frontowe (cztery betoniarki + taczka) i ruszamy z murowaniem ścianek działowych na poddaszu. Wyrabiamy resztkę dwunastki (grubość) YTONGa na kawałek ściany przy kominie. Później podmurowujemy jeszcze okna (dwa) na parterze.
15:13 W domu.
Obiad, zakupy, kurs do piwnicy z zawekowanymi słoikami. Babka leży i użala się nad swoim marnym zdrowiem.
Po Teleexpressie kąpieli… i nie nadaję się już do niczego bardziej ambitnego, niż bezmyślne siedzenie przy komputerze.

Read Full Post »

3:37. Pobudka.
4:00. Majster.
4:25-15:05. Na budowie w Ż.
Schody frontowe – wyginamy deski na stopnie, murujemy boczne murki, wylewamy pierwszy stopień.
Ostatnia para krokwi na garażu, chwila deskowania (zabrakło desek).
14:00 Mateusz z Fiolką i szwagrem – majster ma okazję się wygadać… i przeciągnąć pobyt na budowie o całą godzinę.
15:30. W domu.
Jest mama – wraca na wieś po osiemnastej, ostatnim autobusem, więc mam okazje trochę pogadać.

Read Full Post »

Katar nadal męczy. A dzień znów chłodny i deszczowy.
3:37. Pobudka.
4:03. Majster.
4:25-15:01. Na budowie w Ż.
Kończymy deskowanie kawałka przy kuchennym szczycie.
7:20. Mateusz wpadł przed pracą dowiedzieć się, czego nam jeszcze trzeba. Przy okazji wkurzył pana K. sugestią, że skoro nie kładziemy papy, powinniśmy zamiennie, w ramach umowy, wylać mu schody wejściowe.
– Ale że strop zaleliśmy ręcznie, zamiast brać pompę, jak było ustalone, to tego nie zauważył! – mruczał później rozeźlony majster. – Tylko by wszyscy jebali dziadka w dupę! I rodzina, i klienci.
Po śniadaniu rozciągamy plandekę na dachu (ochrona przed deszczem) i bierzemy się za murowanie środkowego szczytu. Po czternastej przybijamy jeszcze ostatnią jętkę na budynku mieszkalnym.
15:23. W domu.
Dzisiaj jestem trochę silniejszy. Po kąpieli robię twaróg i wyręczam babkę w myciu garów. Ale wyjściu do ogrodu żeby wyrwać cebulę (babka boi się złodziei) powiedziałem stanowcze nie.

Read Full Post »

3:37. Pobudka.
Deszczowo i chłodno. Katar się nasila.
4:02. Majster.
4:25-15:45. Na budowie w Ż.
Murowanie szczytów. Dzień dłuży się niemiłosiernie.
Godzinna przerwa na śniadanie już o siódmej. Zbyt mocno pada, by cokolwiek robić.
Do fajrantu kończymy oba szczyty budynku i przybijamy ostatnią parę krokwi.
16:05. W domu.

Read Full Post »

Przeziębiłem się deko. Nadrobię blogowe zaległości, gdy tylko poczuję się ciut lepiej.

Read Full Post »

Older Posts »